Psychotropy to jednak jakieś rozwiązanie. Tylko czy najlepsze?

Co, jeśli nie psychotropy?

Psychotropy SĄ jakimś tam rozwiązaniem na problemy, ale czy dobrym?

Nie pozjadałem wszystkich rozumów i nie roszczę sobie monopolu na rację, dlatego myślę, że jeśli ktoś uważa, że potrzebuje psychotropów, to nie bronię mu zażywać.

Ludzie z tzw. „depresją” mówią czasem, że mają w życiu takie okoliczności, że naprawdę nie byłoby wesoło bez „wspomagaczy”…

Podobnie ludzie skonfliktowani z rodziną, mający poważne problemy z dostosowaniem społecznym itp., czasem mają bardzo ograniczone możliwości dokonania zmiany, bo np. nie stać ich na wyprowadzenie się od rodziny, albo trudno im się zmienić ze względu na wiek.

Nie każdemu się chce i opłaca dokonać ważnej zmiany w swoim życiu i nie każdy chce radzić sobie bez tego rodzaju „tabletek szczęścia”… Wobec tego, jeśli ktoś chce zażywać, to niech sobie zażywa – jego sprawa.

Nikomu nie bronię zażywać psychotropów, ale… niech ludzie będą świadomi, że to nie leczenie choroby, ponieważ nie stwierdzono naukowo że przyczyną jest nierównowaga biochemiczna w mózgu, tylko jest to próba sztucznego chemicznego manipulowania swoimi emocjami i zachowaniem.

Moje doświadczenie z tym tematem pokazuję, że przyczyny psychospołeczne są widoczne jak na dłoni. To normalne, że jest smutek, nawet bardzo duży i długotrwały skutek, gdy istnieje przyczyna psychospołeczna i nic nie robisz, żeby tą przyczynę zlikwidować. Psychotrop tylko Cię będzie sztucznie rozweselał, jak codzienne „pocieszanie się” alkoholem…

Według mnie życie na psychotropach, to jak życie z tłumikiem na mózgu (w przypadku tzw. „przeciwpsychotycznych” psychotropach) lub na zalegalizowanych narkotykach („antydepresanty” i „przeciwlękowe”), bowiem antydepresanty i „przeciwlękowe” benzodiazepiny sztucznie podnoszą poziom „hormonów szczęścia”, podobnie jak narkotyki. Szczególnie benzodiazepiny mają działanie podobne do heroiny, łącznie z uzależnieniem.

Należy też być świadomym, że każde opakowanie psychotropów, to koszt PARUSET złotych, które płaci NFZ firmom farmaceutycznym, więc firmy te mają w interesie wmawianie ludziom że „tabletki szczęścia” są niezbędne, nawet do końca życia…

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Psychotropy to jednak jakieś rozwiązanie. Tylko czy najlepsze?' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Psychotropy to jednak jakieś rozwiązanie. Tylko czy najlepsze?' on Print Friendly

40 comments on “Psychotropy to jednak jakieś rozwiązanie. Tylko czy najlepsze?

  1. Gibek on said:

    To prawda, że czasem lepiej jest brać antydepresanty niż np. popaść w alkoholizm czy uzależnić się od silnych narkotyków. „Ćpanie” pod okiem lekarza zawsze będzie lepsze niż ćpanie chemikaliów nieznanego pochodzenia.
    Myślę że główny problem leży w możliwości stosowania tzw. „przymusu bezpośredniego”, czyli prawie do zatrzymania „pacjenta” w psychiatryku bez zgody i szprycowania go psychotropami na siłę. TO jest współcześnie największe nadużycie psychiatrii, które powinno zostać zaniechane.
    http://www.empathictherapy.org/

    „Lepiej być nieszczęśliwym i wiedzieć, niż być szczęśliwym i żyć w nieświadomości.”
    F. Dostojewski

    • Dawid Biel on said:

      Center for the Study of Empathic Therapy doktora Petera Breggina – jednego z najbardziej przeze mnie cenionych działaczy na rzecz reformy psychiatrii i na rzecz zaprzestania wmawiania, że „psychotropy są niezbędne”.

      A tak poza tym, to dziękuję za kolejny bardzo mądry komentarz Gibku… Już nie mogę się doczekać jak będziemy mogli pogadać na forum, które niebawem tu otworzę.

      Pozdrawiam z wielką ciekawością czy Cię znam skądś, czy nie…

  2. Greenafik on said:

    Mnie dobija rozumowanie np. kuratorów czy nauczycieli (ogólnie ludzi z którymi musisz przebywać) że jak masz problem to musisz brać psychotropy, bo jak ich nie bierzesz to znaczy że np. udajesz depresję, nie masz lęku tylko ci się nie chce itp. …

    • Dawid Biel on said:

      Właśnie przeciwko takiej ciemnocie jest ta strona.
      Doskonale Cię rozumiem.
      Społeczeństwo zostało wprowadzone w błąd, że „zaburzenia psychiczne” to są choroby mózgu, a nie problemy życiowe. Tymczasem tu chodzi o problemy życiowe i reakcje emocjonalne. Namawianie żeby zażywać na to psychotropy to tak, jakby namawiać smutną osobę do pocieszania się alkoholem. A jakby nie chciał pić, to znaczy, że udaje że jest smutny…

  3. SKORUMPOWANY on said:

    jak dla mnie psychotropy to zbawienie. ja choruje na MPD i bez psychotropów nie mógł bym sie pokazać publicznie z racji takiej iż w towarzystwie osób trzecich niemoge sie wyluzować cały jestem napięty, raz chlopczyk domnie podszedł i powiedział mi ”ale pan sie smiesznie zachowuje”. Teraz dzieki psychotropom mam wsystko w dupie jest mi wszystko obojetne niemam napiecia, i nikt sie namniie niepatrzy jak na debila. Problem jest taki ze psychotropy sa na recepte. a mój lekarz prowadzacy niechetny jest do ich przepisywania az sie boje co bedzie jak kiedys oodmuwi mi recepty na nazwijmy to złoty środek. Pewnie bede wtedy zyl jak te psy uwiazane do łancucha.

    • Dawid Biel on said:

      Witaj.
      Szkoda, że nie wyjaśniłeś terminu „MPD”.
      Dlaczego Twój lekarz prowadzący niechętny jest do przepisywania Ci tych środków? Jakie to konkretnie są środki?

      Ja na przykład mam problemy i w zw. z tym też często czuję się niepewnie, gdy przychodzi mi do wyjścia do ludzi. Wynika to z tego, że zarówno teraz, jak i już od dzieciństwa jestem/byłem przez ludzi traktowany jak odmieniec – dziś ludzie się mnie boją, stronią ode mnie, a kiedyś wyśmiewali i byłem ofiarą przemocy. Mam też nieatrakcyjną twarz, której się wstydzę…
      To wszystko sprawia, że ponieważ mam przykre doświadczenia, które trwają do dziś, to już przeczuwam co będzie gdy się z ludźmi spotkam… Spotkania z ludźmi nie dają mi przyjemności tylko wstyd i napięcie psychiczne.
      Dlatego rozumiem co Ty piszesz o swoim napięciu w kontakcie z ludźmi. Z tym, że ja nie chcę psychotropów, aby się wyluzowywać (wydaje mi się to takim sztucznym i chyba nie najlepszym rozwiązaniem jak dla mnie). Staram się rozwiązywać moje problemy, a w szczególności problem z moim wyglądem, który sprawia, że czuję się, jakbym musiał chodzić z przyszytym do głowy nocnikiem. Co prawda moja walka z moimi problemami jak do tej pory nie odmieniła mojego losu i jest u mnie tak, jak było, ale… staram się coś zmienić.

      Szanuję Twój wybór jeśli uważasz, że dla Ciebie zbawieniem są psychotropy. Nie pozjadałem wszystkich rozumów, aby mówić co dla kogoś innego jest najlepsze. Jednak ciekawi mnie Twoja sytuacja i Twoje problemy, więc jeśli masz ochotę, to opowiedz o nich więcej. Ze szczerą chęcią posłucham.

      Pozdrawiam.

    • olek on said:

      Skorumpowany – o jakiej nazwie masz te psychotropy ?

  4. SKORUMPOWANY on said:

    Witaj. Zacznę od początku. MPD to MÓZGOWE PORAŻENIE DZIECIĘCE. Podczas porodu mój mózg był niedotleniony. Wychowalem sie na wsi, od dziecka dawano mi raczej dosc wyrazne sugestie do tego ze nie bede wstanie nigdy chodził. ale wiadomo mlody dzieciak tylko zabawa w glowie, ale z czasem przysly zainteresowania dziewczynami, dyskoteki, itp. Dla mnie to bylo nierealne miec dziewczyne rodzine itp, tlumaczylem sobie to tym co mógbym jej zapewnic, jak utrzymac itp totez unikalem takich splotow. teraz patrze jak moi znajomi z klasy wychodza za mąż, mają dzieci rodziny. to zaluje. zaluje tego dla czego mnie taki los spodkach. na okres dzisiejszy siedze calymi dniami w szopie niedaleko domu zamkniety na cztery spusty mysle czy by tego wsystkiego nie zakonczyc. Jestem Honorowy. jak to mówie ”serce narodowca, ciało jakiegos kaliekiego chłopca”. strzeże mówiac Honor niepozwala mi tak naprawde odebrać sobie życia, ale kiedys przyjcie moment wktorym poprostu to zrobie i ta chwila bedzie moim zbawienie.
    Pytałes jakie psychotropy biore?
    są to na ogół leki normotymiczne biorę je tylko gdy muszę nawet przez kilka chwil być w śród ludzi szczególnie młodych osób bo wtedy najbardziej sie denerwuje, może dla tego ze chciał bym być taki jak oni. jednym słowem ”JESTEM JAKI JESTEM I NIENAWIDZIĘ SIEBIE ZA TO!!”.

    Pozdrawiam

    • Dawid Biel on said:

      Dziękuję, że podzieliłeś się tym, co czujesz. Wiesz, że ja odnośnie swoich problemów czuję się bardzo podobnie? Mam już 29 lat i nie mam żony, jestem nadal samotny i co najważniejsze, że realnie patrząc to kiepsko wyglądają perspektywy na zmianę mojej sytuacji…
      Też siedzę w domu, a jak wyjdę to jest okropnie żal jak się widzi młodzież, fajne dziewczyny – a mi ten czas już minął lub prawie minął i nie realizowałem w nim tego, co rówieśnicy. Przeminął czas na miłość, seks, założenie rodziny. Nawet znajomych to mam bardzo mało i to głównie takich z problemami – różnych takich „innych” podobnie jak ja jestem inny (swój do swego ciągnie).
      Jestem inny. Mam problemy…
      Nie lubię swojej fizyczności, jak patrzę w lustrze na swoje odbicie, to widzę obraz jakby jakiegoś upośledzonego, dziwoląga. Poza tym często zdarzają mi się problemy w kontakcie międzyludzkim – bywa, że jestem wyśmiewany lub źle potraktowany. Zapewne to wynika z tego, że inaczej się zachowuję, ale dlaczego się inaczej zachowuje? Podejrzewam, że ma na to wpływ stres, to że się sam ze sobą źle czuję, a także ma na to wpływ, że jestem bardzo oszczędny, bo jestem po prostu biedny. Nie bez znaczenia jest też to jakie wychowanie w dzieciństwie odebrałem, a byłem wychowywany bez ojca, jako jedynak i praktycznie bez normalnej matki, bo moja matka była zawsze jakby z boku, naiwna, otumaniona neuroleptykami…

      Z uwagi na to, że moje życie wygląda tak, jak wygląda – jest cierpieniem, to też myślałem o tym że odejście byłoby jakimś rozwiązaniem, ale jeszcze walczę mając być może naiwną nadzieję, że coś mi się w końcu uda zmienić… Może to głupie, ale chcę sobie przynajmniej u chirurga plastycznego „naprawić” nos, którego zawsze się tak bardzo wstydziłem. Z tym, że czy taka operacja coś mi da to to stoi pod wielkim znakiem zapytania… Raz usłyszałem takie powiedzenie:

      Kto się cipą urodził, ten kanarkiem nie zdechnie

      i niestety wygląda na to, że będę kolejnym potwierdzeniem słuszności tego powiedzenia… Ale jeszcze naiwnie coś tam mam nadzieję…

      Czy zechciał byś może podać jakieś nazwy handlowe (z pudełka) tych medykamentów, które zażywasz? Wiesz co mnie zastanawia? – Że masz problem somatyczny lub somatyczno-neurologiczny, więc chyba nie chodzisz do psychiatry? No bo co ma psychiatra do problemu somatyczno-neurologicznego?

      Ja, jeśli chodzi o psychotropy, to po prostu ich nie chcę. Chcę wolności i trzeźwości, nie chcę się oszukiwać psychotropami. Miałem pecha w życiu i jestem „zjebem”, ale to nie znaczy, że psychiatra ma mnie sztucznie chemicznie kontrolować szprycując psychotropami…

  5. SKORUMPOWANY on said:

    HMM ;) czytając twój komentarz tak sie czuje jak bym własne zycie czytał. no poza pewnymi wątkami. Masz racje do psychiatry nie chodze acz kolwiek powinienem. hmm biore w sumie wsystko to co otumania umysł, sorry ale nazw ci nie moge podac. teraz mam inna metode poprostu zaczołem palic papierosy, ale tak nie zupełnie normalnie pale 5 papierosów jeden za drugim zaciagajac sie. Posmak tytoniu z buzi jak i zakopcony umysł działa wtedy jak po wypiciu pół litra (zecz jasna w moim przypadku). wlasnie na jutro kupilem sobie kilka puszek browca i fajki, mam zamiar jechac na taką opuszczoną fabryke. tam nikogo w wekendy niema to napierdolę sie za moje zjebane życie.

    pozdrawiam i trzym sie

    • Dawid Biel on said:

      czytając twój komentarz tak sie czuje jak bym własne zycie czytał

      Ja też właśnie tak się zdziwiłem czytając co Ty pisałeś. Mamy podobne odczucia w obliczu naszych problemów. Ja jestem szczery.

      Hmm. Sądzisz, że to jest dobra metoda – alkohol? Ja nigdy w życiu nie byłem pijany i nigdy w życiu nie piłem wódki. Może to też anormalne, ale nie lubię się odurzać i w ten sposób oszukiwać swojego mózgu.

      Nie sądzisz, że są miejsca, w których mógłbym przynajmniej poszukać swojego szczęścia? Ja swojego szczęścia szukałem w psychiatrykach – byłem w nich 12 razy i w zdecydowanej większości zgłaszałem się sam. W psychiatrykach i klubach dla osób z diagnozami psychiatrycznymi znajdywałem miłość, bowiem dziewczyny stamtąd miały podobne problemy i była znacznie większa szansa, że nie zaakceptują, że nie powiedzą „wariat”. Wiesz jak to jest.
      W sumie to muszę Ci powiedzieć, że to, że trafiłem w ogóle do psychiatryka, to ma swoje wady, ale także zalety – bowiem w psychiatryku znalazłem środowisko, które mnie akceptuje, bowiem Ci ludzie mają podobne problemy jak ja. A tak to w szkole byłem odrzucany itd..
      Tylko, że ja jak bywałem w tych psychiatrykach to w większości czasu nie zażywałem psychotropów, bo wypluwałem albo odmawiałem.

      Mówię o tym dlatego, bowiem chcę Cię zapytać, czy próbowałeś szukać swojego szczęścia w środowisku osób z podobnymi problemami. Nie w psychiatrii, bo mimo wszystko odradzam babranie się w niej, tylko mówię o jakichś miejscach gdzie spotykają się osoby w podobnej sytuacji.

      Żebyśmy się dobrze zrozumieli to wyjaśnij proszę czy chodzisz, czy jeździsz na wózku, bo chyba jednoznacznie tego nie powiedziałeś.
      Pracowałem kiedyś jako pomocnik przy transporcie osób niepełnosprawnych na wózkach – i nierzadko można było się spotkać z osobami na wózkach, które mimo wszystko realizowały się np. zawodowo… Wiem, że to nie łatwe i przeważnie trzeba mieć „farta”, żeby będąc na wózku jakoś tak porządnie korzystać z życia, ale…

      No cóż… Może rozważ poszukanie miejsca/miejsc, gdzie mógłbyś potencjalnie odnaleźć swoje szczęście.

      • Zproblemami on said:

        Nie zabijajcie się!

        Znajdzicie inne cele.
        Pierdolcie system.

        Każda żona kiedyś zacznie wkurzac, dzieci wyrosną na niewdzięcznych egoistów, praca frustruje.

        Nie ma ludzi do końca normalnych.

  6. SKORUMPOWANY on said:

    wiesz co? odpowiadając na twoje pytanie. Tak jeżdżę na wózku w domu na inwalidzkim po polu na elektrycznym który w nawiasie mówiąc jest moim 5 wózkiem i jak reszta jego poprzedników zaczyna sie psuć, wynika to pewnie z racji takiej ze mieszkam w zajebiście górzystym terenie i po prostu ta elektronika nie wytrzymuje. Hmm alkohol pomaga mi nie myśleć o tym jaki jestem, wręcz przeciwnie pozwala mi sobie wyobrazić ze jestem normalny, że sie nie wyróżniam. hmm pytasz czy szukałem kontaktu znajomości z osobami podobnymi do mnie, szczerze mówiąc nie . może dla tego ze zawsze od małego przebywałem z osobami zdrowymi, druga rzecz jest taka ze mieszkam w malutkiej wsi nieco ponad 1tysiac ludności, osób podobnych do mnie w tej wsi jestem tylko ja. Gdy przypadkowo spotykałem w szpitalu osoby po prostu niepełnosprawne czułem sie nieswojo wręcz mnie od nich odpychało. Pracować nie pracowałem ponewaz w mojej wsi jest tylko szkoła podstawowa a chcacy isc na dalszy kierunek musiałbym codziennie pokonywać 27km bo tyle dzieli moją wieś z najbliższym miastem. także żyje z zapomogi, niejest to duzo no ale co zrobić. Tylko nie mysl sobie ze jestem lewus:) pracuje tzn. takie prace kolo domu zbudowałem swojemu psiakowi bude, postawilem mu kojec i ogolnie zawsze cos na swojej posesji jest do poprawienia.

    PS; podaj może swojego maila bo kurna my tu piszemy a reszta to czyta.
    pzdr

    • Dawid Biel on said:

      Raczej nie koresponduję przez e-mail. Natomiast to, że tu ludzie to czytają, to właśnie taki jest zamysł tej witryny – żeby dzielić się doświadczeniem i szczerze mówić o swoich emocjach i problemach. Ty podzieliłeś się tym, co czujesz i ja się podzieliłem. Może jak ktoś to będzie czytał, to też stwierdzi, że po co problemy chować za tabu, skoro te emocje i problemy to jest ludzka rzecz – wszyscy podobnie odczuwamy i nie ma się czego wstydzić.
      Być może też komuś przydadzą się rady, którymi się wymieniamy.

      Rozumiem Cię – mieszkasz w miejscowości, która nie daje Ci wielu perspektyw na kontakt z osobami z podobnymi problemami. Ja, gdy nie wychodzę do ludzi, to utrzymuję interakcję z ludźmi przez Internet. Nie tyle przez prywatną korespondencję, co przez np. komentarze/fora w Internecie…

  7. samer on said:

    Pozwolę sobie wciąć się do Waszej dyskusji,choć przecież z zasady na tym polega idea for;)
    Wpierw może słowa otuchy pod adresem SKORUMPOWANEGO.Mam bliską znajomą,która związała się z człowiekiem z MPD i są ze sobą szczęśliwi.Miłość nie zna żadnych granic,a ja lubię banały,bo one są po prostu prawdziwe.Zatem uwierz w to,że i do Ciebie może uśmiechnąć się los,albowiem nie w naszym ciele leży problem a w psychice,o której tu wszyscy tak dużo i chętnie piszemy:) Ja jestem fizycznie zdrowa,w pełni sprawna i co? I to,że podobnie jak Dawid,w wieku 29 lat nadal jestem sama.Mam problemy i to poważne myślę,choć świetnie zdaję sobie sprawę z tego,że”inni mają gorzej”.Jestem człowiekiem naprawdę mało przystosowanym do życia w społeczeństwie.To długa historia i nawet nie chce mi się przytaczać choćby pokrótce jej zarysu.Można sobie zresztą wyobrazić,że składa się na tę sytuację zapewne nieciekawe dzieciństwo,które z kolei przyczyniło się do nieciekawej wczesnej młodości.Prawdę mówiąc jestem zmęczona ciągłym wspominaniem i analizowaniem,w związku z czym obserwuję u siebie od dłuższego czasu kompletną apatię,adhedonię i inne z przedrostkiem „a”.W dodatku niedawno wróciłam z pracy i jestem wyczerpana,co łatwo sobie można uzmysłowić jeśli wziąć pod uwagę moje”outsiderstwo”.Ktoś ze współpracowników mógłby się lekko zdziwić,że dochodzę do takich wniosków,ale myślę,że takich osób jest mniejszość;)
    Dawidzie-również do Ciebie kieruję te słowa.Nie Twój wygląd jest tu problemem,a Twoje wyobrażenie o sobie jako o całości.Być może nawet,że próbujesz się za pomocą swoich rzekomych defektów fizycznych wykpić? Być może jest to usprawiedliwieniem swego życia poza nawiasem? Być może Paryż,być może Rzym… ;) Gdybyś spotkał miłość zapewniam Cię,że ona nie zauważyłaby,niech będzie że ohydnego,garbatego nosa. W tej kwestii nie mam więcej nic do dodania.Jeśli się kogoś kocha to choćby nie wiem co-niepełnosprawny,brzydki(dajmy na to,rzecz gustu nawiasem mówiąc),biedny,niewykształcony,niedostosowany,chory,i dodajcie sobie co tam jeszcze chcecie-miłość jest ślepa właśnie. Liczy się obecność drugiego człowieka,rozmowy bądź niekrępujące oczywiście milczenie,lojalność,zaufanie…Ta więź,która decyduje o tym,że chcemy przebywać z tą drugą osobą pomimo wszystkiego,albo przeciw wszystkiemu.
    Starałam się w najprostszych słowach ująć rzecz,bo jestem zmęczona i w ogóle”anty”do wszystkiego,więc tylko tyle.
    p.s.alkohol to zły doradca,choć sprytny ;)

    • Dawid Biel on said:

      Miło Cię znowu widzieć „Samer”. Oczywiście się nie wcinasz tylko włączasz się do dyskusji – od tego jest możliwość komentowania i wypowiadania się na forum.

      nie w naszym ciele leży problem a w psychice

      Dyskusja ma to do siebie, że nie zawsze wszyscy mamy jednakowe zdanie i w zawiązku z tym chcę powiedzieć, że właśnie chyba mam trochę inny pogląd na udział fizyczności, ciała w problemach jakie się ma.
      Oczywiście nie roszczę sobie monopolu na rację, ale z mojego doświadczenia wnioskuję, a przynajmniej wydaje mi się, że fizyczność i atuty ciała mają znaczny wpływ na kształtowanie się naszej psychiki oraz reakcje psychospołeczne. Już mędrzec Kulfon z Ciuchci powiedział „W zdrowym ciele zdrowe ciele” ;) – i miał rację.

      Ja przeszedłem już wiele i sporo analizowałem z czego wynikają moje problemy życiowe. Owszem zapewne duży procent „winy” ponoszą okoliczności w jakich się wychowywałem – bez ojca i „normalnej” matki, za to wychowanie trochę inne niż typowe, ale wydaje mi się, że problem moich słabych atutów fizycznych do których zalicza się szpetna gęba, ma też znaczny udział.

      Spójrz realnie na to jaki świat jest – jak bardzo liczą się atuty fizyczne. Nawet jeśli mówimy, że nie, to w sposób ukryty te atuty się liczą. W przypadku kobiet atrakcyjność ma bardzo duże znaczenie. Atrakcyjna seksualnie kobieta staje się „samicą alfa” z którą chcą przebywać mężczyźni. Chcą z nią rozmawiać, zapraszać gdzieś itd. – to powoduje, że kobieta ta nie jest samotna. Motorem tych działań ze strony mężczyzn jest… tak naprawdę biologiczna chęć rozmnażania się z tą kobietą. Oczywiście nie ciągnąc jej w krzaki, tylko stwarzając sytuacje dające szanse.
      Tymczasem mało atrakcyjna kobieta (np. taka z nosem jak „kartofel” i szparami między zębami) może być wręcz wyśmiewana w szkole… To powoduje obciążenie psychiczne, stres – który jest destrukcyjny dla „stabilności” psychicznej.

      W przypadku mężczyzn zaś, ważniejsza jest moc, siła, aby zdobyć pozycję w „stadzie”. Siłę tą widzi się już po ocenie wizualnej, dlatego nie potrzeba pojedynków, żeby ustaliła się pewna „hierarchia” w stadzie mężczyzn. Choć może się wydawać, że dziś w cywilizowanym świecie XXI wieku nie ma już takich „stad”, to w praktyce większy, silniejszy może sobie na więcej pozwolić, a słabszy nie, bo zawsze może zostać fizycznie „przestawiony” przez silniejszego.
      No i teraz spójrz jak wadliwy fizycznie mężczyzna spada w tej hierarchii… Ja o tyle lecę na dno w takiej hierarchii, że jestem słaby, bardzo słaby. I widać to po mnie – wystarczy spojrzeć… Tyle razy mi mówiono „Ale chudy”, „Oświęcim-Brzezinka” itd. itd.. Po prostu wyglądam jak chore chuchro. Moja masa ciała to 84 kg przy wzroście 180 cm, ale jakoś, wydaje mi się, że twarz sprawia że wyglądam jak chudzielec. Kiedy widzę swoją twarz w lustrze, to ta twarz przypomina mi jakiegoś upośledzonego ułomka. Nie znaczy to że twarz jest jakoś bardzo zdeformowana. Nie jest. Ale jest inna, słaba. I to nie tylko ja to zauważam – mam zaufanego, życzliwego znajomego, którego znam od lat (i nie mówię tu o Rolandzie Pieczkowskim), który udzielił mi informacji zwrotnej, która potwierdza to, co ja widzę w lustrze… Ponadto wiele razy zdarzyło mi się, że dano mi wprost znać, że nie mam wyglądu.
      Uważam, że to ma duże znaczenie dla mojej zdolności do realizacji tych celów, które bym chciał osiągnąć. Wstydzę się i czuję „jak kupa”. Natomiast kiedy kilka miesięcy temu miałem z powodu operacji opatrunek na kinolu, który zakrywał kinola, to jakoś tak czułem się znacznie pewniej i „normalniej” widząc w lustrze, że lepiej wyglądam.
      Przy czym oczywiście nie twierdzę, że brak atutów fizycznych to jedyny problem jaki mam.

      Gdybyś spotkał miłość zapewniam Cię,że ona nie zauważyłaby,niech będzie że ohydnego,garbatego nosa. [...]
      Jeśli się kogoś kocha to choćby nie wiem co-niepełnosprawny, brzydki (dajmy na to, rzecz gustu nawiasem mówiąc) ,biedny,niewykształcony,niedostosowany,chory,i dodajcie sobie co tam jeszcze chcecie-miłość jest ślepa właśnie. Liczy się obecność drugiego człowieka,rozmowy bądź niekrępujące oczywiście milczenie,lojalność,zaufanie…Ta więź,która decyduje o tym,że chcemy przebywać z tą drugą osobą pomimo wszystkiego,albo przeciw wszystkiemu.

      Kiedyś myślałem idealistycznie o miłości, ale teraz gdy mam już więcej lat, to wydaje mi się, że ta „miłość” jest znacznie bardziej „wyrachowana”. To nic złego, to naturalne.
      Każdy dla siebie szuka jak najlepszego partnera do reprodukcji. Nawet jeśli o tym nie wie. To biologiczna potrzeba. Ale również rozum tutaj dokonuje selekcji. Przykładowo jeśli dziewczyna wie, że ja byłem w psychiatrykach, to oczywiste jest, że się jej załączą czerwone lampki i nie będzie tak bardzo skłonna ze mną być. To rozum i kalkulacja. To wpływa na to czy się we mnie zakocha, czy nie. Dalej: kobiety szukają silnych samców – tak nakazuje im mechanizm doboru naturalnego. Kobiety mężczyzn oceniają wizualnie, podobnie jak to się dzieje vice-versa.
      Natomiast w tych sprawach partnersko-seksualnych funkcjonuje takie coś jak przywiązanie do danego partnera. To jak wpadnięcie w dołek „miłości”. Objawia się to tym, że partner do którego się „przykleimy” wydaje się piękniejszy niż jest w rzeczywistości. Zapewne jest to biologiczny mechanizm działający w celu utrzymania jednego związku, aby wspólnie wychować potomstwo.

      w wieku 29 lat nadal jestem sama. Mam problemy i to poważne [...] Jestem człowiekiem naprawdę mało przystosowanym do życia w społeczeństwie.To długa historia i nawet nie chce mi się przytaczać choćby pokrótce jej zarysu.

      Jeśli kiedyś będziesz miała ochotę porozmawiać o tym i o innych sprawach na forum, to wiedz, że mnie naprawdę to interesuje. Lubię się rozwijać poprzez poznawanie historii innych ludzi i ich problemów. Sam jestem otwarty i mówię o swoich problemach. Doszedłem do punktu, w którym można powiedzieć że czuję, że prawda mnie wyzwala… Więc jestem szczery i autentyczny. I nie mam złośliwych zamiarów tylko przeciwnie.

      • Placek on said:

        kurcze ty tu piszesz o kalkulacji i rozumie.całe życie byłem sam jak palec od przedszkola.wiele lat spędziłem w zakładach psychiatrycznych.jestem samotny bo ze mną nie ma specjalnie o czym gadać no tylko o chorobach,zastrzykach,amputacjach i o tym jak psychiatryk wygląda od środka.oczywiście ludzie lubią rozmawiac o wakacjach,atrakcyjnych osobach,wspaniałej pracy,nowym samochodzie itp.kilka lat temu stał się „cud” i przypadkowo poznałem straszą panią która porusza się na wózku i która docenia wszystko co dla niej robię ona też dużo mi pomogła.jej wdzięczność jest bezgraniczna i nieoszukana.od „lachonów” trzymam się z daleka bo wiem że znajomośc z kims takim jest dla mnie nierealna chociażby z uwagi na ubóstwo tematu mowy skończywszy na dowiedzeniu się o moich pobytach w psychiatryku.wspaniali „rodzice” robili wszystko żeby zniszczyć moją znajomośc z tą panią,nienawidzą jej bo jest „stara”,”schorowana”.grozili pobiciem jeśli ta pani do mnie zadzwoni,grozili zabraniem miaszkania i renty jeśli wrócę do tej pani.żeby mnie przy sobie „zatrzymać” podsuneli mi jakąś dziewczynę dużo młodszą odemnie zapewniając że to będzie przyszła żona,że jest milutka i kochająca.dobrze wiedziałem jaki to ja „atrakcyjny” ze swoimi chorobami i to co mówili rodzice kompletnie nie trzymało się kupy.ta dziewczyna miała już w życiu mnóstwo adoratorów i sama mogła wybierać kogo chce kogo nie.we mnie sie gotowało kiedy rodzice wciskali mi ten kit.postanowiłem to sprawdzić…dobrać się do niej…jak ucieknie i poskarży się mojemu ojcu „pana syn jest zboczony,nie wchodzę w to” to będzie dobrze i będe mógł wrócić do tej pani.jak na złość okazało się że…kilkakrotnie chciała jeszcze to powtarzać.będąc w domu kazali mi oddawać jej całą swoją rentę + to co zarobiłem pracując w firmie ojca.pracowałem całymi dniami,a ona w tym czasie albo całymi dniami plotkowała z koleżankami,łaziła po sklepach,przebywała z moim rodzeństwem czy rodzicami.mnie miała w dupie i to dosłownie.jak przechodził któryś z moich rodziców to bezczelnie „na pokaz” całowała mnie w policzek.jak ich nie było to trzymała sie na kilometr odemnie.kiedy dawałem jej całą wypłatę wrzeszczała :co tak mało?”,kiedy po pracy chciałem żebyśmy gdzieś pospacerowali ta do mnie z epitetem”pobiegaj se wokół domu”.myślałem że rodzina naprawdę chce mi pomóc ułożyć życie,że będziemy lecieć na wakacje za granicę,albo na narty w góry jako że jest sprawna i zdrowa, a ona miała takiego lenia w dupie że dla niej 2 km od domu to było jak do Warszawy.myślałem że będzie ze mną i w chorobie i w nieszczęściu i w biedzie.a tym czasem wyzywała mnie od żebraków bo mam tylko rentę i jestem biedny.co się okazało.rodzina mnie wyśmiała i potraktowała jak głębokiego niedorozwoja który uwierzy we wszystko i który urodził się wczoraj,chcieli mi spieprzyć całe życie.jak by rodzina zamkneła oczy to ta dziewczyna zaraz by mnie zostawiła bo nie lubi biednych.za bycie ze mną a właściwie za te durna buziaki dostawała krocie od nich.po tej obserwacji wszystko sobie podsumowałem i oznajmiłem im że zrywam z rodziną na zawsze i zamieszkam u tej starczej pani.i…wróciłem do niej już wiele lat nie utrzymuje z nimi żadnego kontaktu,jestem zdany tylko na siebie i póki będe na tyle sprawny żeby samemu chodzić to będę pomagać tej pani.zżera mnie nerwica spowodowana niepewnością bo wiem że nikt mi nie pomoże a ta pani to będzie ostatnia i jedyna osoba znajoma w moim zyciu.jestem zgubiony…

        • Dawid Biel on said:

          Witaj. Ciekawa historia. Zastanawiam się tylko czy prawdziwa, bo zaobserwowałem, że w necie jest sporo osób, które dla zabawy próbują manipulować innymi…

          Jeśli mówisz szczerze, to miło mi Cię widzieć na tej witrynie. Co do Twojej historii, to uważam, że niestety my „rozbitkowie życiowi” niestety często tak mamy „skrzywione” życie. Zupełnie Cię rozumiem, że nie możesz się dogadać z przeciętnymi ludźmi, bo oni mają inne tematy, a tematy takie jak nam są bliskie, czyli psychiatryki i problemy, gwałtownie odstraszają przeciętnego człowieka. Dlatego jestem zwolennikiem budowania społeczności osób z podobnymi problemami, aby w tej społeczności można było znaleźć miłość, przyjaźń, akceptację… Oczywiście oprócz tego dążę do edukowania społeczeństwa w celu przeciwdziałaniu stygmatyzacji rolą pacjenta psychiatrycznego… I tu Twoje świadectwo jest równie ważne.

        • Placek on said:

          Dawid.ty tu piszesz że kobiety które urodziły się atrakcyjne seksualnie szybko stają się samicami alfa z którymi chcą przebywać dziesiątki bezmózgich zaślinionych samców,chcą z takimi rozmawiać,zapraszać gdzieś bez zawołania.to powoduje że kobieta taka nie jest samotna,ma życie w miodowniku i nie musi się martwić o przetrwanie bo ma pod sobą dziesiątki zaślinionych,natestosteronowanych bezmózgów którzy nie dadzą jej zginąć chcąc właśnie z nią się rozmnażać.to dale do myślenia.czyli taka kobieta wcale nie musi być inteligentna,nie musi myśleć ani pracować nad sobą…wogóle pracować żeby godnie przeżyć na tym padole.podczas gdy kobiety nieatrakcyjne, nazywane „pasztetami” czy „szantrapami” muszą żyły sobie wyrywać żeby chociaż raz w życiu zostały zauważone a i taki odsetek jest bardzo rzadki.90% takich nieatrakcyjnych kobiet pozostaje same do końca życia,starzeja się w samotności.czyli żeby jakoś godnie przeżyć,spełnić swoje ambicje jedynie ślizgając się przez życie trzyba SIĘ URODZIĆ atrakcyjnym?reszta t w tym inteligencja schodzi na dalszy plan?jakie to prymitywne…po drugie jak rodzice mogli mi podsunąc taką „samicę alfa” kiedy ja jestem zdiagnozowany,po wieloletnim pobycie za kratami psychiatryka,w dupie byłem gówno widziałem.masakra.po drugie gdyby ktoś do mnie sie dobierał z kim niechcę być to bym styanoł obok i zdetonował atomówkę 1,5km pod ziemią ze złości.nie rozumiem tej dziewczyny.myślałem że ona zareaguje tak jak ja bym zareagował i błyskawicznie zeszła mi z drogi udowadniając obrazowo rodzicom że ja mam rację bo mam rację

  8. SKORUMPOWANY on said:

    bez urazy ale mając możliwość zamiany sie z tobą. Chodzi mi o zamiana twojej pełno sprawności (bo wnioskuje z tekstu ze jestes normalny fizycznie) na wyglad twojej twarzy, to z ręką na sercu doplacił bym ci za taką możliwość. Mnie brat który jest narodowcem zawsze uczył ze wyglad twarzy skinheada im brzydszy tym wiekszy respekt zbudza wśród obcych. Ja z moja chorobą musiałem wszystkie swoje marzenia zdusić. Były to marzenia na miare typowego chłopaka np. opuscic dom rodzinny , zamieszkać w NOWEJ HUCIE, chodzic na mecze CRACOVI, odwiedzac rodzicow raz w tygodniu, miec prace, spedzac wolne chwile z dziewczyną itp. Mi to zostało zabrane, oczywiscie i chyba normalne ze obwiniam Boga. Głównie za to ze żyje. Nie jedena z osób bedaca w podobnej sytuacji zastanawia sie czemu morderca, pedofil czy inna zakała Polskiej ziemi nie cierpi tak jak my…. To mój ostatni komentarz….. Na koniec chciałbym napisac ze sie fajnie z wami pisało, byc moze sie zobaczymy kiedys w tzn.lepszym swiecie (o ile taki istnieje )
    pozdrawiam

    • Dawid Biel on said:

      Lepszy świat według mnie będzie w przyszłości istniał jeśli zmienimy go na lepsze.
      Zapraszam na dłuższe tego typu dyskusje na forum http://opsychiatrii.pl/forum (zamiast tu w komentarzach pod art. o psychotropach). Szczerze chciałbym się o Was więcej dowiedzieć. Dla mnie interakcja z ludźmi przez internet jest sposobem na zaspokojenie tej potrzeby kontaktu i rozwoju…

      Chciałbym się też trochę dowiedzieć czy ja na ludzi działam tak przybijająco, że piszą takie rzeczy, jak końcówka Twojej wypowiedzi. Dziwnie często to się zdarza na tej witrynie. Zastanawiam się, czy to nie jakaś „podpucha”.

      Co do mojego wyglądu to… Myślę, że stwierdzenie, że im brzydszy tym większy wzbudza respekt, może ewentualnie być tylko takim hasełkiem dla danej subkultury. No bo jeśli brzydota idzie w parze z słabością, to czy taki osobnik będzie cieszył się w grupie mężczyzn największym respektem? Myślę, że moja gęba jest emanacją mojej słabości i jakiejś takiej wadliwości. Mnie można porównać do następujących osób:
      - http://www.youtube.com/watch?v=troqHjZR9Po (Zwróć uwagę, że ten mężczyzna jest w komentarzach nazywany _”niedojebem”_
      - http://www.youtube.com/watch?v=jdrV1oVPvX4 (Wiadomo co ludzie sądzą na temat Gracjana. Ja też mam bardzo podobnie wyglądającą ginekomastię)
      - http://www.youtube.com/watch?v=4DdSwMuT4vU
      - http://www.youtube.com/watch?v=fI_TI3vu_xM
      Czy uważasz, że Ci ludzie cieszą się większym respektem?

  9. SKORUMPOWANY on said:

    ale ja niewidze w ich twarzach zadnego mankamentu. a wracajac do wczesniejszego komentarza. Nie wiem coprawda gdzie mieszkasz, ale umnie wyglad nawet dla dziewczyn u chlopaka to drugorzedna sprawa. Tak jak mówie majac twoja sprawnosc fizyczna w zamian za urode. to napewno by moje zycie poprawilo sie o 70% bo mogbym spełnic wszystko co dotad bylo tylko nierealnym marzeniem, a ewentualnym brakiem urody zastapił był działaniami dla kraju, ewentualnie kominiarka na twarzy.

    patczac prosto i opisujac najprosciej jak potrafie. wedlug mnie ty ze swoim mankamentem masz duzo wieksze szansa na normalne zycie typu dom przyjaciele rodzina praca nizeli ja na wózku w dodatku nieumiejacym sie wyluzowac przy osobach na kttorych mi tak naprawde zalerzy.

    nie wiem czy odpisalem ci na pytanie czy poprostu napisaalem w innym temacie.
    ja od niedzieli nie wychodze z domu hu- trafił mój wózek. czuje sie jak kurna pies na metrowym łancuchu. takze sorka za pisownie i odpowiedzi nie na temat.

    teraz popacz sie ziomus ty mozesz byle kiedy wyjsc z haty i isc gdzie chcesz, ja od urodzenia bylem uzalerzniony od tego ile akumulatory wytrzymaja dystansu do pokonania.

    bede teraz odpisywal wieczorami i obiecuje czytac uwaznie wasze wypowiedzi.

  10. nomina on said:

    Znalazłam tę stronę przypadkiem. Podobnie jak Autor jestem przeciwna nadużywaniu psychotropów, które w wielu przypadkach pomagają, bo maskują problemy. Jeśli ktoś ma depresję i stany lękowe, bo go maltretuje partner, podanie leków psychotropowych nie spowoduje, że partner przestanie stosować przemoc. Jak pisała użytkowniczka mojego forum, zajmującego się innym problemem zdrowotnym, na pytanie, czy antydepresanty jej pomagają (mają dodatkowe działanie: blokując przewodnictwo nerwowe, czasem pomagają w neurogennych dysfunkcjach interesującego nas narządu) – „jak nie brałam antydepresantów, to sikałam non stop. Jak biorę, to dalej sikam, ale jest mi już wszystko jedno”.

    Skorumpowany pisze w sposób, który sugeruje (oczywiście, decyzję podejmuje lekarz), że najpierw jest mu potrzebna dopasowana do jego potrzeb rehabilitacja, wsparcie w funkcjonowaniu społeczno-zawodowym (żeby zminimalizować wpływ choroby na funkcjonowanie zawodowe i pełnienie ról społecznych) oraz psychoterapia, a dopiero na dalekim miejscu leki psychotropowe. Sam Dyskutant nadmienia, że poprawa po nich obejmuje jedynie fakt, że jest mu wszystko jedno. Czy jeśli, jako społeczeństwo, stwierdzimy, że jest nam wszystko jedno, czy dzieci są maltretowane, i przestaniemy na to zwracać uwagę – problem maltretowania zniknie? Nie, on tylko zostanie zamaskowany. To jak podanie tabletki p/bólowej przy zapaleniu okostnej. Ból przejdzie. Ale problem pozostanie.

  11. Lady Emaleth on said:

    Psychotropy to leki jak każde inne i jak każdy lek posiadają działania niepożądane. Twierdzisz, że nie leczą one przyczyny – nawet jeżeli (a czy faktycznie tak jest to temat na szerszą dyskusję), to i co z tego? W medycynie stosuje się całą masę leków działających nie przyczynowo, a objawowo. Leki przeciwbólowe nie leczą przyczyny bólu, a leki przeciwgorączkowe nie leczą infekcji. Czasem jednak sytuacja wymaga by zadziałać objawowo. Kiedy pacjent ma 42 stopnie gorączki to podanie mu antybiotyku, który po kilku dniach zwalczy infekcję niewiele mu pomoże, bo do tego czasu jego mózg się „usmaży”. Osoba z depresją (i żeby było jasne mam tu na myśli F32.3 albo przynajmniej F32.2) nie jest w stanie dokonać pozytywnych zmian w swoim życiu, bo po pierwsze nie ma na to energii, a po drugie jej percepcja i procesy myślowe są w znacznym stopniu zaburzone co czyni ją niezdolną do podejmowania racjonalnych decyzji i działań. Aby był sens rozpoczynania psychoterapii pacjent musi być w miarę wyrównanym napędzie i nie powinien być za bardzo psychotyczny. Powiedz mi więc jak masz zamiar to osiągnąć bez podania leków?

  12. placek on said:

    dawid ty tu piszesz o samicy alfa z którą chcą przebywac mężczyzni.chcą rozmawiać zapraszać gdzieś.to tylko banda przydupasów którzy wciskają niepotrzebnie prezenciki typu wylizać ci cipeczkę? kobiecie atrakcyjnej seksualnie która wszystko ma

  13. Kotek on said:

    :D !Dawid się zna na babach jak pies na gwiazdach.Baba to takie stworzenie,że potrafi sobie wcisnąć dosłownie wszystko!Tłusta paskuda ma się za piękność,piękna z figurą goddesy kryje się za okularami z jak najgrubszymi oprawkami,mając się też za koślawą.Tępa beztalencizna(ale PO STUDIACH!!!)ma się za cud geniusza,gdy dziewczyna faktycznie bystra i inteligentna ma się za głupią,tylko dlatego bo nie jest PO STUDIACH.Nawet skóra naciągnięta na szkielet widzi w lustrze wieloryba,itd.,itp.Najgorsze gdy facet jest aż tak durny że też daje sobie te babskie duperele wcisnąć w łeb…

    …z reguły nie słuchajcie bab,bo to sama trucizna.Co najwyżej,udawajcie że słuchacie.

  14. narkoman on said:

    Kotek widać potrzebuje podania jakiejś chemicznej substancji,która nie koniecznie będzie narkotykiem. Ludzie,którzy chorują i potrzebują leków wiedzą,że bez ich brania będzie bardzo źle i że leki, które biorą choć działają bezpośrednio na mózg to nie są narkotyki. My na nich stajemy się „normalni” a nie pod wpływem jak to jest po dragach.Ale jak czytamy w artykule niektórzy mają inne zdanie. Widocznie są zdrowi.

    • Kotek zbanowany on said:

      „Ciekawy”nick.Hmm…Ja już tu pisałem że nie jestem za tym by ani kogoś namawiać do rozpoczęcia brania psychotropów(tak na marginesie,środków również psycho-aktywnych),ani za ich zaprzestania,bo można tak samo tu jeszcze bardziej zaszkodzić,jak w drugim przypadku,na co dowodem było choćby nakręcenie przez Biela takiego naszego pseudo-kumpla,szpiega dla Evotu,po czym była z nim makabra.Więc daj ludziom prawo do wielokrotnie sprawdzonej świadomości z czym jest im lepiej.Czy na psychotropach,czy np. na zdrowej diecie.

      Poza tym,czemu nie masz żalu za kompletny brak niacyny nawet na receptę,panaceum na wszystko od depresji,aż po nerwice i schizofrenie?Witaminy o wiele bardziej niebezpieczne,choćby A,są nadal dostępne bez recepty(i to nawet w połączeniu z innymi o wiele bardziej niebezpiecznymi witaminami,jak E),ale niacyny za ni cholerę nie dostaniesz.Taka zatem cudowna jest ta Twoja handlarnia dragów,psychiatria,i jej mafia,big pharma?

      Jeżeli zaś piejesz co do mojego zdania o babach,no cóż…ja też kiedyś byłem dzieckiem.

  15. Dolores on said:

    Witam!
    Mam schizofrenię F5 i biorę leki przeciwspychotyczne. Gęba mi się rozszerzyła jak zobaczyłam ten podział na leki i skutki ich brania. No tego właśnie szukałam! To mi jest! Czuję się od roku po psychozie (to był mój drugi epizod), jakbym była w pułapce, w klatce własnego umysłu. Funkcjonuję wystarczająco, żeby sobie jakoś poradzić (powiedziałabym – tak na granicy), z zewnatrz wydaję się normalna, tyle że bardzo mało mówię. A z natury nie byłam małomówna wcale! Po prostu teraz się czuję jakby coś nie stykało w głowie, jakby moje neurony były jakieś leniwe i przepuszczały, powiedzmy, co dziesiątą myśl na światło dzienne. No dla mnie to jest katastrofa i beznadzieja, czuję się, jakbym nie była stuprocentową SOBĄ
    i jest to bardzo niekomfortowe uczucie. Czuję się tak cały czas, miałam tyko 1 przebłysk przez cały rok, nawet nie był to dzień, ale wieczór, jedna rozmowa z koleżanką – umysł był jasny i taki jak trzeba. Nie wiem skąd mi się to wtedy wzięło, bo nie zaistniały żadne szczególne warunki. A tak to jestem jak ja to mówieę- „za ścianą”. Dzień w dzień. Takie moje to życie niepełne. Jakbym lizała lizak przez szybę. Widzę go, wiem, że tam jest, ALE NIE MOGĘ SIĘ DO NIEGO DOKOPAĆ. Coś mi ktoś odpisze? Bo tak chyba odeszłam od tematu.
    Pozdrawiam forumowiczów. Fajnie się czyta, naprawdę. Historie jak moja własna…

    • Dawid Biel on said:

      Witaj.

      Mam schizofrenię F5 i biorę leki przeciwspychotyczne.

      Diagnoza „schizofrenia” jest tylko w pełni subiektywnie przyczepianą etykietką, a na istnienie tego czegoś w formie choroby mózgu nie ma dowodów, zatem nie uważaj się za osobę, która „ma schizofrenię”, gdyż masz tylko wystawioną taką diagnozę przez akurat tego psychiatrę, który tak sobie może wymyślił, że „A co tam, niech ma schizofrenię, łatwiej będzie może o rentę”. Diagnoza ta w praktyce bywa takim worem na ludzi z przeróżnymi problemami – od konfliktów rodzinnych, rozbitków życiowych, ludzi samotnych, aż po osoby z deficytami umysłowymi.

      Nie znam Twojej historii, nie znam Ciebie, ale podejrzewam, że w życiu mogłaś mieć jakiegoś typu problemy, które zaprowadziły Cię akurat do psychiatry jakimś trafem.

      Po drugie to „F05″ w ICD-10 (International Statistical Classification of Diseases and Related Health Problems) nie jest diagnozą „schizofrenia”, tylko „majaczenie” należące do grupy zaburzeń organicznych. ICD-10 jest oficjalną klasyfikacją WHO.
      Zobacz tą klasyfikację: http://srk.csioz.gov.pl/php/index.php?_mod=hcdmod&_op=listall&id=70

      • Dolores on said:

        Mam pełną świadomość tego co napisałeś; wspomniałam że mam schizofrenię, żeby, powiedzmy, jakoś przybliżyć odwiedzającym forum, co mi ogólnie jest. No co do problemów życiowych to oczywiście, były! Mnie jednak bardziej chodzi o to, co wynika z tego fragmentu:
        (…) teraz się czuję jakby coś nie stykało w głowie, jakby moje neurony były jakieś leniwe i przepuszczały, powiedzmy, co dziesiątą myśl na światło dzienne. No dla mnie to jest katastrofa i beznadzieja, czuję się, jakbym nie była stuprocentową SOBĄ
        i jest to bardzo niekomfortowe uczucie. Czuję się tak cały czas – szukam sposobu na wyjście z tego stanu, podejrzewam że być może jedynym sposobem jest odstawienie leków.

  16. havoc on said:

    Selekcja naturalna moi drodzy. Przetrwa tylko najlepszy i bez wad ;)

  17. moim zdaniem osoby które piszą o psychotropach w sposób negatywny , znaczy że lepiej ich nie brać to pewnie są to osoby zdrowe które tak naprawdę nie potrzebują takich leków.Osoby chore które są chore psychicznie psychotrop dla nich to jak zbawienie i wstęp do normalnego funkcjonowania ,nie mówię że lepiej było by żyć bez nich ale jeśli choroba postępuję i jest, to nie można pozwolić sobie na zaniechanie i odrzucenie , bo one tak naprawdę dają nadzieje na powrót do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie.

  18. Kurczę, kto Ty jesteś? Z nieba mi spadłeś.
    Witam Ciebie. Fajna stronka. Będę pisać. Jestem tu wpasowana rękami i nogami.
    Pozdrawiam
    Maja

  19. chory on said:

    odnajdz w życiu swoje szczęście i kochaj to ! nie ważne kto i jak Ci to utrudnia to jest tylko twoje tak jak każdy ma coś czym się „jara” wiec szukaj a znajdziesz :) i pierdol to co będzie jutro … żyj chwilą i rób wszystko co musisz robić nie dla kogoś tylko dla siebie a całe życie psychotropów nie będziesz jadł bo wątroba nie wydoli . Sam szukam sposobu na tą chorobę i jeżeli ty sam nie bd w stanie tego ogarnąć to nie ma takiego leku który by Ci pomógł bo to jest twoja choroba psychiczna a nie ból fizyczny , wiem że nie możesz myśleć o czymś pozytywnym .. ale o czym bd myśleć ? o tym co jest chujowe czy to dobre rozwiązanie ? pomyśl sam jak masz coś w głowie szukaj szcześćia a je znajdziesz bo gdzieś jest i czeka tak jak wszystko i wierze w to ! bo kolorowo jest tylko nie zakładał okularó które ich nie widzą .. skoro napisałem to więc powiedział bym coś też na inny temat . co nie ? tego nikt nie wie … ale pamiętaj że jak coś robisz to dla siebie bo inni i tak tego nie docenią a psychotropy ? czytam to bo sam szukam leku na to gówno ale to nie jest klucz . Klucz leży w tobie tylko trzeba przekręcił zamek a sam sie otworzy . pozdro

  20. łodzianin on said:

    Nie zgodze się zupełnie z tym artykułem. Trzeba rozróżnić 2 rzeczy: leczenie oraz używanie psychotropów(głównie benzodiazepin) w celach rekreacyjnych. Opisze swój przypadek – bardzo silne zaburzenia lękowo-depresyjne. Doprowadziłem się do takiego stanu, że byłem caly czas napięty, masa negatywnych myśli w głowie, płacz, urojenia depresyjne(np. byłem w stanie na ulicy klęknąć i się zacząć modlić) oraz najgorsze – bardzo silne pobudzenie psycho-ruchowe. Dosłownie nosiło mną, biegałem, spałem po 1-2 godziny przez 2 tygodnie, nie jadłem w ogole. Byłem na skraju wyczerpania. Dostałem silne leki uspakajające doraźnie i leki przeciwdepresyjno-lękowe oraz neuroleptyki. Po 2 miesiącach doprowadzili mnie do porząku. W szpitalu miałem też rozmowy z psychologiem. Potem wyszedłem i 2 lata po tym wszystkim czuję się 1000% lepiej niż wtedy. Wybacz ale psychotropy czasami ratują życie. Są takie sytuacje kiedy człowiek jest w tak silnym lęku albo stresie, że zagraża to jego życiu i wtedy trzeba mu przez jakiś czas podawać leki np. silnie uspokajające.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Powiadom mnie o odpowiedziach. Możesz też być powiadamiany bez konieczności komentowania.