Psychologia na przykładzie zwierząt: Przewrażliwienie i udawanie.

Łatwiej zrozumieć zwierzę, niż drugiego człowieka?
Mam wrażenie, że czasem ludzie bardziej są skłonni zrozumieć zależności psychologiczne występujące u zwierząt domowych (kotów, psów) niż u innych osób.

Trauma i przewrażliwienie

No bo jeśli np. pies był bity przez poprzedniego właściciela, potem trafił do schroniska, a następnie do nowego właściciela, to wydaje się zrozumiałe, że zwierzak ten może prezentować postawę wynikłą z przykrych doświadczeń z ludźmi – może być albo zbyt bojaźliwy, albo nerwowy i agresywny… Ludzie znający przeszłość tego psa zdają się rozumieć zależności psychologiczne, które dotyczą tego psa. I zdają się rozumieć, że „naprostować” tego psa może kontakt z nowym, niebijącym, tylko właściwie wychowującym właścicielem. Potrzebny jest czas, który spowoduje zmianę dotychczas nabytych niekorzystnych cech…

Zacytuję historię, na którą natrafiłem kilka lat temu:

Pies "Piano"

Tak subtelne, niewinne, chudziutkie psie ciałko leżało na cmentarnym składowisku odpadów, czekając na wybawienie – niemo prosząc o przerwanie nieznośnego bólu…
Leżał, niczym śmieć, bo człowiek w akcie okrucieństwa, zgotował mu taką gehennę…
Pieska w stanie agonii, z odrąbanym tępym narzędziem ogonem, skopanym (przestawiona miednica i złamania), na domiar złego, z kością od kurczaka wciśniętą w ODBYT, znalazła pewna dobra dusza. Pies był w takim stanie, że myślała, iż nie żyje.. Jednak, mimo DRASTYCZNYCH przeżyć on wciąż miał siłę na WALKĘ, co w dużej mierze zapewniło mu szansę na pozostanie wśród żywych…
Walczyliśmy o niego bardzo długo, liczne zabiegi, wzloty i upadki, nerwy i łzy, a także socjalizacja, nauka wiary w DOBRYCH LUDZI, z którymi wcześniej zapewne Piano nie miał do czynienia…
To był ciężki czas, jednak wiara i determinacja ludzi kochających i szanujących zwierzęta zaowocowała – dziś bowiem PIANO, bo takie imię otrzymał przechodząc pod skrzydła fundacji Emir, jest wdzięcznym i kochającym
pieskiem, odbudowanym fizycznie i psychicznie, z ufnym, acz spowitym mądrością psiego męczennika spojrzeniem i niesamowitą osobowością – spokojny, opanowany towarzysz człowieka uwielbiający jego bliskość, dotyk ręki na delikatnym ciałku..
Jego wdzięczność za drugie życie odkrywamy w formie buziaków, które chętnie rozdaje, w jego wiernym spojrzeniu, w przywiązaniu… TAK wybaczyć
potrafi tylko pies – od wieków przyjaciel człowieka…

W powyższej historii psa „Piano” nikt nie stwierdził, że pies ten powinien być „leczony psychiatrycznie”, tylko po prostu zrozumiano zależności przyczynowo-skutkowe i dano mu odpocząć psychicznie.

Dlaczego zatem w przypadku ludzi osobę z problemami takimi jak wycofanie i obawa przed kontaktami społecznymi często odsyła się do psychiatry po tabletki psychotropowe, zamiast przyjrzeć się jakie doświadczenia ta osoba miała w przeszłości i czy istnieje trauma oraz strach tym spowodowane?

Udawanie jako reakcja obronna

Gdy człowiek jest poddany wrogiej atmosferze w grupie (wiadomo, że zdarza się zawiść, konkurencja międzyosobnicza, agresja, chamstwo) i z tego powodu znajduje się w dużym napięciu psychicznym, to mają miejsce różne reakcje psychologiczne na taki stres: Jeden człowiek podłamie się i ma nawet myśli samobójcze, inny człowiek „wybuchnie” i zacznie coś tłuc, a u jeszcze innego powstanie reakcja obronna polegająca na udawaniu – starając się w ten sposób chronić to, co dla niego jeszcze pozostało święte…

Stosunkowo mało mówi się o mechanizmie obronnym polegającym na udawaniu… Myślę, że z tego bierze się dużo niezrozumienia i mitów na temat pacjentów psychiatrycznych. No bo czyżby osoby, którym przyszło być w roli pacjentów psychiatrycznych, rzeczywiście wierzą w to, że są „Napoleonami”? Z mojego doświadczenia wynika, że często „głupie” zachowania pacjentów psychiatrycznych wynikają z chęci zaspokojenia potrzeby psychologicznej. Wydaje się, że to jest coś w rodzaju odreagowania stresu. Wygłupianie się jest jak rozładowanie stresu, a udawanie bywa chyba jakimś takim założeniem „pancernej maski”, aby chronić to co delikatnego znajduje się pod nią…

W świecie zwierząt udawanie też jest sposobem na chronienie tego co cenne.
Spójrzmy na tego ptaka i jak udaje on w zależności od tego przed kim ma udawać:

Gdyby nie wziąć pod uwagę w jakich okolicznościach i dlaczego ta sowa zachowuje się tak niezwykle, to można by pochopnie powiedzieć, że… jest zaburzona psychicznie ;) .

Pieska w stanie agonii, z odrąbanym tępym narzędziem ogonem, skopanym

(przestawiona miednica i złamania), na domiar złego, z kością od kurczaka

wciśniętą w ODBYT, znalazła pewna dobra dusza. Pies był w takim stanie,

że myślała, iż nie żyje.. Jednak, mimo DRASTYCZNYCH przeżyć on wciąż

miał siłę na WALKĘ, co w dużej mierze zapewniło mu szansę na

pozostanie wśród żywych…

Walczyliśmy o niego bardzo długo, liczne zabiegi, wzloty i upadki, nerwy i

łzy, a także socjalizacja, nauka wiary w DOBRYCH LUDZI, z którymi

wcześniej zapewne Piano nie miał do czynienia…

To był ciężki czas, jednak wiara i determinacja ludzi kochających i

szanujących zwierzęta zaowocowała – dziś bowiem PIANO, bo takie imię

otrzymał przechodząc pod skrzydła fundacji Emir, jest wdzięcznym i kochającym

pieskiem, odbudowanym fizycznie i psychicznie, z ufnym, acz spowitym

mądrością psiego męczennika spojrzeniem i niesamowitą osobowością – spokojny,

opanowany towarzysz człowieka uwielbiający jego bliskość, dotyk ręki na

delikatnym ciałku..

Jego wdzięczność za drugie życie odkrywamy w formie buziaków, które

chętnie rozdaje, w jego wiernym spojrzeniu, w przywiązaniu… TAK wybaczyć

potrafi tylko pies – od wieków przyjaciel człowieka…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Obserwacje i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Dodaj na Wykop.pl: Share 'Psychologia na przykładzie zwierząt: Przewrażliwienie i udawanie.' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Psychologia na przykładzie zwierząt: Przewrażliwienie i udawanie.' on Print Friendly



7 comments on “Psychologia na przykładzie zwierząt: Przewrażliwienie i udawanie.

  1. Bardzo ciekawy i mądry artykuł.
    Kiedy ludzie odcinają się od rzeczywistości, fantazjują lub pogrążają w pustym marzycielstwie? Kiedy udają? Myślę że wtedy, kiedy ta rzeczywistość jest zbyt przykra aby ją zaakceptować. Jako ludzie odczówamy cierpienie. Ludzie różnie reagują na trudną sytuację, gdy się w niej znajdują. Znajdzie się człowiek, który swoje cierpienie rozładuje poprzez autoagresję, np. tnąc sobie skórę. Ktoś inny sięgnie po narkotyki lub alkochol, aby oderwać się od takiej niechcianej rzeczywistości. Z kolei znajdzie się i taki, co poprostu odetnie się od otoczenia, będzie marzył, fantazjował, udawał. Po co to robi? Właśnie po to, aby zapomnieć o sytuacji, z której nie ma wyjścia, która go przerasta, z którą nie umie sam sobie dać rady. Psychiatrzy wtedy każą takiej osobie brać neuroleptyki. Ale one nie są w stanie zmienić tej sytuacji, ani nie są wstanie wzmocnić tej osoby, aby potrafiła stawić czoła swoim problemom.
    Każdy ma jakiś wypracowany sposób na to by poradzić sobie z depresją, ze smutkiem, beznadziejnością, cierpieniem. Każdy, dopuki żyje, stosuje jakieś mechanizmy obronne. Wypłakać się do poduszki… pomoże na jakiś czas. Ale potem znów przyjdzie smutek. Znowu okaże się, że problemy jak były tak nadal są nierozwiązane. Dlatego ludzie odwołują się do ostrzejszych metod, aby zapomnieć na dłużej o swoim zje***ym losie. Aby odciąć się od bolesnej rzeczywistości ludzie nadużywają alkoholu, palą papierosy, biorą narkotyki, nadużywają pornografii…ale też nierzadko zaczynają fantazjować, udawać, marzyć…
    W litraturze psychologicznej uważa się, że skłonność do marzycielstwa i fantazjowania to cecha osobowości niedojrzałej. Czym jednak jeszcze odznacza się taka osobowość? Przede wszystkim niekontrolowaniem emocji i słabą zaradnością życiową. Popadanie w marzycielstwo jest zatem naturalną konsekwencją, naturalnym rozwiązaniem problemu nieradzenia sobie z nazbyt trudną rzeczywistością.
    Dla mnie osobiście to jest niezrozumiałe dlaczego osobie która odcina się od trudnej rzeczywistości podaje się trucizny neuroleptyczne. Przecież te substancje nie spowodują przypływu ani energii, ani nowych zdolności, które umożliwią na wprowadzenie takich zmian w życiu, by rzeczywistość była możliwa do zaakceptowania. Przeciwnie, spowodują że osoba ta będzie jeszcze bardziej niezadowolona, spotęgują jej cierpienie, a nawet mogą spowodwać nieodwracalne uszkodzenie OUN.

    • Dawid Biel on said:

      Mnie przede wszystkim chodzi o rozwiewanie niezrozumienia, czyli chciałbym, aby ludzie rozumieli prawdziwe mechanizmy psychologiczne, które się dzieją z osobami diagnozowanymi dziś psychiatrycznie. Mam wrażenie, że dziś psychiatria odwraca uwagę od tych prawdziwych przyczyn i reakcji psychospołecznych, bo psychiatrzy często są zainteresowani wyłącznie symptomami – efektami „końcowymi” w postaci emocji smutku, gniewu, konfliktów rodzinnych, nietypowych zachowań. Pacjentom i ich rodzinom mówi się: „To choroba”, a nie wyjaśnia się mechanizmów psychospołecznych, które są przyczyną. W ten sposób sam pacjent, jak i jego rodzina, myślą, że to jakaś choroba mózgu i trzeba do końca życia zażywać psychotropy, nawet, gdy tak naprawdę to z biegiem czasu np. ustąpiły już przejściowe czynniki, które kiedyś spowodowały większe problemy. Mam wrażenie, że w społeczeństwie jest mit, że diagnozy „schizofrenia”, „depresja” itp. to „choroby nieuleczalne”, których przyczyną jest nierównowaga chemiczna w mózgu, którą trzeba korygować do końca życia.

      Co do neuroleptyków, to jestem otwarty na argument, że mogą uspokajać osobę, mogą „przyhamować” wyjątkowo „nakręcone” zachowanie – jakąś manię, czy coś z tych rzeczy. Ale trzeba uczciwie powiedzieć że robią to poprzez hamowanie „myślenia” i tłumienie „pasji”. To nie korekta nierównowagi chemicznej w mózgu, tylko chemiczne przytemperowanie zachowania. Zatem praktyka podawania neuroleptyków ciągle do końca życia śmierdzi nadużyciem dla korzyści firm farmaceutycznych i aby chemicznie kontrolować pacjenta, tak jakby było on zwierzęciem „hodowlanym”, nad którym będzie łatwiej zapanować mając go na psychotropach. ;)

      Poprzez powyższy artykuł chciałem trochę wspomnieć o takich mechanizmach psychologicznych, które często stanowią tabu. Jednym z nich jest udawanie. I mam tu na myśli troszeczkę coś innego niż pogrążanie się w marzycielstwie. Otóż to udawanie, które ja mam na myśli, to „gra” przed innymi ludźmi, aby ukryć prawdziwe wewnętrzne potrzeby, w sytuacji, gdy osoba czuje, że środowisko może jej zagrażać. W kontaktach międzyosobniczych często występuje ostra konkurencja, opresyjne środowisko. I jeśli np. osoba jest z jakiegoś powodu np. wyśmiewana w grupie, a nawet ważne dla tej osoby sprawy, są przez złośliwych ludzi brukane, „gwałcone”, to osoba może się zamknąć przed tymi ludźmi w „skorupie”, której elementem jest również udawanie. Udawanie po to, aby zmylić „przeciwnika” i chronić to, co dla osoby jest „święte”/cenne… Udawanie tego typu może się objawiać poprzez granie „głupszego”… Powstaje „pancerz” utkany z udawania i jest on „zderzakiem” absorbującym „ciosy” ze strony opresyjnego środowiska. Dodatkową korzyścią z takiego grania jest satysfakcja, że się „zrobiło w konia” wroga.

      Jeszcze wspomnę o innego typu mechanizmie „obronnym”, o którym też się nie mówi często. Tym mechanizmem jest wyobrażanie sobie, że jest coś, czego tak bardzo potrzebujemy, że bez tego trudno jest nam żyć, zasnąć itd.. Część osób wyobraża sobie że np. śpi z partnerem, aby łatwiej móc zasnąć. Oglądanie porno i masturbacja też jest przecież takim „oszukaniem siebie”, aby zaspokoić potrzebę, której inaczej nie ma możliwości zaspokoić. A przecież chyba każdy lub prawie każdy się masturbował. Przy okazji też chcę powiedzieć, że wydaje mi się, że religia w tej kwestii też wpędza w poczucie winy i stawia nierealnie wysokie wymagania, bo z jednej strony mówi ludziom, że masturbowanie się to „grzech samogwałtu”, a z drugiej strony odmawia ludziom seksu przedmałżeńskiego. Wydaje mi się, że niektóre religijne osoby mogą popadać z tego powodu w niepotrzebne poczucie winy.

      OK. Miłego dnia.

  2. Co do neuroleptyków, to jestem otwarty na argument, że mogą uspokajać osobę, mogą „przyhamować” wyjątkowo „nakręcone” zachowanie – jakąś manię, czy coś z tych rzeczy. Ale trzeba uczciwie powiedzieć że robią to poprzez hamowanie „myślenia” i tłumienie „pasji”. To nie korekta nierównowagi chemicznej w mózgu, tylko chemiczne przytemperowanie zachowania.

    Czy chcesz przez to powiedzieć że popierasz przymus psychiatryczny?

    Napisałeś o udawaniu. Ale na moje oko, nie tylko ludzie z problemami uciekają się do tego mechanizmu. Ogólnie często spotykamy się z ludźmi którzy coś udają po to aby mieć z tego korzyść. Popatrzmy na psychiatrów, na księży, na akwizytorów. Nie wierzę że ludzie z wyższym wykształceniem, z tytułem lekarza medycyny albo dr-a nauk medycznych mogą wierzyć w istnienie choroby psychicznej. Idioci nie kończą medycyny. Uważam że psychiatrzy oszukują ludzi świadomie. Wiedzą że neuroleptyki to nie są żadne leki, wiedzą że antagonizm rec. dopaminowych jest katastrofalny w skutkach, ale mimo wszystko nie przeszkadza im to. Możliwe że robią tak bo uważają że tak jest ekonomicznie. Na pewno mają na to jakieś swoje uzasadnienie.
    Podobnie księża. Znam kilku księży którzy mówią ładne kazania z ambony, ale przwatnie wcale nie zgadzają się z oficjalną wyrocznią Kościoła, którą tak ładnie deklarują z ambony. Większość księży wcale nie wierzy że papież jest nieomylny, że Kościół nigdy nie zbłądził, że nauka Kościoła się nie zmienia, Są nawet księża ateiści i księża wierzący po swojemu. Jeśli mówią z ambony że nauka kościoła jest niezmienna od początku jego istnienia kłamią i robią to świadomie. A jednak to robią i mają na to swoje uzasadnienie.
    Tak samo akwizytorzy, którzy wciskając odpowiedni bajer potrafią sprzedać g*wno w papierku.

    Przy okazji też chcę powiedzieć, że wydaje mi się, że religia w tej kwestii też wpędza w poczucie winy i stawia nierealnie wysokie wymagania, bo z jednej strony mówi ludziom, że masturbowanie się to „grzech samogwałtu”, a z drugiej strony odmawia ludziom seksu przedmałżeńskiego. Wydaje mi się, że niektóre religijne osoby mogą popadać z tego powodu w niepotrzebne poczucie winy.

    To prawda. Zwykle odłamy chrześcijańskie zabraniają onanizowania się. Ale tu chyba chodzi o coś więcej niż tylko pusty zakaz. Zakaz masturbacji mobilizuje mężczyznę do poszukania sobie dziewczyny i ożenienia się. Z pewnością niektórym to wychodzi na dobre, bo dzięki takiej motywacji szybciej znajdują sobie partnera/rkę i zakładają rodzinę. Dzięki temu nie muszą żyć w samotności.
    Poza tym, nieraz właśnie religia staje się dla kogoś czymś w rodzaju „leku antydepresyjnego”.
    Np. osoba osamotniona, której brakuje kontaktu emocjonalnego z innymi ludźmi, nie ma przyjaciół, bo nikt się nią nie interesuje, może doświadczać ulgi w opowiadaniu Jezusowi o swoich smutkach, cierpieniach i radościach w czasie modlitwy wieczornej. Gdy kiedyś posunie się za daleko i będzie mieć wyrzuty sumienia, zawsze może wygadać się w konfesjonale, co przyniesie jej ulgę. Ktoś inny z kolei może podnieść sobie poczucie wartości dzięki chodzeniu „od domu do domu” i głoszeniu Królestwa Bożego jako Świadek Jehowy.
    Bardzo często wcale nie jest tak, że ktoś wypełnia przykazania danego kościoła bo tak go wychowano. Bardzo często po prostu jest to forma „samoleczenia” rozszarganych emocji. I jak widać wszystko ma swoje wady i zalety.
    Dla mnie psychiatria jest podobna do religii. Cechy wspólne to:
    Opiera się na wierze a nie na dowodach naukowych.
    Narzuca standardy zachowywania się i egzekwuje kary za ich nieprzestrzeganie
    Osądza i szufladkuje ludzi
    Uważam, że psychiatria nie powinna istnieć. Jeśli przyznać jej prawo bytu to tylko wtedy, gdy wycofa się z przymusowego podawania trucizn.
    neuroleptyki powinny zostać wycofane z obrotu. Często za argument ich stosowania podaje się manię albo urojenia.
    Ja takim osobom mówię, że nikt nie ma prawa zamykać kogoś w więzieniu w taki sposób. Jeśli w euforii ktoś popełnia przestępstwo- powinien mieć prawo do rzetelnego postępowania przygotowawczego, procesu sądowego i obrony.
    Ale psychiatrzy odmawiają „psychicznym” tych uprawnień. Widać uznają że nie są ich godni…

    • Dawid Biel on said:

      Czy chcesz przez to powiedzieć że popierasz przymus psychiatryczny?

      Chciałbym nie wysuwać nierealnych postulatów, zatem muszę powiedzieć, że sprawa przymusu psychiatrycznego jest dla mnie zbyt trudna, aby obecnie powiedzieć, czy jestem zdecydowanie przeciwko temu. Mając doświadczenie z osobami o różnych zawiłych problemach, wiem jak skomplikowana może się okazać sprawa tego co robić np. z osobami, które mają lekki deficyt intelektualny i w domu np. biorą nóż i nim wymachują… Myślę, że to są skomplikowane problemy i potrzebna jest większa debata na temat tego co i jak powinno być na miejscu obecnych „interwencji” psychiatrii, polegających na uwięzieniu osoby i pasaniu neuroleptykami do końca życia.

      Uważam że psychiatrzy oszukują ludzi świadomie. Wiedzą że neuroleptyki to nie są żadne leki, wiedzą że antagonizm rec. dopaminowych jest katastrofalny w skutkach, ale mimo wszystko nie przeszkadza im to.

      Wyobraź sobie, że jesteś w skórze „szeregowego” psychiatry w Polsce. Nawet, gdybyś zdawał sobie sprawę, że dziedzina, którą się zajmujesz zajmujesz robi z ludzi kontrolowanych chemicznie, zamiast rozwiązywać ich problemy, to czy byś się „wychylał” i ryzykował wywalenie z pracy i rolę outsidera, któremu pozostaje płynąć pod prąd lub się przekwalifikować? To się takiemu psychiatrze nie opłaca. Więc robi co inni psychiatrzy i żyje z tego.
      Dlatego uważam, że w reformie psychiatrii mogą nam pomóc psychiatrzy prominentni (wysoko postawione szychy), skłonni do zmian na lepsze i kompromisu z nami. Takim psychiatrą jest moim zdaniem np. prof. J. Wciórka. Jest na tyle wysoko postawiony, że nie musi się przejmować ryzykiem uznania za dziwaka i outsidera. To jego słuchają i to on de facto tworzy psychiatrię. Niestety zachował się ostatnio wobec mnie naprawdę niefajnie i w stylu oszusta, bo powiedział mi, że udzieli mi tego wywiadu, a okazało się, że zwodzi i wcale się nie kontaktuje, mimo, że dochodzi rok od czasu, jak pisemnie wystąpiłem do niego o taki dialog…

  3. Chciałbym nie wysuwać nierealnych postulatów, zatem muszę powiedzieć, że sprawa przymusu psychiatrycznego jest dla mnie zbyt trudna, aby obecnie powiedzieć, czy jestem zdecydowanie przeciwko temu.

    No dobrze ale w takim razie człowiek mądrzejszy (czyli inteligentniejszy) ma większe uprawnienia niż człowiek z deficytem intelektu. Czyja to wina że ktoś jest debilem?
    Tego debila czy jego rodziców? Na jakiej podstawie człowiek niepełnosprawny intelektualnie ma być dyskryminowany (zmniejszenie uprawnień)?
    Ja jestem zdecydowanie przeciwny przymusowi psychiatrycznemu.
    Skoro dopuszcza się znęcanie psychiczne i fizyczne (podawanie trucizn to znęcanie fizyczne) nad ludźmi niepełnosprawnymi umysłowo to dlaczego nie dopuszcza się gnębienia ślepych, głuchoniemych, kulawych? Przecież to jest jawna dyskryminacja ludzi upośledzonych. Coś mi to przypomina
    http://www.youtube.com/watch?v=GBpJ7DguFuA
    Głównie chodzi mi o to, że neuroleptyki nie leczą zaburzeń rozwoju umysłowego/emocjonalnego. One te zaburzenia pogłębiają. Takie rozwiązanie jest na rękę ludziom, którzy najchętniej pozbyliby się biedaka na zawsze. Ale że to jest obłożone sankcjami obyczajowymi i prawnymi, wiele rodzin decyduje się uśmiercić za życia cywilnoprawnie taką osobę, a potem podaje jej trucizny neuroleptyczne przez co powoli uśmierca ją także biologicznie.
    Nie widzę etyki w takim postępowaniu i uważam że słabszych należy bronić.
    Takie neuroleptyczne rozwiązanie jest poprostu wbrew pozorom ekonomiczne, tylko dlatego jest wykorzystywane pomimo jego niemoralnego charakteru.
    Po pierwsze stygmat „choroby psychicznej” sprawia że osoba niekonkurencyjna na rynku pracy zostaje z niego wyeliminowana. Osoba mało bysra, może niezdarna, nikomunikatywna, ma duży problem ze znalezieniem pracy, bo zawsze na jej miejsce znajdzie się ktoś kto wykona pracę za dwie takie osoby. Eliminacja ludzi nieproduktywnych z rynku pracy ma dla ekonomii tą zaletę, że już nie trzeba im płacić przeszło 1000 zł/mc za kiepsko odrobioną robotę, ale daje im się grosze, aby przeżyć, czyli po prostu rentę albo zasiłek. Wzamian za rentę nasz „psychotyk” musi regularnie przyjmować neuroleptyki, które skrócą jego życie gdzieś o 10 – 30 lat. W dodatku nie trzeba dbać o jego ubiór czy odpowiednie wyżywienie, wystarczy skromna pidżama i jedzenie tyle co dla szczura. Krótko mówiąc przymus psychiatryczny jest korzystny od strony ekonomicznej, niestety jest niezgodny z prawem naturalnym i etyką.
    Oczywiście, zgadzam się ta sprawa wymaga debaty, ale moim marzeniem jest aby ci co będą debatować wzięli pod uwagę najpierw etykę i moralność, a dopiero na samym końcu ekonomię. Znając życie są to marzenia ściętej głowy :(

    Wyobraź sobie, że jesteś w skórze „szeregowego” psychiatry w Polsce. Nawet, gdybyś zdawał sobie sprawę, że dziedzina, którą się zajmujesz zajmujesz robi z ludzi kontrolowanych chemicznie, zamiast rozwiązywać ich problemy, to czy byś się „wychylał” i ryzykował wywalenie z pracy i rolę outsidera, któremu pozostaje płynąć pod prąd lub się przekwalifikować? To się takiemu psychiatrze nie opłaca. Więc robi co inni psychiatrzy i żyje z tego.

    No właśnie. Chociaż nie do końca. Zanim psychiatra przyjdzie na oddział by zlecić komuś truciznę neuroleptyczną odbywa studia, staż. Jest więc sporo czasu żeby przemyśleć swoje plany na życie.
    Co ja bym zrobił osobiście na miejscu takiego psychiatry? Po prostu poszukałbym sobie innego zajęcia. Nie umiem robić czegoś wbrew sobie. Gdybym był psychiatrą i podawałbym komuś trucizny wbrew sobie, sumienie chyba by mnie zagryzło. Nie sądzę również by psychiatrzy robili swoje tylko dla pieniędzy czy wysokiego statusu społecznego. Skoro to robią, widocznie widzą w tym jakiś sens, widocznie mają taką filozofię życiową. Pracy polegającej na manipulowaniu ludźmi i wrabianiu ich w kalectwo poneuroleptyczne nie da się pogodzić z robieniem czegoś od tak sobie. Tu trzeba albo nie mieć skrupułów, albo mieć jakąś swoją filozofię, która to martyrium usprawiedliwia.
    http://www.youtube.com/watch?v=H1jMkDs9VCg&playnext=1&list=PL8EE83BBF8967E785

  4. Dlatego uważam, że w reformie psychiatrii mogą nam pomóc psychiatrzy prominentni (wysoko postawione szychy), skłonni do zmian na lepsze i kompromisu z nami. Takim psychiatrą jest moim zdaniem np. prof. J. Wciórka. Jest na tyle wysoko postawiony, że nie musi się przejmować ryzykiem uznania za dziwaka i outsidera. To jego słuchają i to on de facto tworzy psychiatrię.

    Właśnie przeczytałem artykuł o parze narzeczonych, których sąd wysłał na badanie przez biegłych psychiatrów, w celu stwierdzenia czy mogą zawrzeć związek małżeński (!) .
    http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,10431789,Sad_bez_serca__Narzeczony_do_psychiatry_przed_slubem.html
    Dla Gazety Wyborczej wypowiedział się właśnie Pan Profesor. I przyznaję, zaimponowało mi Jego stanowisko w tej sprawie.
    Oto Fragment Jego wypowiedzi:
    Decyzja sądu jest absurdalna – komentuje prof. Jacek Wciórka. – Jeżeli dwie osoby, nawet upośledzone umysłowe w stopniu lekkim mają wolę, by się pobrać, to mają do tego prawo. I nikt im tego prawa nie może odebrać.
    Profesor Wciórka podkreślał, że to zapis [art. 12 par. 1 kro] archaiczny, pochodzący jeszcze z przedwojnia, a porażenie mózgowe nie jest chorobą psychiczną.
    Bardzo podoba mi się taka postawa człowieka, który ma realny wpływ na kształt psychiatrii. Wszystkiego na raz zmienić nie da rady, ale zawsze lepiej robić cokolwiek, niż nie robić kompletnie nic.

    • Dawid Biel on said:

      We Wciórce widzę potencjał dobrej woli i jakąś tam otwartość na nasze argumenty. Tylko, że jakoś już od roku nie odpowiedział na moje zaproszenie do wywiadu/udzielenia chociaż jednej odpowiedzi na pytania, które mu dostarczyłem… A mówił, że jednak udzieli tych odpowiedzi. Myślę sobie „Ile można kurna czekać?” Chciałem otrzymać jakieś wsparcie od autorytetów, a ten mnie olewa. No ale co zrobić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Powiadom mnie o odpowiedziach. Możesz też być powiadamiany bez konieczności komentowania.