Polecam artykuł „Psycholog na kozetce”

Polecany artykułW numerze 10/2012 tygodnika „Wprost” ukazał się bardzo ciekawy artykuł „Psycholog na kozetce” (http://www.wprost.pl/ar/308992/Psycholog-na-kozetce/?I=1516) poruszający zjawisko pseudonaukowości wielu działań psychologów, a w tym opinii psychologicznych sporządzanych na potrzeby wymiaru sprawiedliwości. Fragment artykułu:

Sądy, niestety, zazwyczaj przyjmują wymysły psychologów bez mrugnięcia okiem. Tak jak nie weryfikują umiejętności tych, których wcześniej powołały na biegłych – mówi, nie kryjąc irytacji, dr Gujska. – W efekcie dziesiątki niewinnych ludzi skazuje się co roku na więzienie i utratę więzi z najbliższymi.

Jak twierdzi Barbara Gujska, nie chodzi o jednostkowe przypadki. Polski wymiar sprawiedliwości bardzo często bezkrytycznie opiera się przy wydawaniu wyroków na źle przygotowanych i niekompletnych opiniach psychologów. I nie zważa przy tym na metody, którymi się podpierają. A te metody, delikatnie rzecz ujmując, są dyskusyjne.

Ostatnio poruszałem ten problem w moim artykule „Wymiar sprawiedliwości zbyt bardzo opiera się na subiektywnych opiniach psychiatrów i psychologów”, zilustrowany następującą grafiką:

O winę zapytajmy psychologa i psychiatry

Jednak artykuł w tygodniu Wprost porusza więcej przykładów na pseudonaukowe praktyki psychologów. Przypomniana jest m. in. osoba Tomasza Witkowskiego, który kilka lat temu obnażył jak łatwo jest wcisnąć ciemnotę do publikacji w miesięczniku „Charaktery”.

Witkowski mówi:

[...] nie mogę przejść do porządku dziennego nad tym, że w Polsce mamy do czynienia z propagowaniem… czarów. [...] To tym bardziej przerażające, że nie zważając na racjonalne przesłanki, ignorując poważne badania, promuje się je w ośrodkach naukowych, za publiczne pieniądze.

Serdecznie polecam cały artykuł w witrynie: http://www.wprost.pl/ar/308992/Psycholog-na-kozetce/?I=1516

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Polecam artykuł „Psycholog na kozetce”' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Polecam artykuł „Psycholog na kozetce”' on Print Friendly

Opublikowano Polecane | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Artykuł „Depresanci” z tygodnika „Polityka” oraz audycja radiowa na ten temat

Przedruk i audycjaNa początku marca w tygodniku „Polityka” (w numerze 10/2012) ukazał się artykuł Juliusza Ćwielucha pt. „Depresanci”. Za zgodą czasopisma publikuję dla Was ten artykuł:

Depresanci

Coraz więcej młodych, przebojowych sięga po antydepresanty. Jedni, bo przygniótł ich sukces. Drudzy, żeby osiągnąć jeszcze większy. Nie boją się ich brać, traktują niczym suplement diety. Boją się odstawić.

W dzieciństwie Krzysiek dużo chorował. Matka pracowała na poczcie. Ojca nie zapamiętał. Gdy chorował, matka kładła go do łóżka, włączała telewizor i szła do pracy. Ciągle w niej była, a i tak na wszystko brakowało. Krzysiek obiecał sobie, że on tak nie będzie żył.

Nie pamięta, czy najpierw był film dla drugiej zmiany, czy telewizja edukacyjna, ale zapamiętał program edukacyjny z fizyki. Do hermetycznego naczynia pompowano gaz z dużo większego pojemnika. W wyniku sprężania udało się przetoczyć całą zawartość. W drugim eksperymencie do tego samego naczynia próbowano przepompować wodę z większego pojemnika. Wybuchło.

Przez wiele lat, kiedy dostawał od życia w kość, powtarzał sobie: pamiętaj, jesteś gazem, a nie wodą. Są duże ciśnienia, ale wytrzymasz. Skończył prawo. Wysłał matkę na wycieczkę do Watykanu, z audiencją u papieża. Co pół roku kupował parę skórzanych butów. Ma 9 par czarnych i 6 brązowych.

W zeszłym roku on, który potrafił spędzić w biurze po trzy niedziele w miesiącu, zaczął mieć kłopoty ze zmobilizowaniem się do pracy w normalny dzień. To, co robił wcześniej w kilka godzin, teraz zajmowało mu trzy dni. Nie odpuszczał. Z pracy wychodził coraz później. W domu miał z tego powodu piekło. Zaczął się zastanawiać nad rozwodem. Żeby dłużej siedzieć w pracy.

Sprawiał wrażenie, że sobie świetnie radzi. Kancelaria dała mu trudniejszą działkę. Szef gratulował, koledzy zazdrościli, a jego paraliżował strach: to, na co pracował przez 10 lat, zawisło właśnie na włosku. Pojawiły się bóle w klatce piersiowej. Pojechał do szpitala z podejrzeniem zawału. EKG nic nie wykazało. Lekarz nie ukrywał irytacji, że zawracał mu głowę o pierwszej w nocy. Krzysiek nie rozumiał, o co chodzi. Do szpitala pojechał prosto z pracy.

Bóle się powtarzały. A przecież miał dopiero 35 lat. Seria badań. Diagnoza: zdrowy, problem tkwi w głowie, która jest ciągle w pracy. Stres, stawianie sobie wyzwań, które człowieka przerastają. Krzysiek wstał i wyszedł. Przecież on jest gazem, a nie wodą. U drugiego lekarza usłyszał to samo. Znów wyszedł. Zawalił dużą sprawę. Wrócił do lekarza. Poprosił o antydepresanty. Lekarz pierwszego kontaktu wypisał mu kilka opakowań. Następne recepty kazał wziąć od psychiatry. Nigdy się u niego nie pojawił, bo i po co, skoro problem zniknął? To znaczy ten z pracą rozwiązał się definitywnie; w domu układa się coraz gorzej.

Pigułka szczęścia

Wielka kariera leków przeciwdepresyjnych zaczęła się w latach 90. – Na rynku pojawiły się nowe preparaty. Bezpieczniejsze, lepiej tolerowane przez organizm i przeznaczone dla szerszego spektrum odbiorców. Już nie tylko dla osób z kliniczną depresją, ale również dla tych z łagodniejszą subkliniczną, charakteryzującą się obniżonym nastrojem, poczuciem przemęczenia i zniechęcenia – mówi psychiatra prof. Łukasz Święcicki, specjalizujący się w leczeniu depresji. Branża farmaceutyczna zaczęła mówić o pigułce szczęścia. Z pewnością szczęście przyniosła ona koncernom.

W 2004 r. polski rynek leków antydepresyjnych wart był 201,8 mln zł (bez marży aptek), sześć lat później – 271,2 mln zł. W tym czasie podwoiła się również liczba preparatów do leczenia depresji. – Z punktu widzenia koncernów farmaceutycznych to jest żyła złota, bo są to leki drogie, a zapotrzebowanie na nie ciągle wzrasta – mówi prof. Święcicki.

Zresztą koncerny farmaceutyczne same wiele robią, żeby podnieść dostępność preparatów. Od lat prowadzona jest szeroko zakrojona kampania, żeby leki przeciwdepresyjne wypisywali pacjentom nie tylko psychiatrzy. Efekty są niezłe. W 2011 r. 39 proc. recept na te środki wypisali lekarze o innej specjalizacji niż psychiatria. Coraz więcej pacjentów dostaje je w gabinecie lekarza pierwszego kontaktu. Prof. Święcicki wspomina, że sam uczestniczył w kampaniach oswajających lekarzy medycyny rodzinnej z tego typu lekami: – Dostępność psychiatrów w Polsce jest bardzo mała. Szacuje się, że powinno nas być dwa razy więcej. Ale łatwość, z jaką czasem wypisuje się te środki, bywa zbyt duża.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), depresja jest na czwartym miejscu wśród najpoważniejszych problemów zdrowotnych współczesnej ludzkości. W 2020 r. będzie ona drugim, po chorobie niedokrwiennej serca, schorzeniem najbardziej obciążającym społeczeństwo. Również w sensie ekonomicznym.

Nie być jak John Rambo

Popisowym numerem Oli było robienie na imprezach Rambo. Naśladując głos pułkownika Trautmana (były dowódca filmowego Johna Rambo) pytała: Rambo, jak będziesz teraz żył? Po czym gardłowym głosem Sylvestra Stallone’a odpowiadała: Z dnia na dzień. Za każdym razem była z tego beczka śmiechu. Do czasu, aż Ola zorientowała się, że żyje jak John Rambo.

– Niby wszystko było w porządku, ale życie nie dawało mi radości. Każda czynność to był wyczyn. Nawet jak coś mi się udało, to mnie nie cieszyło – wspomina. Z dnia na dzień żyła przez jakieś dwa lata. Potem urodziła się Pola. Pola miała tatusia. Ale tatuś miał jeszcze inne dzieci. I żonę, do której nagle postanowił wrócić. Wcześniej jeszcze tatuś namawiał Olę, żeby usunęła ciążę. To chyba wtedy świat zaczął jej się walić na głowę.

Poród był ciężki. Pola często chorowała. Ola zamieszkała z matką. Szybko stwierdziła, że w ten sposób ma pod opieką dwoje dzieci. W pracy też łatwo nie było. Firma jest duża i giełdowa. A zarząd już dwa razy wykazał się dużą łatwością w redukcji zatrudnienia, co podobno zwiększa zaufanie akcjonariuszy do firmy. W pracy ciągle zastanawiała się, czy z Polą wszystko jest w porządku. W domu – co zrobić następnego dnia w pracy. Z jednej strony, wizja utraty pracy, a w konsekwencji mieszkania, napędzała ją do pracy. Z drugiej, miała potworne wyrzuty sumienia, że przez pracę zaniedbuje dziecko.

– Ciągle chciało mi się spać. Chodziłam jak robot. Ale tłumaczyłam sobie, że to dla Poli. Tak próbowałam się motywować – opowiada. Jednocześnie łapała się na tym, że coraz częściej krzyczy na córkę. Szlag ją trafiał, kiedy po ciężkim dniu w domu trafiała w sam środek awantury z babcią o jakąś drobnostkę. W maju zeszłego roku Pola wstała za późno i lewą nogą. Zamiast pomóc się ubierać, żeby nie spóźnić się do przedszkola, zaczęło się marudzenie. Ola próbowała obudzić się kawą. Dwie łyżeczki, wrzątek, trochę miejsca na mleko, dwie łyżeczki cukru. Zamieszała. Po czym rzuciła w Polę cukierniczką. Chybiła o parę centymetrów. Trudno powiedzieć, która z nich była bardziej przerażona. Tydzień później Ola była już po pierwszej wizycie u psychiatry. Dostała antydepresanty i spokojnie czekała, aż zaczną działać. Brała je pół roku. Kusiło ją, żeby pociągnąć dłużej, bo dawały niezłego kopa. Miała poczucie, że może przenosić góry. W pracy od miesięcy nie szło jej tak dobrze. W parku przez pięć godzin zachwycona patrzyła, jak mała jeździ na rowerku.

Różowe okulary

O takich jak Ola psychiatra prof. Jacek Wciórka mówi: ludzie pod napięciem. – Stres, który jest stanem napięcia, utrzymuje nas przy życiu, jest jego motorem rozwojowym – tłumaczy. – Problemy zaczynają się, kiedy przechodzi on w lęk. Lęk to taki poziom stresu, z którym człowiek sobie nie radzi. Ma wrażenie, że dotarł do ściany i zaraz się o nią rozbije.

To, co cieszy ekonomistów, w stan alarmowy wprowadza psychiatrów. Z badań wynika, że Polacy należą do najbardziej zapracowanych narodów w Europie – spędzają w pracy najwięcej czasu. Prof. Janusz Heitzman, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, ma przewrotną teorię, że wielki sukces ekonomiczny Polski ostatnich lat to również duża zasługa antydepresantów. – Wielu ludzi pracuje ponad siły, pod ogromną presją psychiczną. Trudno się dziwić, że szukają pomocy w lekach. Na porządku dziennym jest obarczanie pracowników zadaniami niewykonalnymi w czasie, który na to mają. – Ja to nazywam syndromem piątku. Pod koniec tygodnia przychodzi szef i daje długą listę zleceń, które da się zrobić pod warunkiem, że będzie się pracowało również w weekend – tłumaczy prof. Heitzman. To musi rodzić frustrację. Kiedy staje się stałą praktyką, prowadzi do głębszych zaburzeń. Tym bardziej w okresie kryzysu, gdy nad człowiekiem wisi widmo bezrobocia. Tę presję najsilniej dziś odczuwają młodzi pomiędzy 25 a 35 rokiem życia i osoby po 55 roku życia, co się odbija w statystyce wystawianych recept. – Trudno się dziwić, że dopada ich depresja czy zwykły smutek – dodaje prof. Heitzman. Jego zdaniem, żyjąc pod taką presją nie da się optymistycznie patrzeć w przyszłość ani czerpać radości z tego, co nas spotyka. Stąd coraz większa łatwość w sięganiu po leki poprawiające nastrój.

Projekt sukces

Edyta jest osobą publiczną. Często gości w programach informacyjnych. Tyle pozwala o sobie powiedzieć. Ma ciepły i spokojny głos. Dobrze się jej słucha. O swoim pękniętym życiu też opowiada aksamitnym głosem.

Edyta dużo zainwestowała w życiowy sukces. W Warszawie robiła karierę. Życie prywatne miała 300 km dalej. W pracy zostawała dłużej, bo przecież i tak wracała do pustego mieszkania. W weekend próbowała nadrobić stracony czas z mężem i przyjaciółmi. – Moim modelem była kobieta idealna. Całkowite przeciwieństwo mojej matki, którą psychicznie i fizycznie wyniszczała schizofrenia. Ja zawsze musiałam mieć świetny makijaż, zrobione paznokcie i wysprzątane w domu – mówi. W pracy też była prymuską. Lojalna, oddana, kreatywna. Trzeba zostać po godzinach. Nie ma sprawy. Inni pracownicy nie mieli przy niej szans. Oni pracowali dla pieniędzy. Ona – dla psychicznej satysfakcji. Budowała swoje poczucie wartości. Po pierwszym rozwodzie zorientowała się, że w związki z mężczyznami nie jest w stanie zainwestować tyle samo, ile w pracę.

Jej życie układało się jak slalom gigant: zaczynała jako sprzedawczyni w sklepie, skończyła na salonach. Psychiatra uznała, że przy tempie i stylu, w którym chciała pokonać życiową trasę, wypadek był tylko kwestią czasu. – Większość ludzi dąży do czegoś, żeby móc smakować owoce swojego sukcesu. Ja tego nie umiałam. Działałam od projektu do projektu. Kiedy załamał się projekt dziecko (dwie próby zajścia w ciążę w wyniku sztucznego zapłodnienia nie powiodły się), postanowiła się poświęcić projektowi rodzina. Rzuciła świetną pracę w Warszawie i wróciła do rodzinnego miasta. Wraz ze zmianą pracy zmieniła również poziom przełożonych. – Mali ludzie, którzy śmiertelnie się obrażali, bo posadzono ich w drugim rzędzie. Albo wymiotowali w gabinecie, bo się struli wódką na oficjalnym spotkaniu – opowiada. W nowej pracy pozycję zawdzięczało się koneksjom. Zorientowała się, jak mało łączy ją z mężem. Wszystkie projekty zawiodły. Edyta nie zderzyła się ze ścianą. Ściana się na nią zawaliła.

Antydepresanty, które przestała brać kilka dni temu, pomogły jej – jak powiada – przejść przez Morze Czerwone. Przeprowadziła się znów do Warszawy. Planuje rozwód. Znów ciepłym i miłym głosem przemawia do telewidzów. Nie chce tylko powiedzieć, jaki ma następny projekt.

I Darwin by nie wytrzymał

Zdaniem prof. Jacka Wciórki, współczesny człowiek znajduje się w trudniejszej sytuacji niż wcześniejsze pokolenia: – Obserwuję rodzaj darwinizmu społecznego. Ludzie podlegają ciągłej rywalizacji i ocenie. Nawet w najprostszych sytuacjach, jak wejście do autobusu, pojawia się element rywalizacji. Nikt nie chce odpuścić. Współczesny człowiek sukcesu to ten, który wybił się, doszedł do czegoś. Choćby tego, że jako pierwszy wszedł do autobusu. W efekcie ludzie muszą się ciągle mobilizować. – Wielu moich pacjentów ma wrażenie, że są jak chomiki, które biegną w kręcącym się kołowrotku. Ale sami się wpakowali do tego kołowrotka i zapomnieli, że można z niego po prostu zejść – mówi Katarzyna Klimko-Damska, psychoterapeutka. Ich motorem napędzającym są dwie potrzeby: sukcesu i prestiżu. – Wiele osób nie umie sobie stawiać granic. Coraz więcej młodych zaharowanych przychodzi do mnie, bo nie wychodzi im w łóżku. A jak ma wychodzić, skoro żyją w takiej gonitwie?

Życie w stresie to nie jest wynalazek ostatnich lat. Wynalazkiem ostatnich lat jest sposób radzenia sobie z tym stresem. A raczej uciekania przed nim w leki. Jakie będzie miało to konsekwencje w przyszłości, właściwie nie wiadomo. Nowoczesne leki przeciw depresji stosowane są od kilkunastu lat. Producenci zachwalają, że w odróżnieniu od poprzedników, nie uzależniają. Jednak sporo osób przedłuża czas ich zażywania. Boją się odstawić, bo problemy wracają. Lekarze uspokajają, że z medycznego punktu widzenia nie grozi to niczym złym. Skutki uboczne są znikome. Tylko czy ktoś badał kwestię psychicznego uzależnienia? No bo jak radzić sobie bez tej tarczy? – Kiedyś złe napięcie można było łatwiej rozładowywać dzięki naturalnym kanałom pomocy: przyjaciele, rodzina czy choćby powiernik duchowy. No i był jeszcze alkohol, stosowany jako uspokajacz lęków – mówi prof. Wciórka. W świecie ludzi sukcesu alkohol odpada, bo obniża wydajność. Odsłania słabe strony. Leki przeciw depresji to co innego. Higieniczne i skuteczne. Tak długo, jak się je bierze.

Rok nie wyrok

Janek antydepresanty bierze od ponad 11 miesięcy. Zaczęło się niewinnie. Miały pomóc przejść przez gorszy okres. Receptę dostał od lekarza pierwszego kontaktu. Rzeczywiście pomogło. Lepiej spał, lepiej pracował, lepiej się czuł. Po pół roku lekarz zasugerował schodzenie z dawki. Janek gorzej pracował, gorzej się czuł. Lekarz uznał, że jeszcze nie czas. Po trzech miesiącach ta sama historia. Janek uznał, że jeszcze nie czas. Niedawno znów próbował przejść na mniejszą dawkę, ale słabo sobie z tym radził. Lekarz zasugerował wzmocnienie terapią. Janek będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ma zamiar wrócić do świata na żywca. Obecnie odpowiedź brzmi: nie.

Imiona bohaterów zostały zmienione. Dane liczbowe udostępniła firma IMS Poland.

Niebawem po ukazaniu się tego artykułu rozmawiano na jego temat w radiu Tok FM w audycji „Nisza”.
Gość – psychiatra-psychoterapeuta Sławomir Murawiec z warszawskiego IPiN, przyznał, że obecny wzrost użycia antydepresantów na świecie i w Polsce wynika z tego, że ludzie próbują własne problemy osobiste przezwyciężać przez łykanie tabletek antydepresyjnych:

„Ludzie zwykle mówią: czuję się źle, dajcie mi proszek, żeby jutro było tak jak dawniej”

Audycji tej można wysłuchać tutaj:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

„Leki czy psychoterapia – jak leczyć zaburzenia psychiczne?” – Audycja „Nisza” w radiu Tok FM (kliknij ten link, jeśli nie widzisz powyższego odtwarzacza).

Można też przeczytać artykuł w witrynie radia Tok FM omawiający to, co było powiedziane w audycji: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,11301197,_Najlatwiej_lyknac_pigulke____coraz_wiecej_mlodych.html

Natomiast wracając jeszcze do tygodnika „Polityka”, to chciałbym polecić jeszcze jeden – starszy artykuł z tego czasopisma. Choć artykuł ma ponad 10 lat, to nadal jest aktualny i ważny w sytuacji, w której do dnia dzisiejszego nastąpił tak duży wzrost konsumpcji środków psychotropowych. Artykuł ten nosi nazwę „Pigułka na trudne dziecko” i znajdziecie go pod tym linkiem – w internetowym archiwum tygodnika „Polityka”: http://archiwum.polityka.pl/art/pigulka-na-trudne-dziecko,364313.html

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Artykuł „Depresanci” z tygodnika „Polityka” oraz audycja radiowa na ten temat' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Artykuł „Depresanci” z tygodnika „Polityka” oraz audycja radiowa na ten temat' on Print Friendly

Opublikowano Polecane | Otagowano , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Wymiar sprawiedliwości zbyt bardzo opiera się na subiektywnych opiniach psychiatrów i psychologów

W ostatnim czasie, w związku z głośną sprawą śmierci małej Madzi z Sosnowca i zarzutów postawionych jej matce Katarzynie W., pojawiły się głosy krytyki wobec sosnowieckiej prokuratury, że w styczniu, zaraz po wysłuchaniu zeznania Katarzyny W., uznano to zeznanie za w pełni wiarygodne, bo taka była opinia psychologa.
Ryszard Kalisz skomentował to słowami:

Krótko mówiąc 22-letnia dziewczyna wyprowadziła w pole i psychologa i prokuratora

Naszła mnie refleksja: Czy jako społeczeństwo zdajemy sobie sprawę, że zarówno psycholog, jaki i psychiatra nie są nadludźmi zdolnymi do odróżnienia czy ktoś mówi prawdę czy kłamie? Ich opinie są tylko mglistymi domysłami. To mniej więcej tak, jakby Tobie drogi czytelniku zlecić postawienie opinii czy ktoś mówi prawdę, czy nie i musiałbyś to stwierdzić jedynie po zachowaniu osoby. Psycholog tak zarabia na życie, więc gra swoją rolę i wystawia te opinie, mimo, że pewnie zdaje sobie sprawę, że w dużym stopniu strzela… Mitem jest, że można wystarczająco rzetelnie dokonać takiej oceny. Nawet wariograf można oszukać lub może się pomylić, a co dopiero wnioskować na podstawie słów i zachowania…

O winę zapytajmy psychologa i psychiatry

Tym razem taka subiektywna opinia psychologa nie wywołała żadnego tragicznego skutku, bo jedyne co się stało, to uruchomiono akcję poszukiwawczą małej Madzi. Ale proszę sobie wyobrazić inne sytuacje, w których subiektywna opinia psychologa może niewinnej osobie złamać życie -np. niewinna osoba może iść do aresztu z zarzutem pedofilii, albo osoba naprawdę będąca ofiarą przemocy może zostać spławiona, bo opinia psychologa będzie wątpić w wiarygodność zeznań

Wszystko to przez fakt, że wymiar sprawiedliwości zbyt bardzo opieraj swoje działania na takich opiniach psychologów i psychiatrów. Prokuratury i sądy chcą po prostu mieć „papier” od biegłego/psychologa/psychiatry i na podstawie takiej opinii podejmują decyzję. W ten sposób ewentualną odpowiedzialność przerzucają na biegłych/psychologów/psychiatrów, nie rozważając na ile taka opinia jest wiarygodna. Z kolei psycholog/psychiatra nie ponosi odpowiedzialności za skutki jego opinii, ponieważ zawsze może wyjaśnić, że przecież jego opinia jest tylko subiektywną oceną.
Skutek? Nie ma odpowiedzialnych za decyzje na podstawie których możesz niesłusznie zostać zamknięty do aresztu albo „na obserwację” do psychiatryka albo możesz zostać olany przez prokuraturę wtedy, gdy jest ona naprawdę potrzebna…

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Wymiar sprawiedliwości zbyt bardzo opiera się na subiektywnych opiniach psychiatrów i psychologów' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Wymiar sprawiedliwości zbyt bardzo opiera się na subiektywnych opiniach psychiatrów i psychologów' on Print Friendly

Opublikowano Obserwacje | Otagowano , , | Skomentuj

Ile warte są opinie biegłych psychiatrów: na przykładzie Mariusza M. oskarżonego o zamordowanie żony i dzieci

Mariusz M. oskarżony o zamordowanie żony i dwójki dzieci

Dotychczas Mariusza M. opiniowały już dwa zespoły psychiatrów i wydały sprzeczne opinie. A to od ich decyzji zależy, czy oskarżony zostanie zwolniony z odpowiedzialności karnej ze względu na „niemożność pokierowania swoim postępowaniem podczas popełniania czynu”, czyli ze względu na niepoczytalność. Ostatnio trzeci zespół psychiatrów wydał kolejną opinię, która z kolei przeczy dwóm pozostałym opiniom. Taka oto jest „rzetelność” subiektywnych opinii psychiatrycznych. Tymczasem za całą tą „imprezę” płaci podatnik nie będąc często świadomym, że dawanie władzy w ręce psychiatrów to pozwalanie na to, aby subiektywna ocena „normalności” czyichś czynów umożliwiała uniknięcie odpowiedzialności karnej.

Artykuł: http://policyjni.gazeta.pl/Policyjni/1,91152,11401631,Zabil_zone_i_dzieci__Czy_biegli_psychiatrzy_sie_mylili_.html

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Ile warte są opinie biegłych psychiatrów: na przykładzie Mariusza M. oskarżonego o zamordowanie żony i dzieci' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Ile warte są opinie biegłych psychiatrów: na przykładzie Mariusza M. oskarżonego o zamordowanie żony i dzieci' on Print Friendly

Opublikowano Newsy | Otagowano , , | Skomentuj

Polecam artykuł „Kilka uwag o państwie terapeutycznym”

przedrukPolecam artykuł „Kilka uwag o państwie terapeutycznym”, który został niedawno opublikowany na NowaDebata.pl.

Tutaj łącze: http://nowadebata.pl/2012/03/18/kilka-uwag-o-panstwie-terapeutycznym/

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Polecam artykuł „Kilka uwag o państwie terapeutycznym”' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Polecam artykuł „Kilka uwag o państwie terapeutycznym”' on Print Friendly

Opublikowano Polecane | Otagowano , , , | Skomentuj

Utopiła 3-letnią córkę. Psychiatrzy stwierdzili, że niepoczytalna, bo miała depresję.

Sopockie molo - Fot. Wikipedia

Sopockie molo - Fot. Wikipedia

15 listopada 2011 przypadkowa osoba stojąca na sopockim molo dostrzegła w wodzie zwłoki małego dziecka. Wezwana na miejsce policja odnalazła też nieopodal na drabince przy molo zanurzoną do pasa w wodzie matkę dziecka. Podczas przesłuchania, 35-letnia Ewa K. przyznała się, że to ona utopiła swoją 3-letnią córeczkę.

Prokuratura, jak to niemal zawsze bywa, zwróciła się o opinię do psychiatrów, a ci postawili diagnozę „ciężkie zaburzenia depresyjne z objawami psychotycznymi” i stwierdzili, że podczas popełniania czynu Ewa K. „nie była w stanie rozpoznać znaczenia swoich czynów ani kierować swoim postępowaniem”, czyli, że była niepoczytalna, zatem nie ponosi odpowiedzialności za czyn.

Taki oto kolejny przykład jak wymiar sprawiedliwości oddaje sprawy w gestie psychiatrów. Będziemy mieli mniej przestępstw, a za to więcej pacjentów psychiatrycznych na psychotropach. Psychiatrzy będą mogli powiedzieć, że jest za mało pieniędzy na psychiatrię w stosunku do potrzeb wynikających z rosnącej ilości pacjentów… :/

Źródło: http://www.tvn24.pl/-1,1738632,0,1,zrzucila-corke-z-mola-byla-w-depresji,wiadomosc.html

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Utopiła 3-letnią córkę. Psychiatrzy stwierdzili, że niepoczytalna, bo miała depresję.' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Utopiła 3-letnią córkę. Psychiatrzy stwierdzili, że niepoczytalna, bo miała depresję.' on Print Friendly

Opublikowano Newsy | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Po pijanemu postrzelił sześć osób, ale sprawę umorzono, bo… niepoczytalny

Strzelanina w Rybniku - Sierpień 2010 - Foto TVN24

Strzelanina w Rybniku - Sierpień 2010 - Foto TVN24

Kolejny raz subiektywna opinia psychiatryczna pozwala uniknąć odpowiedzialności karnej. W sierpniu 2010 roku w Rybniku, górnik Krzysztof W. , podczas kłótni rodzinnej, będąc pod wpływem alkoholu, postrzelił członków rodziny – żonę, teściów i szwagra, a następnie przez okno ostrzeliwał interweniującą policję. W sumie w strzelaninie rannych zostało 7 osób, w tym policjant i sąsiadka, a kule dosięgły również karetki pogotowia.

Podczas posiedzenia sądu w sprawie aresztu tymczasowego sprawca wyjaśnił, że od dłuższego czasu miał konflikt z rodziną, a zwłaszcza z teściami. Kością niezgody była wspólna budowa domu, w którym razem mieszkali, a także sprawy finansowe. Zakończona strzelaniną awantura zaczęła się natomiast od kłótni o grilla. Krzysztof W.  był też wtedy pod wpływem alkoholu.

Początkowo prokuratura postawiła sprawcy zarzuty, ale, jak zwykle to bywa, rozpoczęto postępowanie od oddania władzy w ręce psychiatrów, czyli zwrócono się o opinię sądowo-psychiatryczną. Psychiatrzy natomiast, subiektywnie ocenili że podejrzany nie mógł rozpoznać znaczenia swojego czynu i nie mógł pokierować swoim zachowaniem w momencie popełniania czynu, zatem nie może odpowiadać za czyn. W ten sposób prokuraturze nie pozostało nic innego jak tylko umorzyć śledztwo i wycofać zarzuty.

Co teraz będzie z Krzysztofem W.? Prokuratura skierowała do sądu wniosek o umieszczenie go w psychiatryku. Nie poniesie właściwej kary przed sądem za swój czyn, tylko będzie przez psychiatrów „leczony”. NFZ będzie płacił niemałe pieniądze za karmienie psychotropami. Czy to leczenie? Co psychiatrzy chcą leczyć psychotropami? Konflikty rodzinne i pijaństwo? Może wszystkie przestępstwa dokonywane pod wpływem alkoholu nie powinny być karane, bo przecież sprawca jest „nie mógł zrozumieć znaczenia swojego czynu”?

Źródło: http://www.tvn24.pl/-1,1738637,0,1,strzelal-z-okna-do-policji-wyslali-go-na-leczenie,wiadomosc.html

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Po pijanemu postrzelił sześć osób, ale sprawę umorzono, bo… niepoczytalny' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Po pijanemu postrzelił sześć osób, ale sprawę umorzono, bo… niepoczytalny' on Print Friendly

Opublikowano Newsy | Otagowano , , , , , | 4 komentarzy

Nastolatek opowiada jak został zamknięty w psychiatryku na skutek kłótni rodzinnych

"Byłem w psychiatryku" - WywiadW serwisie Wykop.pl, pod adresem http://www.wykop.pl/link/1073475/bylem-3-tygodnie-w-szpitalu-psychiatrycznym-oddzial-dzieciecy-ama/, jeden z internautów postanowił opisać swój niedawny 3-tygodniowy pobyt w psychiatryku na oddziale dziecięcym, gdzie trafił po kłótni rodzinnej, podczas której zamierzył się nożem na swojego ojca. Nastolatek mówi o powodach tego zachowania i wyjaśnia swoje problemy rodzinne:

[...] rzuciłem się na ojca z nożem w domu, przyjechała policja i zorientowała się w sprawie po czym ściągnęli karetkę i prosto na Srebrzysko. Wg wypisu trafiłem tam jako Pilny przypadek. W życiu codziennie NIE jestem niebezpieczny, parę spraw kumulowało się 2-3 lata i w końcu wybuchłem.

, a także relacjonuje jak w psychiatryku dawano mu i innym nastoletnim „pacjentom” psychotropy i jak niektórych karano poprzez zastrzyk i zapięcie w pasy:

Hydrozoxinum dostawał każdy, bez względu za co tam był.
Zastrzyk w dupę dostawałeś za cały dzień np, wyzywania pielęgniarek, chowania się po szafach i ogólnego odwalania, zastrzyk zawsze kończył się w pasach, mi się to nie zdarzyło.

O swoich towarzyszach na oddziale psychiatrycznym chłopak pisze tak:

Były to głównie dzieciaki który się pocięły, trochę poćpały i z opowiadań wiem że szkolna pedagog informowała dalej o tej sytuacji i w taki sposób znajdowali się w tym szpitalu, ogólnie byli w porządku

Jego opis rzeczywistości na oddziale psychiatrycznym zgadza się z tym, co ja widziałem podczas moich 12 pobytów w psychiatrykach. Moja opinia jest taka, że to są miejsca do poskramiania osób w jakiś sposób zawadzających (np. nastolatek sprawiający kłopoty rodzicom), pod pretekstem „leczenia”. Tylko, że to „leczenie” polega na rozdawnictwu psychotropów i wciąganiu w ten sposób w lekomanię…
Jednak autor tego wykopowego znaleziska typu „Zapytaj mnie o co chcesz” (AMA – „Ask Me Anything”) mimo wszystko chyba trochę łaskawiej patrzy na psychiatrów i personel psychiatryka, w którym przebywał, bo pisze on tak:

Co do lekarzy byli w porządku, trafiłem na fajne panie z którymi dało się pogadać, ale była jedna taka po 60 wiedźma co zabierała ładowarki jak udało się wyprosić z dyżurki żeby sobie np. PSP podładować. Ogólnie wszyscy zapieprzali w drewniakach, w nocy jak słyszało się na holu że ktoś idzie wszyscy przerywali nocną grę w karty i do łóżek, bo ekipa wspomagająca i zastrzyk w dupę ew. w pasy na noc.

Pod podanym łączem (http://www.wykop.pl/link/1073475/bylem-3-tygodnie-w-szpitalu-psychiatrycznym-oddzial-dzieciecy-ama/9186051) ciągle można zadawać pytania temu nastolatkowi odnośnie tego jego pobytu w psychiatryku.

Przypomnę też, że pół roku temu, w serwisie Wykop.pl opublikowane zostało podobne znalezisko typu „Zapytaj mnie”, ale w tamtym przypadku o swoim pobycie w psychiatryku opowiadała dziewczyna: http://www.wykop.pl/link/899419/ama-byla-pacjentka-szpitala-psychiatrycznego/.

Dodaj na Wykop.pl: Share 'Nastolatek opowiada jak został zamknięty w psychiatryku na skutek kłótni rodzinnych' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Nastolatek opowiada jak został zamknięty w psychiatryku na skutek kłótni rodzinnych' on Print Friendly

Opublikowano Polecane | Otagowano , , , , , , | 7 komentarzy