Zdziwaczenie, nieporządek w domu, patologiczne zbieractwo

Zdziwaczenie, nieporządek w domu, patologiczne zbieractwo – wynikają one bardzo często z samotności, wyizolowania społecznego i braku motywacji do utrzymania porządku, bo przecież i tak nikt Cię nie odwiedza, więc nie czujesz potrzeby trzymania w tej kwestii normy społecznej.

Patologiczne zbieractwo i nieporządek w domu

Patologiczne zbieractwo i nieporządek w domu

Patologiczne zbieractwo i nieporządek w domu

Patologiczne zbieractwo i nieporządek w domu

Patologiczne zbieractwo i nieporządek w domu

Patologiczne zbieractwo i nieporządek w domu

Osoba zaczyna po prostu mieć inne priorytety, przestaje jej zależeć na trzymaniu normy społecznej i odnajduje radość i pasję we własnych zwyczajach… Jednak wobec tego niedostosowania społczeństwo często wykazuje się jeszcze większym niezrozumieniem i wysuwa twierdzenie, że osobę trzeba „odwieźć do psychiatryka”, bo jest chora… Co prawda zdarza się, że osoba ta może sprowadzać niebezpieczeństwo na innych poprzez np. takie zaśmiecenie mieszkania, że zalęgają się prusaki. Nazywa się to „patologiczne zbieractwo” i polega na przesadnym znoszeniu do domu różnych rzeczy, które dosłownie zagracają i zaśmiecają mieszkanie aż do tego stopnia, że najpierw przez mieszkanie przedostać się można wąską dróżką, potem już chodząc po śmieciach, a finalnie ten syf sięga sufitu. Może to wydawać się „chore” jednak chyba trzeba poprzebywać, porozmawiać z taką osobą i się wczuć w jej sytuacje, aby postarać się zrozumieć mechanizmy psychologiczne tego dlaczego tak się dzieje… Ja m. in. pracowałem kilka tygodni przy odgruzowaniu jednego z takich mieszkań. Właściciel sam poprosił mnie o pomoc w oczyszczeniu mieszkania, bo mi ufał, a żal miał do tych, którzy wcześniej robili mu to na siłę.

Ale co, gdy osoba nie chce posprzątać, a już śmierdzi i zalęgły się już prusaki? Moim zdaniem od tego są takie służby jak straż miejska, policja, sanepid itd. – żeby wyegzekwować przestrzeganie prawa i ukarać za łamanie tych zasad koegzystencji społecznej. Myślę, że są potencjalnie lepsze metody na wpłynięcie na osobę łamiącą prawo swoimi dziwactwami, niż spacyfikowanie tej osoby psychotropami.

Natomiast te dziwactwa często mają też formę nieszkodliwych zachowań. W takim przypadku zalecał bym przerwanie samotności i wtopienie się w jakąś społeczność. Jeśli osoba poczuje się dobrze w grupie ludzi, to może się zmieniać na lepsze, aby dostosować się. Dzięki temu możliwe jest nie tylko lepsze zaspokojenie potrzeby kontaktu międzyludzkiego, ale też możliwe jest zmienianie swoich niekorzystnych społecznie zwyczajów. Czasem dla zmotywowania osoby, potrzeba odpowiedniego podejścia do niej… Rozumiem, że nie każdemu się chce wgłębiać się w taką sytuację. Łatwiej jest „zadzwonić po karetkę” i określić etykietką „schizofrenik”…

Tylko, że teraz jest pytanie o to gdzie osoba może się wdrożyć w jakąś grupę społeczną jako alternatywa dla zdziwaczenia i zbieractwa z samotności. Otóż proponuję coś takiego jak kluby dla osób z diagnozami psychiatrycznymi: http://opsychiatrii.pl/kluby-dla-osob-z-diagnozami-psychiatrycznymi/ . Może nie są to miejsca bardzo atrakcyjne dla młodzieży (no może za wyjątkiem WDpFu, w którym są komputery z dostępem do Internetu i kiedyś były organizowane dość użyteczne kursy), ale w przypadku osób, które już popadają w zbieractwo, to myślę, że na pewno tego typu kluby będą lepszą opcją niż nic albo uwięzienie w psychiatryku… W takich klubach można poznać znajomych np. do popularnego wśród starszych brydża, ale także można się nawzajem informować gdzie jest praca, można też w wielu klubach liczyć na tani posiłek w bufecie itp.

A tym, którzy preferują siedzenie w domu ;)  polecam fora internetowe zrzeszające ludzi o podobnych problemach, ale także szczególnie polecam aktywność fizyczną – np. umawianie się na wspólne bieganie, przejażdżki rowerowe itp.

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Zdziwaczenie, nieporządek w domu, patologiczne zbieractwo' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Zdziwaczenie, nieporządek w domu, patologiczne zbieractwo' on Print Friendly

77 comments on “Zdziwaczenie, nieporządek w domu, patologiczne zbieractwo

  1. beti on said:

    witajcie
    ja mam prblem z 17 letnią córką…od malego dziecka miala tendencje do ukrywania brudnych ubrań i niezjedzonych śniadań…przez lata robiłam jej w pokoju sajgon, kazałam ukladać , kontrolowałam szafy…i tak zawsze „coś” wyskoczyło…ona tak ma……i juz.
    problem jest masakryczny bo ona zwyczajnie kłamie np. widzę ze jej bielizny mam najmniej z wszystkoch domowników do prania ale ona twierdzi że wiecej nie ma i koniec, mam w specjalnych pudelku jakies 40 par pojedyńczych skarpet …błagalam żeby przeszukala szuflady …hehe ona nie znalazłam zadnej skarpetki do pary , za to ja znalazłam wszystkie !
    od paru dni mamy kolejny problem…myslalam ze juz jest ok, bylismy na sesji u psychologa ( do bani ,wywalona kasa) i myślałam ze ona sie przestraszyła i zacznie dbać…wyjechala teraz z domu na pare dni i chcialam jej poprać kilak rzeczy…i szok co znalazłam………w szafie pod ubraniami zepsute banany z robalami,tony ciuchów na dnia szafy – wszystko jest brudne,noszone ! w szafie na półkach brudne kubki, z 10 łyzeczek,talerz w torebce !!! to tego stado muszek………..ona jest chora, ja muszę jej pomóc ! jak mam to zrobić ??

    • monika on said:

      ona jest zdrowa, poprzez bałagan widać u niej lęk o sytuację finansową popracuj nad jej oszczędnością zeby czuła się ze sobą bezpieczna, a u psychologa znajdzie tylko test na osobowość jest albo sangwinikiem albo flegmatykiem jeśli to pierwsze to trzeba ją dużo chwalić, bo szuka akceptacji a jeśli to drugie to mówić jej żeby się nie bała i przde wszystkim nigdy nie sprzątać za nią, bo będzie czekać w podświadomości i mówić jej co ma pokolei sprzątać w tym pokoju wziąść krzyżówki i czekać aż to wysprząta i towarzyszyć jej nie przeszkadzając :) 80% ludzi uczy się przez nawyk jeśli z domu nikt nie nauczył to ju ż problem na całe życie :) ale ważniejsza jest religia,praca i wykształcenie:)

      • Guzik prawda. Moja mama jest po studiach. Zatrudniona była aż do emerytury w laboratorium przy kopalni, wicemistrz krzyżówkowy a żyje w syfie i brudzie bo go nie dostrzega. Poniżej napisałam z czego wynika zachowanie takich ludzi

    • szas on said:

      Pas, obciąć kieszonkowe, zagrozić wydziedziczeniem…

  2. Damian on said:

    Może to nie miejsce na szukanie porad ale mimo wszystko zapytam.
    Mam problem ze swoim ojcem, ogólnie mamy słaby kontakt więc jest mała szansa na jakąś bliską, poważną rozmowę. On ma już 50 lat, nie ukrywając jest mało inteligentny, mieszka z moją 20 letnią, upośledzoną siostrą którą się zajmuje, w domu panuje ogólny brud, ojciec nie potrafi sprzątać, nie używa środków czystości, nie zmywa naczyń zamiast tego używa cały czas jednego talerza, podczas gdy cała góra stoi w zlewie, można też zauważyć u niego początki zbieractwa, przynosi niepotrzebne rzeczy znikąd, nie wyrzuca opakowań bo różnych produktach, o wszystki mówi: „może się przydać kiedyś”, gotuje zbyt duże ilości jedzenia które zalegają i psując się śmierdzą, jemu „szkoda wyrzucić”, wielokrotne pokazywanie jak niektóre czynności wykonywać nie pomaga, bo jemu wydaje się że wie lepiej. Nie pierze ubrań, choć myje się raczej regularnie.
    Jest jakaś szansa na poprawienie tej sytuacji, jak się zachowywać, co mówić ? jakieś organizacje/kursy utrzymania porządku ? Ktoś może coś polecić ?

  3. Moniko z 30 lipca. Religia i wychowanie mają się do tej choroby jak wół do torebki. Moja mama nigdy w domu nie sprzątała, a przecież dziadek regularnie w kościele był a babcia sprzątała i pozostałe dzieci nauczyła. To choroba. Depresja z niemożnością znalezienia drogi samorealizacji i spełnienia. Osobom z tą chorobą trzeba stać nad głową , do upadłego powtarzać i pomagać sprzątać. Najlepiej kontrola i organizacja życia co do minuty. Na wszelkie sprzeciwy nie reagować bo najczęściej i tak są zadowolone że kto inny za nich wszystko zrobi. Leczenie farmakologiczne odpada. Jak masz uszkodzony ten gen to możesz mieć iloraz inteligencji ponad przeciętną, a i tak żyć w syfie. Uważam że to odmiana autyzmu- własny świat i wyobrażenia tyle że niebezpieczne dla zdrowia – bałaganiarza i otaczających go ludzi.

  4. anika on said:

    Witam, mieszkam we francji i ostatnio kolega poprosil mnie i mojego meza zebysmy pomogli jego kolezance, okazalo sie na pierwszy widok ze mamy do czynienia ze zbieraczem, pomagalismy jej przez miesiac, miala sprzedawac te rzeczy a co sie okazalo ona je chciala ulokowac w inne miejsca typu garaze, szok, przekladalismy te rzeczy z miejsca na miejsce, w domu zrobilosmy jej troche miejsca na kanapie i lawie, znowu szok po dwoch dniach nie mozna bylo nogi wstawic, zrezygnowalismy bo sami psychicznie i fizycznie nie wytrzymalismy, mysle ze powinna nia zajasc sie asystenka i cos z tym zrobic, ona mieszka z corka i suczka, typowy obraz zbieractwa.

  5. Zatroskana on said:

    Kurczę, jak przeczytałam w komentarzu Damiana „o wszystki mówi: „może się przydać kiedyś”” to jakbym słyszałam mojego teścia – on też tak mówi na różne graty. Na szczęście nie chodzi po śmietnikach i nie znosi śmieci, ale zdarza mu się przyciągać różne graty bo „przyda się”. Magazynuje to oraz niepotrzebne rzeczy (puste plastikowe pudełka i butelki, papierzyska, książki,stare gazety,szmaty,śrubki,rurki,stary i popsuty sprzęt rtv i agd,stare i rozwalające się meble itp) na działce wokół domu, garażu oraz część „skarbów” w swojej sypialni. Jego żona nie masz już do niego siły (stąd osobne sypialnie) bo wiele razy już mu mówiła, by to wszystko posprzątał a to nic nie dało :( Mój mąż a jego syn od roku prosił by ojciec posprzątał garaż i pomieszczenia gospodarcze bo będzie potrzebował ich na sprzęt (założył firmę), ale ojciec cały czas mówi, że to jest mu potrzebne i że sam posprząta. I co? I nic. Mąż sam posprzątał pomieszczenia gospodarcze i zamknął na kłódkę by ojciec nie znosił tam gratów.A w garażu nadal syf a ojciec mówi że „musi mieć więcej czasu”. Pociesza mnie tylko to, że nie mieszkamy razem z teściami i że mąż nie jest zbieraczem.Mąż się denerwuje na ojca, ale widzi że nie da mu się pomóc bo on nie chce zmian i nie widzi problemu.Ja się nie za bardzo mogę wtrącać bo to nie mój ojciec,ale szkoda mi tych nie za dobrych relacji mojego męża z ojcem.Jakby ktoś miał podpowiedź to proszę o radę.

  6. artykuł mija się z prawda, za to komentarze sa chole*nie prawdziwe.niestety i ja mam podobny problem z mamą,kiedys mieszkaliśmy w małej gliniance po dziadkach,wybudowaliśmy dom,duży dom i się zaczeło.mama chomikuje totalnie wszystko, np,suszy zużyte pampersy(bo sie jeszcze przydadza),folijki od margaryny,stare przeterminowane jedzenie,jezdzi do pck po ubrania choć nikt w rodzinie ich nie potrzebuje(mogła by otworzyc lompeks),pierze we frani (wyobraźcie sobie jak „ładnie” pachną ciemne ubrania jak nie zmienia się wody a pierze ogrom ubran) wode zostawia bo tez sie przyda,po kilku tygodniach nie pytajcie sie jaki smród się unosi od tej wody,po zmywaniu wode tez zostawia,ostatnio nawet znalazłam zabite muchy w doniczce, grzebie w smieciach mojej bratowej i sąsiadów,co sie przyda to znosi.relacje w rodzinie nie sa za przyjemne,mam sporo rodzenstwa wiekszość mieszka gdzies dalej,zawsze jest problem ze zjazdami rodzinnymi, bo pomimo ogromnego domu nie ma gdzie spac,bo wszedzie sa smieci.na prosby by poszłą do psychologa(nawet oferowałam że pójde z nia)odpowiada że ona była i stwierdził ze to my mamy sie leczyć bo jestesmy chorzy a ona jest zdrowa.jest coraz gorzej,prosze podpowiedźcie co mamy zrobić!!!!!

  7. Mam ten sam problem on said:

    Mam ten sam problem… tak potrafię się zagruzować, że masakra. Znoszę, ze śmietników rzeczy, które uważam, że może się komuś przydadzą, że je oddam osobie która akurat tego będzie potrzebować. Nie potrafię sobie dać rady z utrzymaniem porządku. Czasami mam jakieś zrywy i wtedy posprzątam jeden pokój ale reszta jest tragiczna zanim uprzątnę osotani to ten pierwszy jest już zasyfiały. Zawsze tak miałam ZAWSZE jak byłą dzieckiem to Tata mój uczył mnie porządku , że trzeba odkładać rzeczy na miejsce i ubrania układać. Jak był obok to tak robiłam jak go nie było to w 10 minut potrafiłam zrobić taki bałagan jak inni praz tydzień. Tomie dobija. Zawsze wybierałam sobie partnerów PEDANTÓW z nimi było mi łatwo bo oni po mnie sprzątali niestety często dochodziło do konfliktów. No to mnie przerasta……

  8. Magda on said:

    Witam Państwa, od dawna potrzebuję i poszukuję pomocy. Mam problem z mamą, która cierpi na paranoje i na manię zbieractwa. Szukałam na wielu portalach, czytałam na wielu forach opinie na ten temat, ale dotąd nie znalazłam recepty na ten problem. Przeraża mnie sytuacja z moją mamą. Żyję na blisko 100 metrach z Nią i moim Ojczymem, który jest pod pantoflem Mamy. Mam dwóch młodszych braci, którzy odsunęli się/uciekli od Matki, ze względu na zmiany jakie w Niej nastąpiły. Mama od wielu lat gromadzi różne przedmioty, ciuchy, kartony, puste opakowania po jedzeniu, myje się co dzień w moczu, który najpierw zbiera w jakieś miski. W domu czuć charakterystyczną lekką woń moczu wymieszaną z zapachem gromadzonych ciuchów. Nie mieścimy się już we trójkę. Staram się, by choć mój pokój był czysty i w miarę uporządkowany. Niestety powoli i do niego podczas mojej nieobecności lądują różne graty i gazety. W kuchni rzadko jest miejsce by coś zrobić do jedzenia, które najczęściej przygotowywane jest w moim pokoju. Mama gromadzi, nie pozwala nic wyrzucić, ale czas spędza w moim pokoju. W zagraconych pomieszczeniach niechętnie przebywa. Gdy chcę posprzątać jawnie – awantura, gdy potajemnie tez awantura. Doszło do tego, że wydzieram się na cały dom, bo nie wytrzymuję tego obciążenia nerwowego. Nie mogę się wyprowadzić, bo rodzice są w trudnej sytuacji finansowej. Obydwoje są na emeryturach, rentach i mają sporo obciążeń typu rachunki, kredyty. Gdy to zrobię, to po prostu nie będą mieli co jeść. Mama miała zawsze despotyczną i agresywną naturę, nie szanowała niczyjej przestrzeni. Szukam porady, pomocy jakiegoś specjalisty, który powie mi jak mam sobie poradzić z bałaganem w domu i z chorobą mamy. Znajomi mówią, że mam się wyprowadzić i ratować siebie, ale ja nie wyobrażam sobie zostawić rodziców mając świadomość ich sytuacji materialnej. Nie stać mnie na utrzymywanie dwóch domów. Wydaje mi się, że muszę uporządkować swój świat, by się go nie wstydzić. Chciałabym, by mogła i chciała odwiedzać nas rodzina czy znajomi. Czy ktoś na tym forum może mi poradzić, podpowiedzieć jak można sobie poradzić z manią zbieractwa mojej mamy. Szukam też w Poznaniu specjalisty lub grupy wsparcia, która mi pomoże. Pozdrawiam i czekam na życzliwy odzew!

    • luksyl1 on said:

      Witam, mam podobny problem, czy mogłaby się pani ze mną skontaktować w tej sprawie luksyl1@interia.pl

      • Magda on said:

        Witam,
        Otrzymałam Pani prośbę o kontakt. W czym mogę pomóc?
        Pozdrawiam,
        M.

        • luksyl1@interia.pl on said:

          Witam, czy uzyskała Pani gdziekolwiek pomoc dla siebie i mamy ? Chciałabym nawiązać z Panią kontakt mailowy ponieważ mam ten sam problem tylko z babcią. Pozdrawiam

      • Magda on said:

        Witam,
        Niestety nie otrzymałam pomocy od kogokolwiek. Rodzeństwo, bo się wyprowadziło; Ojczym, bo brak mu charakteru i Opieka Społeczna, bo chyba kadra nie taka – wszyscy umywają ręce. Staram się radzić sobie sama i niestety przy karczemnych awanturach powoli usuwać zalegające przedmioty, odzież, gazety, słoiki, puste plastikowe butelki..ech..długo by wymieniać. Potrzeba dużo samozaparcia i stalowych nerwów. Działam zrywami kiedy nabieram sił na dalszą walkę, a potem z nich opadam i czekam do następnego razu. Ale cóż…byle do przodu. Na razie nie widzę innego sposobu:-/

        • luksyl1 on said:

          U nas sytuacja jest podobna tyle, że babcia nie da niczego usunąć, krzyczy, jest agresywna, zemści a jak już mamy na tyle dużo siły, że nie zwracamy na to uwagi to łapie się za serce i mówi, że jest jej słabo … jest po dwóch zawałach i tym oto sposobem bierze nad nami górę. Moja mama a jej córka nie chce mieć matki na sumieniu i się poddała, nie ma siły już psychicznie z nią walczyć… zostaje nam tylko czekać na jej śmierć – to smutne ale niestety prawdziwe :-(

        • Doświadczona on said:

          Witam,
          ja ze swoją mamą będę przeżywała to po raz trzeci. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest skierowanie takiej osoby przez Sąd (o ile nie zgodzi się dobrowolnie) na przymusowe leczenie szpitalne. Terapia trwa ok miesiąca- dwóch a rezultaty są widoczne już po powrocie. Uwierzcie nie dacie rady inaczej, ciągle wyrzucając i sprzątając te rzeczy. Osoby z tego rodzaju schorzeniem będę gromadzić jeszcze więcej śmieci.

  9. Telimena on said:

    Mieszkam w Warszawie. Szukam życzliwych osób, chętnych do pomocy w uporządkowaniu (czytaj: odgraceniu) mojego mieszkania. Sama nie mam wystarczająco dużo sił psychicznych, motywacji i samozaparcia, by zrobić to samodzielnie. Na samą myśl, że np. zaraz wezmę sie za posegregowanie moich ubrań i spakowanie tych do oddania albo uporządkowanie innych drobiazgów (np. tzw. przydasi), dopada mnie paraliżujący strach, który już na samym starcie skutecznie mnie demobilizuje. Ok. miesiąc temu udało mi się już jako tako ogarnąć łazienkę, w pewnym zakresie również kuchnię. Jednak wskutek pewnych okoliczności w moim najbliższym toczeniu moje zapasy pozytywnej energii wyczerpały się do zera i do tej pory nie jestem w stanie ich nadrobić. Mam za sobą kilka terapii (zaburzenia depresyjno-lękowe), dzięki którym jestem teraz świadoma swoich ograniczeń, potrafię rozpoznać swoje problemy, a niektóre pokonać. Jednakże widzę, że mam ogromny problem z podejmowaniem decyzji dotyczących wyboru przedmiotów i sposobu ich pozbycia się. Nie jestem w stanie poprosić o pomoc moich najbliższych, choć wielokrotnie już oferowali mi swoją pomoc. Wyobrażam sobie, że oni nie zdają sobie sprawy, jak ciężka i fizyczna jest to praca (np. trzeba ciągle się schylać, przedładać, układać) i po prostu nie mam sumienia tak ich wykorzystywać. A obce osoby łatwiej jest mi poprosić o taką przysługę, bo nie jestem z nimi tak związana emocjonalnie. Jestem już bardzo zmęczona tym swoim bałaganem, ale jeszcze bardziej swoją emocjonalną niemocą i z coraz większą determinacją szukam pomocy. Taka pomoc wymaga, oczywiście, pewnej gratyfikacji. Jestem na to przygotowana. Z góry bardzo dziękuję.

  10. Pomoc on said:

    Nic do mnie nie doszło. W razie problemów proszę wysyłać na nicevida@op.pl

  11. nadzieja on said:

    Mam ten sam problem z mama.Mieszka w bloku.Zbiera wszystko co sie da: skorki od owocow, opakowania po masle, sloiki,gazety,wlasne wlosy chowa gdzies w ubrania.Nie da nic wyrzucic.Jak zauwazy ze cos zginelo wpada w furie i wchodzi danej osobie na psyche.Wypomni wszystko co boli z przeszlpsci a czesto doda cos od siebie,zeby bardziej bolalo.Byla na przymusowym leczeniu ok. 3 mc. Mieszkanie zostalo posprzatane.Po powrocie odstawila leki i dalej zbierala.Takich osob ktore maja problem z bliskimi jest mnustwo.Ale panstwo nie ma rozwiazania.Chce sie krzyczec: niech mi ktos pomorze!Nie mam wlasnego zycia!Chce normalnie zyc!

    • smutna on said:

      Mam ten sam problem z mama- dziś była kolejna awantura a ze str mamy reakcja identyczna jak powyżej…zresztą jak zawsze.
      Tracę siły i nie wiem co robić- mama nie chce się leczyć,twierdzi że zacznie sprzątać- kilka lat temu już to słyszałam- lata mijają a problem narasta. Obecnie jeden pokój jest całkowicie wyłączony z użytku- stanowi składowisko ubrań. W drugim gdzie przebywa mama robi się to samo+stek innych zbednych rzeczy. Inne miejsca również zapychane regularnie. Dramat! Jak ktoś mógłby pomóc/doradzić czy choćby zwyczajnie porozmawiać- kontakt: my_melody@o2.pl

      • Doświadczona on said:

        Witam,
        ja ze swoją mamą będę przeżywała to po raz trzeci. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest skierowanie takiej osoby przez Sąd (o ile nie zgodzi się dobrowolnie) na przymusowe leczenie szpitalne. Terapia trwa ok miesiąca- dwóch a rezultaty są widoczne już po powrocie. Uwierzcie nie dacie rady inaczej, ciągle wyrzucając i sprzątając te rzeczy. Osoby z tego rodzaju schorzeniem będę gromadzić jeszcze więcej śmieci. Jak coś służę radami.

  12. angie on said:

    Mama mojego dobrego znajomego ma podobny problem. Wymiar tego zbieractwa osiągnał ekstremum… Kobieta mieszka sama. Jest to starsza Pani – 77 letnia. Wykształcona, całe życie pracowała na stanowisku. Przed laty rozwiodła się i nigdy nie związała się z nikim ponownie. Przeżyła rozwód bardzo…Jesli wyjdzie na spacer trudno się zorientowaą o Jej problemie. Zawsze zadbana, umalowane paznokcie, upięte włosy, kapelusz… Inaczej nie wyjdzie z domu. Dba o wygląd bardzo… Jednak w mieszkaniu… ściezki. Nigdy nie remontowane mieszkanie w bloku. Wszystko z lat 70siątych. Pierze we frani lub w miskach, których ma całe stosy w wannie i po kątach. Wszystko zawalone: tony ciuchów, stoliczków, serwetek, pościeli, reczników, gazet, popsutego sprzętu, garów i niepotrzebnych bibelotów. Zaczęła już gromadzić rzeczy na klatce schodowej, w związku z czym pojawiły się pisma ze spółdzielni, gdyż sąsiedzi zaczęli się skarżyć… Moj znajomy pozostaje bezsilny. Problem mamy go przerasta. Nic nie uprzątnął, chociaż minął prawie rok od pierwszego pisma….Co gorsze… Kiedy odwiedzilismy Go w jego mieszkaniu po dłuższej nieobecności zaniepokoiłam się, gdyż zauważyłam u Niego podobne tendencje(????). Poupychane pod łóżka popsute radioodbiorniki z lat 80. (on twierdzi, że są bardzo cenne), stare meble porozkręcane i poupychane pod szafkami albo na balkonie, zrolowane stare dywany po kątach. W szafach mase starych ciuchów, w tym zauważyłam że część to pewnie rzeczy zabrane od mamy (ręczniki, pościele, obrusy, garnki…). Wszystko stare, zatęchłe… Myje plastikowe pojemniki po jedzeniu na wynos. Zbiera pudełka po pizzy, kubki po lodach, rurki po napojach… Przy łózkiu reklamówka. Zajrzałam, a tam mnóstwo kontaktów takich używanych zabielonych, pewnie ktoś wyrzucił. On to przyniósł. Pytany powiedziałże będzie swoje wymieniał, bo te z reklamówki są lepsze. Pół roku póżnije stało już dwie pełne reklamówki. Dziesiątki lampek. większość nie działa… itd., itd…Wysypuje się to wszystko z szafek… Dodam, że znajomy to także bardzo wykształcony człowiek. Pracuje na wysokim stanowisku. Jednak żyje sam… Nigdy nie był żonaty… Teraz myślę, że może jego dotychczasowe partnerki (był kilka razy w związku) widziały takie symptomy w codziennym obcowaniu z nim… Jak mu o tym powiedzieć? Delikatne próby nie przyniośły efektu. Uważa że wszystko jest ok… Ale nie jest. Jest bankowcem w garniturze, na kierowniczym stanowisku, a jego mieszkanie…. ech… Czy to jest dziedziczne? Wiedząc o jego mamie zaczynam myśleć, że tak… co mozna zrobić?

    • Nadzieja on said:

      Co można zrobić? Wysłać na przymusowe leczenie.Ale tego nie da się wyleczyć moim zdaniem. A jak by się dało to taka osoba musiała by mieć opiekę codziennie przez specjalistów. Codzienna ciężka praca nad taką osobą. U nas nie ma czegoś takiego. W zagranicznych programach tak. Nad taka osobą jest gro specjalistów nawet jest pomoc do sprzątania. Mam w domu ten sam problem, wiem co mówię. Muszę walczyć dalej , ale nie wiem na jak dużo wystarczy mi sił.

  13. także prosił bym o pomoc jestem z warszawy mam poważny problem z ojcem alien600@o2.pl

  14. Cała moja rodzina cierpiała na to: dziadek i babcia, ojciec z matką, siostra, ja jako jedyna stoczyłam walkę. Działkowcy, zbieranie różnych przedmiotów po śmietnikach, itd. Ojciec wypełnił całą altankę aż po dach, potem przeprowadziliśmy się i pozbyliśmy tej działki, więc to samo zrobił w piwnicy (żeby do niej wejść, trzeba było z komórki wyjąć rzeczy na zewnątrz. Robił to praktycznie codziennie, większość czasu spędzał w tak wykopanej „norze”). Babka miała manię „przynoszenia” najróżniejszych drobnych przedmiotów z pracy. Matka z kolei gromadziła ubrania. Kupowała kompulsywnie rzeczy, których nie nosiła, potrafiła kupić bez mierzenia jakąś rzecz, jeśli zobaczyła, że kobieta przed nią w kolejce coś kupiła. Mnóstwo rzeczy ofiarowanych przez różnych „dobrych” ludzi. Siostra jako dziecko nie potrafiła wyrzucić papierka po cukierku, który zjadła, tylko zbierała. Potem zmieniło się to u niej w formę elektroniczną. Ściągała wszystko z internetu, zapisywała na twardym dysku takie rzeczy, jak bannery reklamowe z sieci, wszystkie obrazki jakie znalazła, itp.
    Alergia na kurz u mnie i u siostry potworna. Pamiętam, jak po nocach nie mogłam spać, bo nie mogłam oddychać szczególnie na leżąco, dusiłam się. Kiedy się wyprowadziłam stamtąd, cały ten problem „wyprowadził się” ze mną. Ale leczyłam się na nerwicę, brała leki, rozmawiałam z psychologiem. Walczę z tym systematycznie od 10 lat. Mieszkanie wygląda normalnie, chociaż ciągle odkrywam, że mam nie używane od 10 lat, śmierdzące stęchlizną prześcieradła. Bo o usuwaniu nadmiaru ubrań myślałam i pracowałam nad tym, a jakoś te prześcieradła mi umknęły. Mam też kilkaset różnokolorowych długopisów. Ale marzę, że kiedyś, może już niedługo dojdę do dna. Marzę, że wszystko będzie pachnące, bez kurzu, bez zbędnych rzeczy, że będę żyć jak człowiek z normalnej rodziny, bez ubóstwa i bez zbieractwa, które się z niego bierze. Jestem blisko. Nie jest to łatwe, ale kiedy się chce, można z tego wyjść. Ale musi chcieć pacjent, a nie ludzie obok.
    Odradzam wszelkie zabieranie czegokolwiek siłą, sprzątanie podczas nieobecności takiej osoby. Rozumiem po sobie, że to się może skończyć straszną traumą, jeszcze większą obsesją na puncie jakiejś rzeczy, która w ten sposób została utracona.
    Czasem myślę, że w moim przypadku samo wyrzucanie stało się nową obsesją. Zauważam, że wracam do tego, kiedy jest jakiś zwrotny moment w życiu, kiedy mogę pójść do przodu – i tego się boję. Uciekam w rzeczy, paradoksalnie w ich sprzątnie, wyrzucanie – co jest dla mnie gigantycznie angażujące.
    Ale koniec końców udaje się żyć w sumie normalnie. Kto nie wie, że mam taki problem, to pewnie aż tak od razu by nie zauważył. Może przez to, że tyle tych długopisów wszędzie… :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Powiadom mnie o odpowiedziach. Możesz też być powiadamiany bez konieczności komentowania.