Smutek i samobójstwo – Czy ludzie mają do nich prawo?

Obowiązek życiaCzy smutek jest chorobą? Życie nie składa się tylko ze szczęścia i radości – życie obfituje również smutek i to JEST normalne. Bo można powiedzieć, że życie polega na ciągłej walce z przeciwnościami.

W stadach zwierzęcych, gdzie walka odbywa się o życie, śmierć zabiera słabych. Natomiast w wysokorozwiniętej cywilizacji ludzkiej walka toczy się nie tyle o życie, co o jakość życia…

Życie to nie bajka i większości ludzi dało popalić… Nie każdy ma szczęście być silnym, pięknym, mądrym i mieć dobrze ustawionych rodziców…
W życiu bywa taka „dżungla”, że wygrywa silny, a słaby przegrywa. I co ma taki słaby ze sobą zrobić gdy przegrał i przegrywa wciąż?

Niektórzy mają także takiego pecha, że życie ułoży im się niezbyt fortunnie i np. są ofiarami przemocy albo odebrali wychowanie, które negatywnie wpłynęło na ich przystosowanie się społeczne, albo są brzydcy i odrzucani, albo są starsi i samotni…

Wszystko to powoduje pewnego rodzaju niezaspokojenie naturalnych biologicznych potrzeb. Pojawić się może smutek, poczucie beznadziejności, brak sensu życia i napędu do życia.

W zależności od sytuacji życiowej, wieku, itp. człowiek wtedy przeważnie robi jedną z następujących rzeczy:

  • walczy z problemem starając się go przezwyciężyć
  • upija się lub narkotyzuje
  • podłamuje się, zmniejsza swoją aktywność społeczną i wybiera siedzenie „w bezpiecznej kryjówce” w domu przy Internecie lub telewizorze
  • stwierdza, że już nie ma siły, nie widzi sensu i bywa że zaczyna pożądać zakończenia własnego życia i wraz z nim końca bezsensownego cierpienia
  • lub też… udaje się do psychiatry lub psychologa

Jeśli chodzi o opcję samobójstwa, to wydaje mi się, że jedni na samobójstwo porywają się chyba jakoś tak impulsywnie, a inni raczej to planują, kalkulują argumenty za i przeciw, a także szukają dobrego sposobu na to…
No cóż – ludzie są różni.

Czy warto powstrzymywać i ratować tych, co impulsywnie porywają się na samobójstwo? Tego nie wiem, nie jestem pewien, trudno mi powiedzieć, bowiem sam raczej nie należę do osób impulsywnych i… po prostu nie wiem jak to jest być w roli takiej osoby, co chce to zrobić pod wpływem impulsu.

Ale co do osób, które w sposób dłużej przemyślany, rozważony decydują się na zakończenie własnego życia, to dlaczego społeczeństwo miało by zabraniać, odbierać wolność do decydowania o własnym życiu?
Dlatego, że jakaś religia mówi, że tylko bóg (którego istnienie oczywiście nie jest w żaden sposób udowodnione) ma prawo odbierać życie?
A może dlatego, że… tak nas nauczono, że samobójstwo jest błędem i zawsze trzeba ratować kogoś przed tym, choćby na siłę…

Kiedyś nie rozumiałem samobójców… Dziś rozumiem ich znacznie lepiej, bowiem nie obce mi jest rozważanie tego, czy pragnę dalej żyć.

Spróbuj zrozumieć to czytelniku, że istnieją sytuacje życiowe, które po prostu dają wystarczające powody, żeby naprawdę, dojrzale, w sposób przemyślany nie chcieć dalej żyć, bo po prostu się nie opłaca, nie widać przyszłości w tym, można uniknąć większego, bezsensownego bólu.

Np. podczas wojny, wobec nieuchronnych tortur i śmierci z rąk nieprzyjaciela, ludzie popełniali samobójstwo np. poprzez cyjanek. Czy to ich samobójstwo też było wynikiem „choroby psychicznej”? Nie? A zatem dlaczego psychiatria odmierza nierówną miarką? Obecnie bowiem jest tego typu problem, że, mimo, że samobójstwo teoretycznie nie jest sankcjonowane prawnie, to w praktyce wielką karą za próbę samobójczą, a nawet za opowiedzenie o takim zamiarze, jest UWIĘZIENIE w psychiatryku i pacyfikowanie psychotropami.

Psychiatria, bowiem, wprowadziła obowiązek życia pod karą odebrania wolności i spacyfikowania psychoaktywnymi medykamentami… A wszystko z hasłem, że smutek to choroba, a samobójstwa nie można robić…

Jestem zwolennikiem dania ludziom prawa do decydowania o WŁASNYM życiu lub śmierci. Wolność przede wszystkim. I precz oszustwu, że osoba nie może za siebie decydować, bo jest „chora”… Naprawdę te osoby nie są chore neurologicznie, tylko są smutne i myślą o samobójstwie z logicznego powodu, który ich spokał…

Jestem również zwolennikiem prawa do decydowania o godnym zakończeniu własnego życia z asystą lekarza lub z pomocą lekarza. Jestem zwolennikiem legalności eutanazji i rozumiem te osoby, które domagają się tego.
Chciałbym, żeby społeczeństwo zrozumiało te osoby, dla których eutanazja byłaby lepszym wyjściem…
Nie słuchajmy tych, co chcą innym odbierać takie prawo, powołując się na nieudowodnione hipotezy i wiarę… Spróbujmy zrozumieć.

Natomiast jeśli chcemy pomóc takiej osobie, to zróbmy coś, czego ta osoba naprawdę chce – może coś, aby zaspokoić potrzeby tej osoby, dać jej dobre słowo, szacunek, pomóc odnaleźć szansę dla siebie choćby w uczęszczaniu na spotkania osób w podobnej sytuacji – żeby ta osoba np. mogła przestać być samotna i opuszczona… To nie zawsze pomoże, ale… uważam, że jest to lepsza pomoc, niż uwięzienie w psychiatryku i siłowe szprycowanie psychotropami…

Wiem, że życie bywa okrutne i ludzie nie zawsze chcą zadawać się z osobą zaproblemowaną, smutną, nie chcą „gadać ze zwłokami”, ale chciałbym, żeby przynajmniej nie było takich sytuacji:

Z mojego doświadczenia wynika, że kiedy masz problemy, to zrozumienie, akceptację, a nawet miłość najłatwiej znajdziesz u osoby w podobnej sytuacji, dlatego na tej stronie niedługo otworzę forum, na którym osoby z problemami będą mogły możliwość komunikacji, poznania się, wymiany poglądów. Mam nadzieję, że będzie to przydatne.

Pozdrawiam
Dawid

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Smutek i samobójstwo – Czy ludzie mają do nich prawo?' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Smutek i samobójstwo – Czy ludzie mają do nich prawo?' on Print Friendly

16 comments on “Smutek i samobójstwo – Czy ludzie mają do nich prawo?

  1. Gibek on said:

    Muszę przyznać, że psychiatrzy mnie zaskakują. Biorą się za leczenie chorób, których nie sposób obiektywnie stwierdzić, nie mówiąc już o znalezieniu ich etiologi.
    Wyobraźmy sobie że ktoś odczówa ból w okoliy wątroby, lecz medycyna nie potrafi stwierdzić czym on jest spowodowany. Co wówczas? Czy dożywotnie podawanie leków p/bólowych będzie dobrym rozwiązaniem? Przyczyna bólu nie jest znana, zatem choroba woreczka żółciowego, objawiająca się bólem w okolicy wątroby, istnieje i rozwija się, pomimo że pacjent codzinnie przyjmuje leki znieczólające. Efekt? Choroba postępuje, a pacjent nie jest nawet tego świadom.
    Ból to sygnał ostrzegawczy że dzieje się coś niedobrego i należy coś z tym zrobić, usunąć przyczynę, która go wywołała. To samo dotyczy najrozmaitszych nieprzyjemnych stanów emocjonalnych, których zadaniem nie jest nic innego, jak tylko zasygnalizowanie mi że jakaś sfera mojego życia wymaga korekty, naprawy. Co w zamian dają nam „lekarze załamanych na duchu”? Proponują, a często podają na siłę toksyczne farmaceutyki, które z i tak już załamanych, bezradnych ludzi są stanie uczynić kaleki, niezdolne do samodzienego życia i utrzymywania się, wymagające czyjejś opieki. Wątpię, aby którykolwiek z psychiatrów zgodził się żyć na psychotropach, z ograniczoną sprawnością intelektualną, skazany na dożywotnie upośledzenie procesów psychicznych i niezdolnym do zaspokajania podstawowych potrzeb. Warto więc czasem uczyć się na cudzych błędach. Życie ludzkie jest za krótkie na eksperymenty.

    • Dawid Biel on said:

      Widzę, że masz pewną wiedzę w kwestii psychiatrii i myślisz o tym podobnie, jak ja. Nawet sam nie raz już używałem podobnego porównania – że podawanie psychotropów to jak podawanie środków przeciwbólowych – z tym, że przyczyny tego, co się dzieje z ludźmi pod względem emocjonalnym, są najczęściej dobrze widoczne, jeśli tylko spojrzy się na życie danej osoby – można zobaczyć okoliczności, wydarzenia, traumę, sytuację bytowo-rodzinną, wychowanie itd.

      Muszę przyznać jednak, że ja trochę zrozumiałem psychiatrię. Bo w końcu skoro ona jest, to było zapotrzebowanie. A mianowicie DUŻO ŁATWIEJ jest podać psychotropa, niż się nagrzebać w ludzkich problemach, wysilić się, żeby chociaż je zrozumieć i coś postarać się zmienić… Przecież mało komu lub w ogóle nikomu się nie będzie chciało w to „bawić”… Psychotropem jest łatwiej i dzięki psychotropowi można mieć „pod butem” cały 40-sto osobowy oddział „świrów”. A jakby co, to zawsze przecież można przypiąć pasami do łóżka pod pretekstem, że to choroba i pacjent nie wie co robi.
      Tylko tak sobie myślę, czy w dłuższej perspektywie dla społeczeństwa jest korzystne takie produkowanie pacjentów psychiatrycznych… Młodym ludziom psychiatria łamie życia, najpierw gwałcąc ich wolność i szprycując ogłupiaczami, powodując traumę, a potem silnie stygmatyzując i burząc poczucie bycia normalną osobą…

      Nie pozjadałem jednak wszystkich rozumów, ale ja osobiście odrzuciłem to, co mi psychiatrzy kazali robić. Nie zażywam psychotropów, wybieram życie „na trzeźwo”, mimo, że mam problemy, ale któż z nas ich nie ma?

      Gibek:
      Już niedługo mam zamiar otworzyć forum na tej stronie. Mam nadzieję, że spotkamy się tam i będziemy mogli wymienić się poglądami. Jestem np. ciekawy skąd u Ciebie takie poglądy.

  2. regal23 on said:

    Ciekaw jestem ile z tych „chorujących” na depresję osób nadal chciałoby popełnić samobójstwo gdyby wygrali np: 40 milionów złotych w totolotka…

    Niektóre samobójstwa uważa się za chwalebne np: Ryszarda Siwca mimo że zrobił to tylko w proteście więc obiektywnie rzecz biorąc nie dokonał niczego chwalebnego. Rozumiem, miał prawo czuć się nieszczęśliwy i chciał to zamanifestować ale czy miał do tego prawo większe niż osoby które dzisiaj odbierają sobie życie ?

    Uważam że każda osoba powinna mieć prawo do samobójstwa w humanitarny sposób czyli taki jak w niektórych krajach gdzie odpowiednie specyfiki w śmiertelnych dawkach przepisują lekarze a później „nieszczęśnik” sam je sobie aplikuje. Nikt nie powinien mieć prawa do wtrącania się do decyzji dorosłego człowieka o jego życiu. Jednak taki wybór powinien być przemyślany, chęć zgłoszona odpowiednio wcześniej i po rozmowie z kimś w stylu pracownika socjalnego.

    • Dawid Biel on said:

      Właśnie to chciałem poprzez ten artykuł powiedzieć:

      Istnieje duże niezrozumienie osób, które samobójstwo chcą popełnić w sposób przemyślany, taką po prostu decyzję podejmują.

      Społeczeństwo jest wychowane w zwyczaju, żeby ratować samobójcę, nawet jeśli ten samobójca nie chce, żeby mu przeszkadzano w zakończeniu jego własnego życia.

      Na pewno duży udział w tej filozofii narzucania obowiązku życia ma Kościół Katolicki, który de facto odbiera ludziom prawo do decydowania o własnej śmierci, a tłumaczy on to tym, że „Bóg dał życie, więc tylko Bóg może życie odbierać”.

      Natomiast psychiatria idzie jeszcze dalej – fizyczne dokonuje uwięzienia i chemicznego obezwładnienia osób, które nawet mówią o samobójstwie, wmawiając przy tym kłamstwo, że ta osoba nie może o sobie decydować, bo jest chora na umyśle. W takim wypadku z „zaburzeń psychicznych” wynikało samobójstwo Ryszarda Siwca lub mnichów buddyjskich, którzy w ten sam sposób zaprotestowali przeciw Ngo Dinh Diem’owi na początku lat 60-tych w Wietnamie?

      Oczywiście jest bardzo wiele osób, które o samobójstwie mówią mając jeszcze nadzieję na zmianę. Szukają desperacko pomocy. Im można pomóc. Ale moje zdanie jest, że nic na siłę. Pomoc powinna być umiejętna. Ludzie potrzebują mieć sens życia, bo, jak powiedział Wojciech Bartoszewski: „Jeśli przyszłość nie otworzy nam drzwi, to większość wyskoczy oknem.”

    • „Ciekaw jestem ile z tych „chorujących” na depresję osób nadal chciałoby popełnić samobójstwo gdyby wygrali np: 40 milionów złotych w totolotka…”

      Właśnie tym się objawia depresja, że nawet wygrana w totka nie jest cię w stanie przekonać do sensu dalszego życia :(

  3. Piotr on said:

    Uważam, że ludziom w żadnym wypadku nie można odbierać wolności, a przede wszystkim możliwości do decyzji o samym sobie i o swoim życiu. Powiem więcej, nikt nie ma takiego prawa. Są jedynie tacy co myślą, że mogą w ten sposób ingerować w życie innych – i robią to. A jest tak dlatego, że psychiatrzy mają na to pozwolone przez system prawny w Polsce. Dziś nie trzeba mieć nawet problemów żeby na zapotrzebowanie ci je wymyślili…. To jest tragedia, bo młoda osoba cierpi nie z powodu choroby, której de facto nie ma, ale z powodu psychiatrycznych etykiet, które robią z niej w opinii rodziny, otoczenia kogoś, kim nie jest.

    • Dawid Biel on said:

      Dokładnie tak: etykietki psychiatryczne wpychają człowieka w rolę kogoś, kim nie jest.

      Ludzie mają problemy różne, problemy z dostosowaniem, bywają naiwni, bywają ofiarami przemocy psychicznej, bywają skonfliktowani z rodziną, popadają w uzależnienia, bywają smutni i bojący się wyjść z domu z powodu jakiejś traumy. Nie podważam tego, że ludzie mają tego typu problemy i danie im pomocy bywa przydatne…

      Ale psychiatria z jej etykietkami, nagle przemienia „człowieka z problemami” w „chorego psychicznie, który musi zażywać lekarstwo”…
      Nastepnie rodzina, wierząc autorytetowi lekarza, wierzy w „chorobę” i przymusza do „leczenia się”, kontroluje czy „pacjent” zażywa „leki”, sądząc że są to leki, które coś leczą, a tymczasem są to tylko ogłupiacze i rodzaj uspokajających narkotyków…
      Psychiatryczna tragedia niezrozumienia polega właśnie na tym kierowaniu na fałszywy trop „choroby” i to nawet mimo tego, że już dawno DSM-IV i ICD-10 wycofały pojęcie „choroba psychiczna”. W psychiatrykach i gabinetach psychiatrów i psychologów nadal najczęściej powtarza się stygmat „choroba”…

  4. Piotr on said:

    Oczywiście ludzie mają różne, poważne problemy, z którymi sami sobie nie są w stanie poradzić wtedy powinni mieć pomoc. Ale pomoc ta powinna być rzetelna. Mam takie stanowisko w tej sprawie:
    1.Pomoc powinna być udzielana, ale wyłącznie wtedy, gdy jest oczekiwana przez daną osobę. Jakiekolwiek działanie wbrew woli nie jest działaniem pomocnym.
    2.Ponieważ są różni psychiatrzy o różnych poglądach, o różnym zapatrywaniu na przymus psychiatryczny, wyjściem może być w takiej sytuacji zmiana prawa. Nie ukrywam, że chciałbym żeby prawo Polskie zostało zmienione na takie jak w Niemczech. Zmiana dotyczy tzw. „zgody pacjenta” I pozwala mu na podejmowanie decyzji o sobie, bez względu na stan zdrowia. Ktoś po prostu nie może zadecydować o nim czy ma się leczyć czy nie. Polecam artykuł dla zainteresowanych:
    „ Lekarze i sędziowie nie będą już mogli decydować, co jest „dobre dla pacjenta” bez jego zgody”:
    http://www.ithink.pl/artykuly/aktualnosci/swiat/niemcy-ograniczyli-samowole-psychiatrii/

    • Dawid Biel on said:

      Pomoc, jaką miałem na myśli, to nie pomoc na siłę, wbrew woli – jak jakieś tortury, tylko pomoc umiejętna… Bowiem mając osobisty kontakt z osobami, które zapowiadają swoje zamiary samobójcze, gdy rozmawiam z taką osobą, aby poznać jej problemy, zrozumieć ją, to często zdarza się, że taka osoba przyznaje: „Oczywiście, że chciałabym żyć, ale nie widzę dla siebie nadziei, nie wiem jak żyć…” Czasem takie osoby zgłaszają się nawet same do psychiatryka mówiąc na izbie przyjęć, że chcą się zabić. Mówią, że chcą się zabić, a jednocześnie… chyba szukają jeszcze jakiegoś innego rozwiązania dla siebie, desperacko rozglądają się za pomocą… Wiec miałem na myśli taką pomoc, jaką Ci ludzie naprawdę w ich głębi chcą…

      Z tym przymusem psychiatrycznym to masz rację, bo ten przymus jest baaaaaardzo często nadużywany. Już niedługo na tej stronie niespodzianka – reportaż-artykuł na bieżący temat związany z umieszczeniem w psychiatryku i niepotrzebnym faszerowaniem ogłupiaczami…

      Natomiast jeśli chodzi o osoby, które podjęły dojrzałą decyzję i są zdecydowane, że chcą zakończyć własne życie, to jestem zwolennikiem umożliwienia im tego w sposób godny, również z asystą lekarza w celu minimalizacji cierpienia…

  5. Piotr on said:

    Zgadza się. Istnieje zasadnicza różnica między kimś, kto mówiąc, że się zabije chce pomocy, szuka dla siebie ratunku, a osobą, która ukrywa i przygotowuje swój zamiar, aby potem go świadomie wykonać. Jednak większa część środowiska psychiatrów nie uznaje wolnej woli – tej świadomej decyzji o samobójstwie. I po prostu ktoś, kto się chce się zabić automatycznie jest zamykany w zakładzie bez względu na to czy jest to osoba, która chcę pomocy, czy jest to człowiek, który przemyślał swoją decyzję i świadomie chce odebrać sobie życie…Spotkałem się nawet z tym że niektórzy psychiatrzy niegują świadome samobujstwo, twierdząc że osoba która wybrała śmierć nie ma do tego prawa i jest to wyłącznie wynik „choroby”

  6. ArnathenLekrant on said:

    Powtórzę się,że gdyby w Stanach eutanazja była wtedy legalna,ojczym i matka by psychicznie TO na mnie wymuszali,zamiast powrotu do Polski,i TAAAK,też by to było moją”WOLNĄ WOLĄ”nawet dla zahukanego mnie,nie tylko na jęzuku dla każdego który nie siedział w mojej skórze!Nie pozwalać na to.

  7. Darek on said:

    Trzy sprawy
    Gibek, jak myślisz, co stałoby się z pacjentem, kt órego boli wątroba, podczas gdy internista nie odnalazł żadnej przyczyny fizykalnej w badaniach. Sądzisz, że dostaje stale leki przeciwbólowe?. Ależ nie… zostaje skierowany do psychiatry, bo internista uznaje to za nerwicę somatyczną.

    Co do samobójstw, to uważam, że jesteście zbyt radykalni. Założę się, że każdy specjalista piszący książki na ten temat nie zgodzi się, że samobójca powinien mieć wolny wybór (co nie oznacza, że należy ograniczać jego wolność). Jestem przekonany, że każdy odpowie: Niech ten biedny człowiek zdecyduje o swoim życiu, ale wtedy, gdy nic nie będzie zakóócać jego myślenia i emocji.
    Być może nie znacie np. syndromu presuicydalnego Ringela, w którym istnieją zmiany w myśleniu i emocjach, które nie są chorobą, ale jednak mogą spowodować fatalne w skutkach decyzje, których ta osoba by nie podjęła po wyjściu z syndromu..
    Mała uwaga i rada. Jeśli ktoś chce szykać pomocy, niech szuka u psychologa. Tu jednak pojawiają się dwa problemy. Pierwszy, dobrego psychologa bardzo ciężko znaleźć i drugi, nie wolno iść do psychologa do Poradni Zdrowia Psychicznego, gdzie najłatwiej się dostać za darmo, bo każdy od tego psychologa zostanie przekierowany przez niego samego do psychiatry, choćby na chwilę, choćby po to, by ten wystawił diagnozę nawet jeśli nie przepisze leków. Zdecydowanie odradzam Poradnie Zdrowia Psychicznego!

    Co do etykiet, to Stukan chyba wyjaśnił to perfidnie dokładnie. Wydaje mi się, że depresja w napisanej książce była dla niego tylko przykładem wszystkich innych tzw. zaburzeń, co zresztą mówi w wywiadzie. Wszystkie te stany spisane w ICD-10 są tak samo fałszywe, jak fałszywym jest ujmowanie i uznawanie cierpienia za chorobę.
    Gdzieś na forum tutaj czytałem, że medycyna przestaje nazywać depresję chorobą, bo to cierpienie. Tak nie jest i wystarczy zapytać pierwszego lepszegpo psychiatrę lub psychologa. Oni powiedzą że to zaburzenie nastroju, myślenie itd., bo nic nie rozumieją. Ale to nie medycyna dąży do uznawania stanów spisanych w ICD-10 za nie choroby. Przeciwnie, wpisuje tam ich coraz więcej, jako choroby, bo to … medycyna. Ale wyraźnie widać, że włąśnie w tym punkcie dzieją się straszne rzeczy, bo psychiatria opanowuje zwykłe życie i zwykłe problemy ludzi wmawiając im, że to zaburzenia. To jest straszne. A najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że rodzice zaprowadzazją dzieci do psychiatrów nie rozumiejąc, że dzieci są zdrowe.

  8. Gibek on said:

    Gibek, jak myślisz, co stałoby się z pacjentem, kt órego boli wątroba, podczas gdy internista nie odnalazł żadnej przyczyny fizykalnej w badaniach. Sądzisz, że dostaje stale leki przeciwbólowe?. Ależ nie… zostaje skierowany do psychiatry, bo internista uznaje to za nerwicę somatyczną.”>

    W komentarzu do którego się odnosisz porównałem ból fizyczny do nieprzyjemnych stanów emocjonalnych. Te nieprzyjemne emocje zawsze mają swoją przyczynę, podobnie jak ból fizyczny zawsze ma jakąś swoją przyczynę.

    Co do samobójstw, to uważam, że jesteście zbyt radykalni. Założę się, że każdy specjalista piszący książki na ten temat nie zgodzi się, że samobójca powinien mieć wolny wybór

    Niech ten biedny człowiek zdecyduje o swoim życiu, ale wtedy, gdy nic nie będzie zakóócać jego myślenia i emocji.

    Mała uwaga i rada. Jeśli ktoś chce szykać pomocy, niech szuka u psychologa. Tu jednak pojawiają się dwa problemy. Pierwszy, dobrego psychologa bardzo ciężko znaleźć i drugi, nie wolno iść do psychologa do Poradni Zdrowia Psychicznego

    No właśnie. Człowiek zaczyna myśleć o odebraniu sobie życia tylko wówczas, gdy czuje się bezradny, gdy ma świadomość, że jego cierpienie go przerasta i nie zna sposobu by się go pozbyć. Pragnienie śmierci pojawia się wtedy, gdy człowiek traci nadzieję że jeszcze będzie w życiu szczęśliwy, gdy cierpi i nie widzi innej możliwości pozbycia się cierpienia. Człowiek taki chciałby żyć, ale pod warukiem że nie będzie cierpiał, że będzie cieszył się życiem, że będzie mu ono przynosić radość i satysfakcję. Czasem, a nawet zawsze tak jest, że samobójca po prostu głośno woła o pomoc, tylko że nie każde źródło cierpienia da się wyeliminować (np. ciężka, nieuleczalna choroba).
    Piszszesz o psychologu, dobrym psychologu który nie powinien być z PZP. Sam dostrzegasz problem w konstrukcji ICD 10 i DSM IV. To właśnie tu jest pies pogrzebany. Współczesna psychiatria zamiast dawać pomoc, nakłada na ludzi piętno „choroby psychicznej” i zakotwicza w roli pacjenta na całe życie, uzależniając go od psychotropów. Taka pomoc, to tak naprawdę żadna pomoc. Dlatego właśnie coraz większe grono ludzi, w tym specjalistów, psychologów, psychiatrów, dostrzega konieczność reformy psychiatrii, by była ona w stanie słóżyć tym, którzy nie wiedzą jak uporać się z cierpieniem.

    http://www.empathictherapy.org/

  9. Pingback: Sifisdndsk

  10. Lady Emaleth on said:

    Jako osoba po próbie samobójczej uważam, że fajnie by było jakbym mogła pójść do szpitala i poprosić o zabicie mnie. Mam 2 zdrowe nerki, zupełnie sprawne serce, płuca osoby, która nigdy nie paliła, z wątrobą już pewnie gorzej, ale enzymy ostatnio miałam w normie i to wszystko można by komuś przeszczepić, a niestety jak zdecyduję się odebrać sobie życie to moje narządy wewnętrzne, które niejednej osobie by się przydały ulegną zniszczeniu – potworne marnotrawstwo.

  11. jolzunia on said:

    Ciesze się.,że natknęłam się na tę stronka.Jest tu wiele mądrych i bardzo ciekawych wypowiedzi,które dają dużo do myślenia,a nuż moje koło ratunkowe na dzień dzisiejszy……….równie Ja jestem przeciwna medykamentom i coraz ciężej mi się przed nimi obronić,ale……….walczę.Tu odnajduję iskierke nadzieji ,że wart próbowac walczyc.Dziękuję

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Powiadom mnie o odpowiedziach. Możesz też być powiadamiany bez konieczności komentowania.