Strategia „małych kroczków”, „nie bój się zmiany na lepsze” i „plan na życie”

Człowiek w labiryncie„Co możesz zrobić jutro, zrób zaraz! Ale nie wszystko na raz!”

Psychiatria, przez swój styl pracy „Psychotrop sposobem na wszystkie problemy”, powoduje, że problemy są tak naprawdę „zamiatane pod dywan”, ukrywane za maską psychiatrycznego „leczenia choroby”, przez co, z czasem, stają się one nawarstwione, leżą odłogiem nierozwiązywane latami.

Natomiast ja, proponuję podejść do rozwiązywania problemów za pomocą strategii „małych kroczków”, ale jednocześnie nie bać się dokonać poważnej zmiany na lepsze w Twoim życiu.

Jeśli masz dużo problemów i załamujesz się już samym widokiem tej sterty swoich problemów, to czasem można „zwątpić” i nie chcę się nawet zacząć zmieniać sytuacji na lepsze. A gdy osoba dodatkowo ma tendencję do idealizmu, perfekcjonizmu, to może to jeszcze bardziej pokomplikować sprawę.
W strategii małych kroczków chodzi o to, żeby zrozumieć, że „nie wszystko na raz”, „nie od razu Rzym zbudowano” i po kolei, stopniowo, ale konsekwentnie realizować plan na rozwiązanie problemów, będący jednocześnie planem na życie. Uważam, że ułożenie sobie realnego planu, według, którego będziesz działał dla osiągnięcia celów, które sobie postawisz, jest naprawdę ważna sprawą – to jak projekt budynku, który będzie pobudowany – jak wiesz: nie buduje się porządnych budynków bez takich planów.

Psychiatria może Ci zaoferować „plan” polegający na zażywaniu psychotropów często do końca życia i wierze w to, że jesteś „chory psychicznie”, mimo, że brak jest dowodów na to, że przyczyną Twoich problemów diagnozowanych przez psychiatrię, jest nieprawidłowość działania mózgu.
Natomiast ja proponuję Ci coś innego: Coś, co może wymagać od Ciebie więcej działania, więcej wysiłku, niż bierne łykanie tabletek. Bo czasem zmierzyć się z problemami jest niełatwo, problemy bywają poważne – np. konflikt rodzinny, gdzie wspólne ze sobą przebywanie skonfliktowanych domowników skutkuje poważnymi spięciami, awanturami i w ich wyniku… strona silniejsza umieszcza stronę słabszą w psychiatryku (takie sytuacje często mają miejsce)… , ale nie ma prostej możliwości odseparowania skonfliktowanych domowników ze względu na zależności finansowe i inne. Dość często ludzie również boją się zmiany, czują niepewność co do tego, co ta zmiana przynieść może. Taka obawa jest naturalna, ale… trzeba uważać, aby strach nie sparaliżował w pozycji,
Kiedyś Kazik śpiewał „To bardzo boli, ale wyrwij się z mentalnej niewoli; to nic nie boli, więc wyrwij się z mentalnej niewoli” – i chociaż może nie chodziło o ten kontekst, to te słowa mogą służyć za zobrazowanie strachu przed dokonaniem „rewolucji” w swoim życiu. Ale warto spróbować, zamiast być biernym – tylko ten nie odniesie niepowodzenia, kto w ogóle nie próbuje. W razie niepowodzenia, warto próbować ponownie zmienić swoje życie ku lepszemu.

Reasumując:
Polecam:
- Strategię małych kroczków – dla zakolejkowania działań zmierzających do rozwiązania problemów;
- Nie bój się zmiany na lepsze – nawet, gdy wymaga to dużej zmiany, to nie bój się, nie pozostawaj bierny;
- Ułożenie sobie realnego planu na życie – i konsekwentna jego realizacja – taki plan pomoże Ci w działaniu.

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Strategia „małych kroczków”, „nie bój się zmiany na lepsze” i „plan na życie”' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Strategia „małych kroczków”, „nie bój się zmiany na lepsze” i „plan na życie”' on Print Friendly

11 comments on “Strategia „małych kroczków”, „nie bój się zmiany na lepsze” i „plan na życie”

  1. Lady Emaleth on said:

    Nie istnieje coś takiego jak zmiana na lepsze – istnieje tylko zmiana na inne. Każda sytuacja ma swoje plusy i minusy – nie ma sytuacji całkowicie pozytywnych. Oczywiście istnieją sytuacje skrajnie złe – jak bycie ofiarą przemocy, wtedy faktycznie można dokonać zmiany na nieco lepsze, ale w przypadku przeciętnych problemów wpada się jedynie z deszczu pod rynnę. Realizacja celów również nie każdemu służy (co nie oznacza, że nie służy nikomu). Przy mojej anhedonii jest wręcz powodem do pogłębienia depresji. Realizuję jakiś cel, na którym mi zależy, wkładam w to mnóstwo energii osiągam sukces i… nie odczuwam absolutnie żadnej satysfakcji, przyjemności czy zadowolenia. Nic tylko się załamać. Poziom frustracji, która się we mnie w takich sytuacjach pojawia jest na tyle wysoki i nieprzyjemny, że osiąganie sukcesów jest dla mnie gorsze niż poniesienie porażki. Co więcej jest też dla mnie niebezpieczne, bo zwykle odreagowuję to napięcie w sposób autoagresywny. Dlatego hasło „zmień swoje życie, a poczujesz się lepiej” działa na mnie jak płachta na byka.

    • Dawid Biel on said:

      Nie istnieje coś takiego jak zmiana na lepsze

      Ja sądzę, że jednak istnieje zmiana na lepsze :) . Na przykład można zamienić siedzenie w domu w samotności i wegetowanie bez pieniędzy, na pracę, w której się człowiek będzie dobrze czuł, będzie miał kontakt z ludźmi i która da pieniądze potrzebne do realizacji jakichś tam potrzeb takich jak np. remont mieszkania, kupno pojazdu. Oczywiście, że każda sytuacja ma swoje plusy i minusy, ale jednak są sytuacje gorsze i lepsze.

      Realizuję jakiś cel, na którym mi zależy, wkładam w to mnóstwo energii osiągam sukces i… nie odczuwam absolutnie żadnej satysfakcji, przyjemności czy zadowolenia. Nic tylko się załamać. Poziom frustracji, która się we mnie w takich sytuacjach pojawia jest na tyle wysoki i nieprzyjemny [...]

      No bo tak to jest, że samo gonienie celu potrafi być bardziej rajcujące, niż już zdobycie tego celu. Gdy już ten dany cel zdobędziesz, to czujesz, że nie wiesz co dalej, gdy nie masz na horyzoncie kolejnych celów. Człowiek jakoś tak potrzebuje mieć cele, żeby do nich dążyć.

      wkładam w to mnóstwo energii

      Nie znam Cię kompletnie, ale pozwól, że zapytam: czy Ty czasem nie stawiasz sobie tych celów zbyt wielkich, przez co wymagają od Ciebie zbyt dużo wysiłku na drodze ich realizacji, co potrafi być zniechęcające?
      Ja właśnie w tym powyższym artykule radzę nie przeciążać się zbyt ambitnymi planami, ponieważ to może właśnie prowadzić do zniechęcenia. Moim zdaniem najlepiej realizować plany tak, żeby to nie było siłowanie się z życiem, ponieważ to wysysa z człowieka zbyt dużo energii.

  2. Lady Emaleth on said:

    Na przykład można zamienić siedzenie w domu w samotności i wegetowanie bez pieniędzy, na pracę, w której się człowiek będzie dobrze czuł, będzie miał kontakt z ludźmi i która da pieniądze potrzebne do realizacji jakichś tam potrzeb

    Przeżyłam rok siedzenia w domu i wegetacji, po czym podjęłam studia i obecnie pracuję w zawodzie. Wpływ na nastrój: zerowy. Ocena całości przedsięwzięcia: bezsensowne jeżeli celem była poprawa nastroju; cel nieosiągnięty.

    Gdy już ten dany cel zdobędziesz, to czujesz, że nie wiesz co dalej, gdy nie masz na horyzoncie kolejnych celów. Człowiek jakoś tak potrzebuje mieć cele, żeby do nich dążyć.

    Owszem ale ludziom zdarza się odczuwać takie rzeczy jak satysfakcja czy duma z wykonanego zadania – mi się nie zdarza.

    czy Ty czasem nie stawiasz sobie tych celów zbyt wielkich, przez co wymagają od Ciebie zbyt dużo wysiłku na drodze ich realizacji, co potrafi być zniechęcające?

    Nie sądzę. Chodziło mi raczej o to, że realizacja jakichkolwiek, nawet najłatwiejszych zamierzeń w sytuacji kiedy ma się zaburzenia snu, myśli samobójcze, obniżoną energię i urojenia depresyjne jest generalnie bardziej kosztowna energetycznie niż w normalnych warunkach.

    • Dawid Biel on said:

      urojenia depresyjne

      Używasz sporo psychiatrycznej nomenklatury. Czy jesteś przekonana, że masz „urojenia”? Co przez to rozumiesz? A myślałaś może, że to, co się z Tobą dzieje to normalne, bo może brakuje Ci ogólnego celu w życiu? Chodzi mi o to, że może jakoś podświadomie czujesz, że Twoje życie zmierza donikąd, co? Tak tylko strzelam, ale może akurat trafiłem?

      ludziom zdarza się odczuwać takie rzeczy jak satysfakcja czy duma z wykonanego zadania – mi się nie zdarza

      Zupełnie Ci się nie zdarza? Trudno mi w to uwierzyć. To może spróbuj biegania długodystansowego (jeśli oczywiście to coś dla Ciebie) i postaw sobie za cel przebiegnięcie maratonu. Gdy to osiągniesz, to przekonaj się czy nawet trochę dumy z siebie nie masz…

      A tak poza tym, to czy nie masz czasem przesadnie kontrolującej Cię rodziny? Mieszkasz z rodzicami? Pytam, bo takie okoliczności rodzinne wydaje mi się, że mogą odbierać poczucie samodzielności w wyborach życiowych i przez to również satysfakcję z rzeczy, które się zrobiło.

  3. Lady Emaleth on said:

    Czy jesteś przekonana, że masz „urojenia”? Co przez to rozumiesz?

    Myśli w stylu: „jestem martwa i zaczęłam się już rozkładać… jeżeli dotknę mojej twarzy to skóra zostanie mi na rękach, odejdzie od kości bo jest cała zgniła… jak Ci ludzie wokół mogą nie widzieć, że ja się rozkładam?!” – tak, myślę, że to były urojenia i nie… nie uważam aby to było normalne ;)

    Zupełnie Ci się nie zdarza? Trudno mi w to uwierzyć. To może spróbuj biegania długodystansowego (jeśli oczywiście to coś dla Ciebie) i postaw sobie za cel przebiegnięcie maratonu. Gdy to osiągniesz, to przekonaj się czy nawet trochę dumy z siebie nie masz…

    Ostatnie moje wspomnienie takiego uczucia pochodzi sprzed 4 lat. Jakiś czas temu nie mając wcześniej styczności z instrumentami muzycznymi zakupiłam sobie keyboard i stwierdziłam, że nauczę się grać. Niedawno zdecydowałam, że chcę się nauczyć „Comptine d’un autre été” z Amelii. Wreszcie po wielu tygodniach prób zagrałam całość bezbłędnie… i co? I nic.

    A tak poza tym, to czy nie masz czasem przesadnie kontrolującej Cię rodziny? Mieszkasz z rodzicami?

    Mieszkam z matką, ale nie uważam aby była kontrolująca. W dzieciństwie była raczej mało wrażliwa na moje potrzeby i nieakceptująca. Obecnie nie czuję aby mnie ograniczała z resztą nawet jakby spróbowała to bym się nie dała – jestem dorosła.

  4. Hope :) on said:

    Małe kroczki, być może dobry plan ,ale jak osoba która łyka psychotropy i ma za sobą dwa epizody ma zacząć realizować ten plan. Przecież nie odstawi „tłumika” do apteczki bo to grozi ponownym epizodem. Chciałbym to zrozumieć ale nie wiem czy chce się z tym pogodzić, oznaczałby to bezsilność w pomocy bliskiej osobie. Wiem że przyczyn takich zaburzeń psychotycznych jest sporo więc jeżeli wystąpił jakiś zbieg okoliczności tj.wiek,kumulacja stresu itp. i nastąpiła zmiana organiczna w mózgu ,domyślam się że nieodwracalna,chyba że się mylę,to plan MAŁYCH KROKÓW staje się bardzo odległy. Czy istnieje więc jakaś realna alternatywa
    dla neuroleptyka lub jest to na tym etapie medycyny nie do przeskoczenia?

    epizodem i trzeba zaczynać brać od początku.

  5. Elena on said:

    Najważniejsze w tym wszystkim to ZACZĄĆ. Bez tego ani rusz. Przyzwyczajamy się strasznie szybko do swojego ciasnego, ale własnego gniazdka, gniazdka, w którym czujemy się bezpieczni, choć niekoniecznie szczęśliwi. Trzeba rozpocząć zmiany i nie tkwić w stagnacji, bo życie nie na tym polega! Nie sugeruję od razu przeprowadzki z Ogrójca do Miami, ale zacząć od najdrobniejszych czynności, zwyczajów i stopniowo zwiększać tą poprzeczkę, skalę ryzyka! Niedługo będziecie uzależnieni od zmian!
    Pozdrawiam i zachęcam do przeczytania bloga, gdzie zachęcam do tych wlasnie zmian! http://motywatorka.blogspot.com/

  6. otka on said:

    Panie Dawidzie!
    Czy wie Pan coś o fizjologii mózgu? PRZECIEŻ TO OCZYWISTE Lady Em ma za niski poziom dopaminy i NIC jej nie pomogą Pana metody- tylko sfrustrują jeszcze , że niby nie umie żyć.
    Notabene:Nie jestem psychiatrą tylko od 36 lat pacjentką. Sama doszłam do tego ,że zapalenie mózgu w dzieciństwie uszkodziło komórki produkujące dopaminę w mózgu .
    Lady Em!
    Nikt Ci nie zapisze nic na podniesienie dopaminy , bo psychiatrzy sadzą , że to MOŻE spowodować psychozę , ale proszę POCZYTAJ DUŻO NA TEN TEMAT i poradź z tym sobie SAMA! jesteś jedynym ekspertem w sprawie swojego życia! Serdeczności! Ota

  7. Cześć.
    Kiedyś udało mi się zmienić i to o 360 stopni.Opowiem kawałek tej historii …
    Byłem strasznie wrażliwy,wstydliwy i bałem się wszystkiego,nawet swoich myśli,które nie były „kolorowe”. Później nadszedł czas zmiany,a jak ona postępowała.. już mówię.
    Postanowiłem sobie,że za każdym razem kiedy pomyślę coś negatywnego(wspomnienie,lub coś złego o sobie bądź kimś z otoczenia) ,to będę odganiał te myśli zastępując je innymi(dobrymi). Nie zawsze się udawało,ale częste i pielęgnowane w dobrym kierunku myślenie dało o sobie znać. Po jakimś czasie było mi coraz łatwiej.Następnie zacząłem pracować nad nieśmiałością co już i tak nie było takie trudne przez wyrobienie sobie pozytywnego zdania o sobie.Często wychodziłem z domu i rozmawiałem z ludźmi,których wcześniej znałem,tak na początek.Uśmiechałem się i sporo żartowałem z nimi.Czasem zdarzało mi się wygłupić i jakiś czas siedziało mi to w głowie,ale pomyślałem sobie „Dobra jestem teraz bogatszy o doświadczenie czego nie należy mówić w towarzystwie” .Analizowałem swoje wypowiedzi o ogólnie uczyłem się,jak małe dziecko,jak postępować i czego nie robić.Po jakimś czasie kontakty z nowymi osobami również nie były takie trudne i w końcu z introwertyka z problemami stałem się zdrowym introwertykiem.Taka była moja strategia.
    Nigdy się nie poddawajcie,bo będzie trzeba powtarzać strategie w kółko i znowu będzie trudniej
    pielęgnujcie co już macie w głowach.
    A ja znowu walczę,bo się poddałem.Pisząc to już powoli wracam do formy :)
    Życzę wszystkim dużo zdrowia i szczęścia w osiągani sukcesów :)
    Pozdrawiam!

  8. Mateusz on said:

    Małe kroczki, jeden krok i diametralne zmiany, sam nie wiem. Ostatnio czytałem taki art o podejmowaniu decyzji, i w sumie trochę na odwrót. Coś w temacie:
    http://silniejszyty.blogspot.com/2013/07/podejmowanie-decyzji.html

  9. gabi on said:

    korzystam z pomocy psychologa i psychiatry ale czegoś mi brakuję, jestem szczęśliwa że mam małą rodzinkę tzn. męża i synka. przez kłopoty rodzinne nie utrzymuję kontaktów z moją dawną rodziną ale nie o to chodzi . biorę leki i mam poczucie takiej pustki i niespełnienia że może mam za mało znajomych? nie wiem. czy ktoś z Was ma tak samo?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Powiadom mnie o odpowiedziach. Możesz też być powiadamiany bez konieczności komentowania.