Moja wypowiedź dla Dziennika Polskiego w sprawie krytyki psychiatrii

Dziennik PolskiReporter Dziennika Polskiego zwrócił się ostatnio do mnie i do moich znajomych z organizacji IAAPA o wypowiedź na temat antypsychiatrii. Odpowiedziałem, że nie wiem do końca, czy ja jestem antypsychiatrą, ale na pewno pragnę się ze społeczeństwem podzielić moim krytycznym spojrzeniem na psychiatrię. Wynika ono z mojego osobistego doświadczenia z opresywnością psychiatrii, ale moje działanie nie jest wściekłą zemstą, tylko jest szczerą chęcią zwrócenia uwagi na bardzo szkodliwe aspekty psychiatrii. W skrócie można by wymienić następujące punkty, które w psychiatrii krytykuję:

  • Rozdawnictwo psychotropów na problemy życiowe, co prowadzi do lekomanii i zakotwiczenia w roli pacjenta psychiatrycznegi
  • Odwracanie uwagi od prawdziwych problemów psychospołecznych poprzez sugerowanie, że przyczyna tkwi w chorobie mózgu, podczas gdy nie idzie za tym jakikolwiek dowód na to, że u danego pacjenta przyczyną jest choroba mózgu. Diagnozy stawiane są subiektywnie na podstawie rozmowy z pacjentem.
  • Pozbawianie ludzi wolności (zamykanie w psychiatrykach) i szprycowanie psychotropami wbrew woli,na podstawie subiektywnie stawianej diagnozy psychiatrycznej, nawet, gdy osoba nie popełniła żadnego przestępstwa
  • Umożliwianie unikania odpowiedzialności za przestępstwa, na podstawie subiektywnie orzekanej „niepoczytalności”
  • Wyłudzenia rent na podstawie załatwiania sobie „papierów od psychiatry”

Artykuł w gazecieDziś ukazał się w krakowskim Dzienniku Polskim (i w ich witrynie internetowej: http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kraj/1212576-antypsychiatria-czy-choroby-psychiczne-naprawde-istnieja.html) artykuł, w którym wspomniano o mojej krytyce stwierdzenia niepoczytalności u krakowskiego „bombera” i norweskiego zamachowca „Andersa Breivika, a także wspomniano o moim sceptycznym spojrzeniu na blokowanie możliwości przesłuchania dyżurnego ze Starzyn, podejrzanego o nieumyślne doprowadzenie do katastrofy kolejowej.

Artykuł ten kończy się wypowiedzią psychiatry – dr Andrzeja Cechnickiego:

Psychiatrzy podkreślają, że w radykalnych formach antypsychiatria może być groźna dla interesów pacjentów. Jeśli nie będą uważani za chorych, utracą wsparcie. Sądy ukarzą ich na zasadach ogólnych, a instytucje pomocowe odbiorą świadczenia. Krakowski psychiatra dr Andrzej Cechnicki uważa, że kwestionowanie istnienia chorób psychicznych to ignorowanie realnego cierpienia chorujących. Lekarz docenia wkład, jaki antypsychiatria wniosła w przekształcanie zakładów zamkniętych w bardziej humanitarną opiekę środowiskową. Jednak uważa, iż teraz aktywiści powinni skoncentrować się na apelach o lepsze finansowanie tak zreformowanej psychiatrii.

Chciałbym się odnieść do komentarza dr Andrzeja Cechnickiego:

  1. Moja krytyka psychiatrii nie oznacza, że uważam, że osoby z problemami powinny zostać bez jakiejkolwiek pomocy. Ja jestem zwolennikiem głębokiej REFORMY, a nie „rozwalenia wszystkiego” i pozostawienia w tym miejscu pustki. Nie jestem za zlikwidowaniem pomocy choćby socjalnej dla osób z problemami życiowymi. Tylko, że ta pomoc powinna być mądrze oferowana.Patologia obecnej formy psychiatrii polega na wielu nadużyciach począwszy od unikania odpowiedzialności karnej pod pretekstem „niepoczytalności”, a skończywszy na zamykaniu w psychiatrykach nastolatków, którzy są np. nieposłuszni rodzicom (wszystko pod pretekstem „leczenia”). Patologią w mojej ocenie jest również wprowadzanie pacjentów psychiatrycznych w lekomanię, ponieważ obecnie praktycznie nie sposób wyjść z gabinetu psychiatry bez recepty na psychotropy. A psychotropy nie leczą, tylko chemicznie starają się tłumić emocje. Polecam artykuł „Depresanci” w najnowszym tygodniku „Polityka” (numer 10/2012) i powiązaną audycję „Najłatwiej łyknąć pigułkę – coraz więcej młodych sięga po antydepresanty” w TOK FM.Istnieją alternatywy dla obecnej formy psychiatrii. Także, jak już mówiłem, ja jestem zwolennikiem głębokiej REFORMY psychiatrii, a nie „rozwalenia wszystkiego” i pozostawienia bez wsparcia i pomocy osoby z problemami życiowymi. Jakie zatem są te alternatywy? Polecam grupy wsparcia dla osób doświadczających problemów życiowych. Staram się promować takie miejsca, gdzie osoby z podobnymi problemami mogą się spotykać i pogadać o problemach (mitingi DDD – dla Dorosłych Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych, DDA – dla Dorosłych Dzieci Alkoholików, AA – mitingi dla Anonimowych Alkoholików, AD – mitingi dla Anonimowych Depresantów). Wsparcie życzliwej i pozytywnej społeczności może być naprawdę zbawienne dla kondycji emocjonalnej osoby. I lepsze to jest niż łykanie psychotropów. Podobnie w przypadku diagnoz „schizofrenia” skutecznym okazał się być program „Soteria” polegający na stworzeniu domów-azylów od problemów życiowych. Niemal nie używano tam psychotropów, a efekty terapeutyczne były lepsze niż w przypadku tradycyjnego zamknięcia w psychiatryku i nakarmienia neuroleptykami. Niestety obecnie w psychiatrii mamy dominację rozdawnictwa psychotropów, a nie mówi się pacjentom o tym że to tylko jak zażywanie środków przeciwbólowych, zamiast likwidacji przyczyny bólu.
  2. Jak można nie kwestionować „choroby psychicznej”, skoro nawet według oficjalnej klasyfikacji psychiatrycznej (patrz DSM-4 oraz ICD-10) nie ma czegoś takiego jak „choroba psychiczna”. Są natomiast zaburzenia psychiczne. Zaburzenia, a choroby to nie to samo, bo słowo „choroba” może wprowadzać w błąd, że np. diagnoza „depresja”, czy też „schizofrenia” to są choroby mózgu. Tymczasem to nie jest tak. Stąd się biorą mity. W rzeczywistości te diagnozy wyłącznie opisują określony stan emocjonalny i zachowanie – przykładowo diagnoza „depresja” jest stawiana na podstawie rozmowy z pacjentem, który relacjonuje, że czuje smutek i zrezygnowanie. Nie przeprowadza się tu jakichkolwiek badań mózgu wykrywających nieprawidłowość działania mózgu jako przyczynę neurologiczną „depresji”.

Załączam też mój teks przesłany wcześniej redaktorowi Dziennika Polskiego, gdy wspomniany artykuł był przygotowywany:

Nie wiem, czy ja jestem „antypsychiatrą” – Ja po prostu dzielę się ze społeczeństwem moim doświadczeniem z psychiatrią, ponieważ w psychiatrii zastałem niestety coś, co można nazwać tragedią niezrozumienia. Rozdawnictwo psychotropów na problemy życiowe, wmawianie, że smutek to choroba, na którą konieczne są antydepresanty, zamykanie w psychiatrykach nastolatków na skutek ich konfliktów z rodzicami. Takie rzeczy mają miejsce. Nie jest wcale tak, jak wygląda obiegowe wyobrażenie, że w psychiatrykach pozamykane są osoby, którym się „klepka w mózgu przestawiła” i nagle bez powodu mogą Cię zarżnąć, bo dostaną zwidów, że jesteś kurczakiem w rzeźni. W psychiatrykach siedzą osoby ze zwykłymi ludzkimi problemami: rozbitkowie życiowi, ludzie z jakiegoś powodu załamani lub skonfliktowani z rodziną, zagubieni, samotni, odrzucani, zdziwaczeli na skutek samotności i uprawiający patologiczne zbieractwo, mający niekorzystne cechy charakteru lub zwyczajnie mniej atutów oczekiwanych w ludzkim stadzie, osoby po problemie narkotykowym i/lub alkoholowym, lekomani, czasem też zdemoralizowani przestępcy, bo w dzisiejszych czasach o losie przestępców decydują subiektywne opinie psychiatryczne (patrz. choćby uznanie Breivika na schizofrenika).

Do tego psychiatrycznego wora wrzucane są też osoby z lekkimi deficytami intelektualnymi, zatem nie radzący sobie życiowo i nierzadko „zawadzający” rodzinie.

Co psychiatria z całą tą masą robi? Po prostu przetrzymuje i za pomocą chemii stara się kontrolować zachowanie na zasadzie: Nie jesteś posłuszny rodzinie, za bardzo się buntujesz, to jesteś straszony kolejnym odwiezieniem do psychiatryka, gdzie zostaniesz spacyfikowany zastrzykiem z haloperidolu… A co to jest haloperidol? Jeden z neuroleptyków, nazywany „chemicznym kaftanem bezpieczeństwa” – po jego podaniu człowieka strasznie zmula, pojawia się drastyczny spadek koncentracji i wykrzywianie każdego mięśnia ciała, co jest nie do zniesienia. Nawet mówić normalnie nie możesz, bo wykrzywia ci mięśnie twarzy.

Skąd to wiem? Doświadczyłem na własnej skórze i dlatego uważam za ważne poinformowanie społeczeństwa o tym, co w psychiatrii ma miejsce. Można zaryzykować pogląd, że psychiatria to ciemnota naszych czasów, przypominająca trochę inkwizycyjne dawanie etykietek „opętanie”, a następnie dalsze postępowanie z tak ostygmatyzowanym nieszczęśnikiem.

No ale do psychiatrów zgłaszają się przecież również pacjenci z własnej nieprzymuszonej woli, najczęściej zwerbowani przez kampanie społeczne typu „depresja jest chorobą – lecz depresję”. Tylko, że oficjalnie według ICD-10 depresja nie jest chorobą. Zatem czy takie kampanie społeczne nie są wprowadzaniem w błąd, że depresja to choroba neurologiczna? Nie wykonuje się ludziom obiektywnych testów mózgu, które by pokazały, że rzeczywiście występuje „choroba mózgu”, tylko się przepisuje psychotropy na podstawie symptomów takich jak skutek, brak motywacji do życia, załamanie. Rzadko patrzy się przy tym na psychospołeczne PRZYCZYNY tego stanu emocjonalnego. Raz usłyszałem od psychiatry: „Ja nie jestem od wysłuchiwania o problemach, tylko od wypisywania leków; Słucham: Jakie są objawy?”.

To może trochę info o mnie:

Tak się ułożyły ścieżki mojego życia, że miałem okazję być 12 razy w psychiatrykach w charakterze pacjenta, ale jeszcze przed tym, właściwie to od dzieciństwa miałem styczność z psychiatrią, bo moja matka odkąd pamiętam, ma diagnozę „schizofrenia” i jest na neuroleptykach.

Gdy ludzie słyszą o tych moich 12 pobytach w psychiatrykach, to mogą sobie od razu załączać co najmniej ograniczone zaufanie do mnie ;) . Ludziom bowiem pokazano w filmie „Piękny Umysł” – że osoba z diagnozą „schizofrenia” może nagle dostać halucynacji wzrokowej, zatem nie wykluczone jest, że ja, teraz, mam zwidy. Tymczasem to jest wielki mit. Nigdy w życiu nie spotkałem osoby z diagnozą „schizofrenia”, która by miała halucynacje. Nie w tym tkwią ich problemy… Naturę tych prawdziwych problemów najlepiej oddaje film „Lot nad kukułczym gniazdem”.

Nie jestem fanatykiem uważającym wszystkich psychiatrów za diabłów, których trzeba zniszczyć. Nie uważam, że wszyscy psychiatrzy mają złą wolę. Ale jest tak, że nawet jeśli dany psychiatra widzi poważne wady swojego fachu, to przecież nie przeciwstawi się całemu środowisku, bo zaryzykowałby „banicję”. Mam ambicję być realistą, więc uważam, że realnym celem jest reforma psychiatrii, a już na pewno uświadomienie społeczeństwu tych bardzo tragicznych skutków niezrozumienia istoty problemów osób z diagnozami psychiatrycznymi. Celowo mówię „osoby z diagnozami psychiatrycznymi”, a nie „chorzy psychicznie”, bo jestem zdecydowanym przeciwnikiem toksycznej stygmatyzacji i mylnego rozumienia problemów emocjonalnych jako chorób mózgu. Jestem przeciwnikiem medykalizacji problemów życiowych. Wszyscy mamy problemy życiowe. Nie bez powodu funkcjonuje powiedzenie „Nie ma zdrowych psychicznie, są tylko niezdiagnozowani”. Sam mam problemy życiowe i jestem jednym z takich rozbitków życiowych, ale stygmat diagnozy psychiatrycznej stanowi dla mnie jeszcze dodatkowe obciążenie.

Zmiany jakie bym postulował w ramach dogłębnej reformy psychiatrii to:

  1. Uczciwe informowanie o tym, że psychotropy nie leczą, tylko mogą co najwyżej łagodzić symptomy, ale wiążą się z tym duże niebezpieczeństwa takie jak rozregulowanie chemii mózgu, drastyczny wzrost masy ciała, uzależnienie. Mój znajomy celnie użył określenia, że psychotropy nie pozwalają dorosnąć (aby skonfrontować się z problemami życiowymi).
  2. Zaprzestanie używania pojęcia „choroby psychiczne”, jako że tego pojęcia już nie ma w ICD-10 ani w DSM-4, a dalsze jego używanie wprowadza w błąd, że mamy do czynienia z chorobami mózgu, a nie z problemami dostosowawczo-emocjonalnymi.
  3. Zrozumienie, że często wystarczy bezpsychotropowy azyl od problemów środowiskowych, aby osoba poczuła się „lepiej”, uspokoiła się, zauważyła jakieś możliwości które przed nią stoją, dokonała zmiany swoich niekorzystnych cech charakteru. Takim azylem mogą być domy „Soteria” – projekt zapoczątkowany przez dr. Lorena Moshera, który pokazał, że bez neuroleptyków, w podobnym czasie można uzyskać takie same, a nawet lepsze rezultaty terapeutyczne, jak w przypadku typowej hospitalizacji psychiatrycznej z użyciem psychotropów.

Moim celem jest zmiana świata na lepsze poprzez dodanie tej „cegiełki” od siebie, bo akurat w życiu trafiło mi się doświadczenie w tak tajemniczej dziedzinie jak realia bycia pacjentem psychiatrycznym. Przykre, że dla psychiatrów to tylko mój „objaw misyjny”. :/

Ten wpis został opublikowany w kategorii Newsy, Polecane i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Dodaj na Wykop.pl: Share 'Moja wypowiedź dla Dziennika Polskiego w sprawie krytyki psychiatrii' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share 'Moja wypowiedź dla Dziennika Polskiego w sprawie krytyki psychiatrii' on Print Friendly



4 comments on “Moja wypowiedź dla Dziennika Polskiego w sprawie krytyki psychiatrii

  1. SHANTI on said:

    Dzięki
    Popieram
    Zapraszam do kontaktu

  2. ema on said:

    ustawa o ochronie zdrowia psychicznego jest notorycznie nadużywana,zamyka się ludzi bez zgody,przetrzymuje w szpitalu,szprycuje trucizną,która właśnie może wywołać psychozę.kto nie był leczony psychiatrycznie nie zrozumie.psychiatria to szwindel.

  3. Gibek on said:

    „Lekarz docenia wkład, jaki antypsychiatria wniosła w przekształcanie zakładów zamkniętych w bardziej humanitarną opiekę środowiskową. Jednak uważa, iż teraz aktywiści powinni skoncentrować się na apelach o lepsze finansowanie tak zreformowanej psychiatrii.”

    Współczesna psychiatria w dalszym ciągu stosuje przymus i tortury polegające na przymusowym podawaniu neuroleptyków, więc nie rozumiem panie Cechnicki z jakiego powodu współcześni aktywiści mieliby koncentrować się jedynie na „apelach o lepsze finansowanie tak zreformowanej psychiatrii.”
    Jeżeli pańskim zdaniem zamienianie człowieka w roślinę w majestacie prawa przy użyciu neuroleptyków jest OK i nie potrzeba psychiatrii żadnych reform to gratuluję panu świetnego samopoczucia. I jeszcze miałbym apelować o lepsze finansowanie tak zbrodniczej instytucji, która mówi że leczy, a zamienia w dno społeczne? Niechże pan przestanie wprowadzać w błąd opinię publiczną, p. Cechnicki. Co najwyżej mogę zaapelować „Zero złotych na taką psychiatrię!”

    „Mam ambicję być realistą, więc uważam, że realnym celem jest reforma psychiatrii, a już na pewno uświadomienie społeczeństwu tych bardzo tragicznych skutków niezrozumienia istoty problemów osób z diagnozami psychiatrycznymi.”

    Przede wszystkim, powinniśmy się skupić na działaniach na rzecz zniesienia przymusu w stosunku do osób pomówionych o choroby psychiczne. należałoby zatem zacząć od reformy prawa, a nie samej psychiatrii. Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego daje psychiatrom możliwość uwięzienia w psychiatryku każdego u kogo zdiagnozują „chorobę psychiczną” – Zacznijmy od zniesienia tych chorych przepisów.
    A przepisy te są chore i niezgodne z konstytucją, bo formalnie nie wolno nikogo więzić bez wyroku sądu!
    Zaręczam, że gdy psychiatrii odbierze się narzędzie przymusu, populacja pacjentów psychiatrycznych zmniejszy się co najmniej o połowę. A wtedy psychiatrzy sami zaczną widzieć taką potrzebę żeby się zreformować, bo nikt dobrowolnie nie będzie korzystał z usług „lekarzy”, którzy zamiast leczyć, pomnażają problemy zdrowotne.

  4. Klusia on said:

    najprościej jest wypisać psychotrop i z głowy. I na dodatek jakie kolejki w prywatnych gabinetach zapisują na wizytę nawet na 22.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Powiadom mnie o odpowiedziach. Możesz też być powiadamiany bez konieczności komentowania.