„Depresja”. Czy smutek jest chorobą?

Wciąganie w rolę pacjenta psychiatrycznegoSmutek naturalnym mechanizmem

Radość i szczęście to nie jedyne stany ducha z jakich składa się nasza egzystencja. Cierpienie i smutek od zawsze stanowią elementy życia i nie było ani jednego takiego człowieka, który by tych emocji nie zaznał.

SmutekCierpienie i smutek są wpisane w nasze człowieczeństwo, ponieważ stanowią element naturalnego sposobu na interakcję z otoczeniem – dzięki temu że czujemy ból lub przyjemność, możemy odpowiednio zareagować na bodźce działające na nas.
To tak, jak ból fizyczny daje nam sygnał ostrzegawczy o niebezpieczeństwie i o konieczności dokonania zmiany – np. natychmiast odsuwasz rękę, w którą się oparzysz.

Na analogicznej zasadzie działa mechanizm smutku. To natura i ewolucja wyposażyły nas w możliwość odczuwania smutku. Stało się to nie bez powodu. Naturalne funkcje smutku to sygnalizacja potrzeby dokonania zmiany, ale także odpoczynek i zebranie sił oraz porzucenie działania, które nie przynosi skutku. Płacz ma też funkcję demonstrowania potrzeby uzyskania pomocy.

Człowiek działa na zasadzie dążenia do rzeczy, które przynoszą radość i szczęście, a unikania rzeczy które przynoszą smutek i cierpienie. I właśnie dlatego, że smutek jest niechcianą emocją, to człowiek naturalnie dąży do zrobienia czegoś co by wyeliminowało smutek. Tylko, że wyeliminować powinno się PRZYCZYNĘ smutku, a nie sam mechanizm działania smutku!
Tymczasem wmówiono nam, że wystarczy wyeliminować sam smutek jako uczucie

To nie choroba mózgu. To problemy życia.

Od roku 2001 odbywała się głośna kampania medialna „Depresja jest chorobą – lecz depresję”, która wyryła ludziom w umysłach identyfikowanie smutku i przygnębienia, z chorobą, czyli czymś, co kojarzy się z koniecznością leczenia przez lekarza, jak to by była wada mózgu.
Tak się zaczął spęd ludzi do psychiatrów po… tabletki psychotropowe. Pod ładnie wyglądającą kampanią, kryła się przykra rzeczywistość kierowania ludzi do psychiatrów i wmawiania że smutek jest chorobą, na którą podstawowym lekarstwem są tabletki psychotropowe…

Oto jak Dr Peter Breggin wyjaśnia, że prawdziwą przyczyną nie jest nierównowaga biochemiczna w mózgu, tylko przygnębiające wydarzenia w życiu:

Peter Breggin w programie „Your Turn”:

Jednocześnie pacjenci sami też mają pokusę załatwienia wszystkiego cudowną tabletką szczęścia. Ale to tak, jakby ktoś postanowił żyć permanentnie na tabletkach przeciwbólowych… Czy to by był dobry pomysł? Życie w znieczuleniu czy to fizycznym, czy emocjonalnym, to bycie niepełnosprawnym nie w pełni zdolnym do przyjmowania i oceny wszystkich bodźców.

Do tego atrakcyjną dla wielu osób perspektywą były świadczenia finansowe – renty na depresję, a także zwolnienia lekarskie itd.

choruje-na-traume

Pokusa tabletki szczęścia szybko jednak pryska, gdy skonfrontujemy się z faktami: uzależnienia, zaburzenia, rozregulowanie biochemii mózgu. Okazało się, że cudowna tabletka szczęścia to mit i niebezpieczna gra z biochemią własnego mózgu, nierzadko prowadząca do utkwienia w roli pacjenta psychiatrycznego na resztę życia…

Okazał się, że nie tędy droga do szczęścia. Nie można bowiem osiągnąć szczęścia wyłączając mechanizm odczuwania smutku i zostawiając nierozwiązaną PRZYCZYNĘ smutku…
Ci, którzy próbowali pójść tą fałszywą drogą na skróty, nierzadko skończyli tak, jak bohaterka francuskiego filmu dokumentalnego „Chemiczny Spokój”. Warto obejrzeć:

Obowiązująca już od paru lat oficjalna klasyfikacja DSM-IV oraz ICD-10 wycofała określenie „choroba” w odniesieniu do m. in. „depresji”. Stało się tak, bo nie ma dowodów, że przyczyną depresji jest nieprawidłowo działający mózg. De facto jeśli spojrzymy na problemy życiowe osób odczuwających dokuczliwy skutek, to najczęściej widać jak na dłoni logiczne oczywiste przyczyny smutku i załamania. Zatem reakcji emocjonalnej na problemy nie powinno się nazywać chorobą, bo zgodnie z aktualną definicją chorobą jest coś, co wiąże się z uszkodzeniami struktury organizmu, nie zaś tylko procesami emocjonalnymi.

W takim razie jak sobie radzić?

Co, jeśli nie psychotropy?Jeśli chcesz coś zrobić ze swoim smutkiem, to przede wszystkim nie patrz na niego jak na chorobę, tylko SPÓJRZ NA TO, CO POWODUJE U CIEBIE SMUTEK.
Zadaj sobie pytanie o to:

  • Czy jesteś samotny?
  • Czy twój związek partnerski ma się dobrze (czy nie ma kłótni itp.)?
  • Jak się układają Twoje relacje z rodzicami?
  • Czy nie masz problemu w komunikacji ze swoimi dziećmi?
  • Czy masz pracę, która nadała by Twojemu dniu ramy i pozwoliła by mieć komfort finansowy?
  • Czy w pracy czujesz się dobrze?
  • Jakie było Twoje dzieciństwo?
  • Czy masz poczucie własnej wartości i czy masz wpojone dobre wzorce zachowania?

Bardzo często smutek pojawia się po prostu z samotności, bo NIE MASZ ZASPOKOJONEJ NATURALNEJ POTRZEBY partnerstwa. W pewnym wieku bardzo potrzebujesz sypiać z kimś, a nie sam. Jeśli tego, Ci brakuje, to nic dziwnego, że nie uśniesz tak dobrze jak przy kimś. Udany związek partnerski daje taki spokój wewnętrzny i życie staje się takie proste.

Natomiast gdy Twoje sprawy „sercowe” się nie układają, a na dodatek czujesz się NIEPEWNIE ZAWODOWO – np. nie masz pracy, to naturalne jest, że czujesz napięcie i strach o swoją przyszłość.

- Przeczytaj powiązane artykuły: -

Problemy i porady:

O psychotropach:

Dodaj na Wykop.pl: Share '„Depresja”. Czy smutek jest chorobą?' on Wykop
Drukuj lub pobierz PDF: Share '„Depresja”. Czy smutek jest chorobą?' on Print Friendly

19 comments on “„Depresja”. Czy smutek jest chorobą?

  1. Moim zdaniem leki przeciwdepresyjne nie rozwiązują problemów, ale dają nam siłę, by rozwiązać problemy. Żyję – to najlepszy dowód na to, że warto leczyć się farmakologicznie.

    • Dawid Biel on said:

      Twoje świadectwo jest dla mnie ważne. Ale czy nadal jesteś na antydepresantach? Czy według Ciebie tabletki antydepresyjne są najlepszym sposobem na radzenie sobie z problemami skutkującymi poczuciem smutku, braku motywacji i brakiem poczucia szczęścia? Czego próbowałaś oprócz antydepresantów?

      Czy zechciałabyś opowiedzieć co jest/było przyczyną w Twoim przypadku i czy/jak sobie poradziłaś z tymi czynnikami? Czego Ci w życiu brakowało? A może ktoś Cię skrzywdził?
      Osobiście lubię, gdy mówi się o problemach, zamiast wyłącznie o emocjonalnym skutku problemów…

  2. Nadal jestem na antydepresantach, myślę, że niedługo będę mogła je odstawić lub przynajmniej zmniejszyć dawkę.
    Dobrze zrozumiałam, że uważasz, że skutkiem problemów są smutek i brak motywacji? Tym dla Ciebie jest depresja? – smutkiem i brakiem motywacji? Jeśli tak, to chyba mówisz o bardzo łagodnej depresji, ja niestety takiej nie miałam. Przez ok. 5 lat się samookaleczałam itd. aż doszłam do momentu, w którym bałam się wychodzić na papierosa na balkon, bo za bardzo kusiło, żeby skoczyć. Nie chciałam żyć. Ale umierać też nie. Czy tabletki były koniecznością? Myślę, że tak. Gdyby ktoś wcześniej zareagował, spróbował pomóc mi, może i by się obeszło bez leków, ale trafiłam do psychiatry dopiero pięć lat po wystąpieniu pierwszych wyraźnych objawów depresji i byłam (delikatnie mówiąc) w kiepskim stanie. Antydepresanty nie sprawiły, że nagle zaczęłam być szczęśliwa, ale przestało mi być wszystko obojętne, przeprowadziłam się do faceta, który mnie kocha, zaczęłam studiować, w ciągu dnia bardzo rzadko się zdarza, żebym spała, za to w nocy na ogół nie mam problemów z zasypianiem itd. – to wspaniałe uczucie chcieć żyć.

    Nie wiem, co było przyczyną bezpośrednią, mogę jedynie wymienić Ci kilka przyczyn pośrednich (kolejność przypadkowa):
    1) Dzieciństwo (do powiedzmy 12-stego roku życia)
    -Surowy ojciec, który nigdy nie mówił, że mnie kocha, za to ciągle krzyczał, bezskutecznie starałam się sprawić, żeby był ze mnie dumny (np. jak sprzątałam łazienkę, to polerowałam kran własną bluzką, żeby bardziej błyszczał);
    -Babcia, która wyzywała mnie od kurew, idiotek itd. Dodam, że po tym jak na mnie nawrzeszczała i nawyzywała, to na ogół dzwoniła do mamy, beczała w słuchawkę i żaliła się, jaka to ja nie dobra;
    -mój pierwszy ‘poważny’ chłopak zostawił mnie dla mojej najlepszej przyjaciółki;
    2) Wiek młodzieńczy (od powiedzmy 12- do 18-stego r.ż.)
    -różne znajomości z facetami ode mnie starszymi – np. ja 13, on dwadzieścia kilka lat. Ja oczywiście naiwna i spragniona czułości, miłości, on – skur*ysyn. Nie będę wymieniać wszystkich mężczyzn w moim życiu, wspomnę tylko o „najciekawszym przypadku” – ja 15 lat, on prawie 40. Ja – nieśmiała, zakompleksiona, ciekawska, ładna młoda dziewczyna, on- mój nauczyciel, przystojny, wygadany itd. Zakończenia się chyba domyślasz – cała szkoła o mnie mówiła, wszyscy znajomi się ode mnie odsunęli, wyśmiewali się ze mnie itd.

    Nie wiem, co mam Ci jeszcze powiedzieć, pytaj, o co chcesz, to odpowiem.

    • Dawid Biel on said:

      No to ja miałem trochę inaczej. Jestem z innego rodzaju ludzi, mam i miałem innego rodzaju problemy.
      Wydaje mi się, że Twoje problemy można podsumować jako różnej maści „przygody” atrakcyjnej, ale próbującej różnych „rzeczy” nastolatki, co powodowało perturbacje życiowe i emocjonalne.
      Moje problemy to po prostu to, że byłem i jestem słaby, nieatrakcyjny, można mnie nazwać dziwolągiem, przez moje życie ciągle przewija się samotność i bycie ofiarą.

      Także widzisz: Odmienne problemy mieliśmy/mamy.

      • Ewelina K on said:

        Ale o czym ty mówisz?Jak można nazwać samookaleczanie się jakąś przygodą czy próbowaniem czegoś nowego?Ja plany zawodowe wiążę z pracą z uzależnionymi albo chorymi na nerwice i kiedy ktoś się samookalcecza to wtedy woła o pomoc. Amber musiały przytłaczać jakieś problemy i w ten sposób zaczęła wołać o pomoc.Ja znam te problemy i jestem na nie wrażliwa i nie mogę słuchać jak ktoś samookaleczanie się nazywa chęcią bycia w centrum uwagi,to też ma jakieś podstawy i nie wolno tego lekceważyć!

    • Wiek do 12 lat i *poważny chłopak*? Szczerze wątpię w powagę związku uczniów szkoły podstawowej.

  3. Zabrzmiało to, jakbyś sądził, że sama jestem sobie winna. :)
    Może mamy/mieliśmy problemy bardziej do siebie podobne niż Ci się wydaje.
    Czy byłam ofiarą? Tak. Czy czułam się samotna? Tak. Czy czułam się nieatrakcyjna, słaba? Tak.
    Podobno jestem ładna. Tylko szkoda, że ja tego nie zauważam. :)

    • @ amber

      Czy smutek jest chorobą? Uważam że nie. Nie znaczy to jednak, że nie rozumiem co czujesz. Czym jest depresja? Depresja to inaczej cierpienie.
      Napisałaś jak traktowali cię rodzice, babcia. Rodzice nie dali ci tego co najważniejsze – Miłości. Może dawali Ci dach nad głową, zapewniali wyżywienie, ale co z tego, skoro nie dali ci miłości. Nie dziwi mnie, że cierpiałaś. Nie dziwi mnie autodestrukcja, myśli o odebraniu sobie życia.
      Ty właśnie jesteś przykładem, że depresja to cierpienie, a to cierpienie nie bierze się znikąd.
      Czy farmakologia jest potrzebna?
      Myślę że naród zamiast inwestować w psychiatrię i psychotropy, które nigdy nie usuwają przyczyny depresji, powinien zainwestować w edukację społeczeństwa o higienie emocjonalnej. Ludzie powinni nauczyć się rozmawiać o swoich emocjach, młode pary powinny być edukowane o potrzebach emocjonalnych dziecka, o konsekwencjach niezaspokajania tych potrzeb. Powinno się postawić na profilaktykę, dbać o to, by ludzie nie cierpieli, a nie o to by potem musieli zagłuszać stare bolesne wspomnienia.
      Nie da się zaprzeczyć istnieniu cierpienia. Czasem jest ono tak silne, że trzeba je czymś uśmierzyć. Czy jednak musimy cierpieć? Czasem to nie zależy od nas samych. Czasem niestety winni są opiekunowie, wychowawcy, rodzice… .
      Myślę, że edukacja o higienie emocjonalnej nie wyeliminuje problemu całkowicie, ale może pomóc go zmniejszyć.
      Cierpienie niestety będzie istnieć zawsze, obojętnie czy je nazwiemy depresją, rozpaczą, czy „chorobą”. Faktem jest, że miłość to najlepszy lek na cierpienie. Dlaczego? Zwykle cierpienie emocjonalne to skutek braku miłości i opuszczenia. Ktoś komu zależy, przyjaciel – to najlepsze lekarstwo na cierpienie/depresję.

      • StrangLittleGirl on said:

        Niekoniecznie przyjaciel to najlepszy lek na depresję i cierpienie znam przypadek w którym nawet to nie pomaga niestety choć ja osobiście z mojego doświadczenia powiedziałabym tak samo jak ty że pomaga przyjaciel. Podsumowując są chyba ludzie którzy potrzebują tego zagłuszenia(tabletek antydepresyjnych), którzy nie czerpią siły i przyjemności ze spaceru, posłuchania muzyki, pogadania z kimś bliskim bo twierdzą że nas ta osoba nie rozumie bo nie przeżyła tego samego co my, rozmowę traktuje jak wykład i często pada z jej ust co wy wiecie dobrze się wam wszystkim mówi po czym gdy jest źle wyżywa się na przyjacielu* który nic nie wie co się działo po czym ma poczucie winy i przeprasza i tak w kółko nic innego nie robi w tym kierunku. Syndrom narzekania na wszystko czy co?

  4. Anonymus on said:

    Z tym, że prawda jest taka, że życie jest chujowe, ludzie z natury słabi i leczący swoje kompleksy przez wyżywanie się na innych. Jedyne, czego można być pewnym w życiu to to, że wszystko, co kochasz kiedyś umrze. Wszystko co osiągniemy, to jedynie namiastka zawsze mogłoby być więcej. Tak, można się wyrzec pragnień, ale im więcej się wyrzekamy, tym mniej zostaje. Gdy wyrzekniemy się wszystkiego zostaje pieprzona wegetacja, bez różnicy czy żyjemy, czy się zabijemy.

    Życie nie ma sensu, a przynajmniej nie ma długoterminowego, nawet jeśli przekażemy swoje nędzne geny dalej, to w którymś pokoleniu w końcu wszyscy potomkowie wymrą, czy to przez zagładę nuklearną będącą wynikiem słabości człowieka, czy to przez słonko, które usmaży naszą planetę, czy to przez dogasający wszechświat, gdy gwiazdy przepalą już cały wodór.

    Jasne, można sobie wyobrażać jakichś bogów, życie pośmiertne, wierzyć, że to co dobre zostanie nagrodzone, a co złe, ukarane. Taka wiara to coś pięknego. Szkoda, że gdy się widzi za dużo, wie się, że to jedynie myślenie życzeniowe, skrajnie nieprawdopodobne – fakt że uszkodzenia mózgu prowadzą do zmian psychiki sugerują, że powstaje ona właśnie tam i zniknie wraz z zaprzestaniem jego działania.

    Jesteśmy automatami i jeśli jakieś tabletki mogą poprawić nasze działanie i pozwolić nie przejmować się tym całym gównem, to czemu nie? Uzależnienie? Dopóki substancje te będą dostępne, nie widzę problemu. Masa ludzi jest uzależniona od kawy, która też istotnie wpływa na pracę mózgu.

    • StrangLittleGirl on said:

      Trochę negatywnie powiedziane ale masz w swojej wypowiedzi sporo racji. Nie jestem przesadnie wierząca ale wierzę że gdzieś tam ktoś mi pomaga może to dziwne ale tak jest. A poza tym ok jesteśmy uzależnieni od wielu rzeczy ale czy mamy w świadomości pewną myśl jutro nam zabierają kawę, papierosy, alkohol, antydepresanty, psychotropy, narkotyki i wszystko od czego jesteśmy uzależnieni jak sobie radzimy? Popełniamy samobójstwo czy wychodzimy do ludzi i zaczynamy robić różne rzeczy (pozytywne mam na myśli – rozmowa,spacery) które przynoszą nam radość jeszcze większą niż uzależnienia. Moim zdaniem wszystko jest dla ludzi ale skoro nie lubimy by ktoś nami kierował to po co się uzależniamy, skoro chcemy być wolni i kochani to czemu popadamy w uzależnienia które nas przytłaczają i nie pozwalają normalnie funkcjonować? Wszyscy umrzemy ale świat jest właśnie tak stworzony by przeżywać smutek i radość poza tym gdybyśmy wykluczyli wszystkie uczucia stalibyśmy się robotami które robią to co mają zaprogramowane natomiast ludzie są inni zachowują się różnie postawieni przed podobną sytuacją mają różne przeżycia, zainteresowania, drogi do szczęścia i co i przynajmniej się nie nudzisz bo pisząc komentarz zajmujesz swój czas i poświęcasz go innym którzy ten komentarz czytają i możliwe że komuś coś tym komentarzem rozjaśnisz. :)

  5. Lady Emaleth on said:

    Smutek jest zaledwie jednym z objawów depresji i zdecydowanie nie jest głównym jej objawem. Co więcej czasem w depresji smutek wcale nie występuje – występuje za to anhedonia i obojętność.
    Co tego schematu „jak stajesz się pacjentem psychiatrycznym” to szczerze powiedziawszy jak ktoś jest takim idiotą, że myśli, że mu psychiatra ziółka zapisze to żadna ilość informacji mu nie pomoże. Co więcej pełna informacja o leku podawana jest w ulotce i znów jeżeli jakiś debil jej nie czyta to już jego sprawa. Nie ma żadnej konspiracji i podawania ludziom w wielkiej tajemnicy psychotropów – są jedynie ludzie, którzy nie myślą.
    Jeszcze w kwestii leków… jeżeli komuś pomagają to czemu miałby ich nie brać? Lepiej żeby wyskoczył z okna? Niestety ja należę do osób lekoopornych, przez 4 lata przyjmowałam różnej maści leki – uspokajacze, antydepresanty, antypsychotyki i właściwie efekt żaden. No może poza niesamowitymi snami po neuroleptykach. Obecnie nie biorę nic i jest dokładnie tak samo. Do tego jestem po 3 psychoterapiach terapiach na oddziale dziennym i nadal nie jestem okazem zdrowia psychicznego. W tej chwili obiektywnie nie mam żadnych życiowych problemów, mam przyjaciół, prowadzę normalne życie towarzyskie, mam pracę, z nikim nie jestem skonfliktowana, co nie zmienia faktu, że jestem całkowicie niezdolna do odczuwania przyjemności, nawet seksualnej, a moje libido nie istnieje. Nie każda depresja jest reaktywna.

    • Dawid Biel on said:

      Nie każda depresja jest reaktywna.

      A czy posiadasz jakiekolwiek dowody na to, że cierpisz na chorobę mózgu? Jeśli nie, to czy możemy mówić, że z Twoim mózgiem jest coś nie tak?

      Piszesz:

      jestem całkowicie niezdolna do odczuwania przyjemności

      ale czy aby na pewno tak jest, czy może przesadzasz?

      W tym, co napisałaś:

      jak ktoś jest takim idiotą, że myśli, że mu psychiatra ziółka zapisze to żadna ilość informacji mu nie pomoże. Co więcej pełna informacja o leku podawana jest w ulotce i znów jeżeli jakiś debil jej nie czyta to już jego sprawa. Nie ma żadnej konspiracji i podawania ludziom w wielkiej tajemnicy psychotropów – są jedynie ludzie, którzy nie myślą.

      widzę sporo poniżenia (nazwanie idiotą, debilem, niemyślącym) wobec kogoś, kto dostał od psychiatry jakieś psychotropy, a nie przeczytał ulotki. Chyba większość osób tego nie czyta, bo nie ma czasu oraz nie rozumie terminów medycznych.
      Psychiatrzy zapisują psychotropy praktycznie z automatu, często mówiąc, że zażywanie ich jest konieczne, ale nie informują o ciemnej stronie psychotropów – o uzależnieniach, o zaburzeniu układu nerwowego (również tak poważnym jak dyskinezy poneuroleptykowe) oraz o tym, że psychotropy tak naprawdę nie leczą przyczyny…

      ja należę do osób lekoopornych

      Być może przekonałaś się w ten sposób o tym, że psychotropy nie rozwiązują przyczyny tego, co się z Tobą dzieje… Być może szukałaś do tej pory rozwiązania nie tu, gdzie potrzeba.

      Chciałbym, żeby opowiedziała szczerze jakie są Twoje potrzeby psychiczne, plany na przyszłość oraz co Cię drażni i co konkretnego chciałabyś zmienić w swoim życiu.

      • Lady Emaleth on said:

        A czy posiadasz jakiekolwiek dowody na to, że cierpisz na chorobę mózgu? Jeśli nie, to czy możemy mówić, że z Twoim mózgiem jest coś nie tak?

        Nie można też mówić, że jest wszytko w porządku, bo takowe potwierdzenia też nie mam ;P Chodzi mi po prostu o to, że nie zawsze można wskazać jasną przyczynę depresji jak przemoc, śmierć kogoś bliskiego czy utrata pracy.

        ale czy aby na pewno tak jest, czy może przesadzasz?

        Czasem ludzie odczuwają takie przyjemne coś i mają ochotę żeby to nigdy nie minęło… to się podobno nazywa szczęście… no to ja tak nie mam… od kilku lat.

        widzę sporo poniżenia (nazwanie idiotą, debilem, niemyślącym) wobec kogoś, kto dostał od psychiatry jakieś psychotropy, a nie przeczytał ulotki. Chyba większość osób tego nie czyta, bo nie ma czasu oraz nie rozumie terminów medycznych.

        Masz rację, że wyzwiska mogłam sobie podarować – przesadziłam. Niemniej jednak to, że większość osób nie czyta istotnej informacji medycznej to jeszcze nie czyni tego rozsądnym postępowaniem. To tak samo jak podpisanie umowy bez czytania – to, że się nie jest prawnikiem niczego nie zmienia – człowiek sam jest sobie winien.

        Chciałbym, żeby opowiedziała szczerze jakie są Twoje potrzeby psychiczne, plany na przyszłość oraz co Cię drażni i co konkretnego chciałabyś zmienić w swoim życiu.

        Myślę, że moje potrzeby psychiczne i społeczne są zaspokojone. Głównie dlatego, że posiadanie potrzeb niezaspokojonych uważam za bezsensowne – powoduje jedynie napięcie i frustrację, która nie ma żadnego produktywnego zastosowania. Co mnie drażni to ciężko powiedzieć, od kiedy rzadziej się okaleczam jestem generalnie bardziej drażliwa i agresywna. Ogólnie najbardziej drażnią mnie normalni ludzie samym faktem, że istnieją, ale jakby powiedzieli na terapii to jedynie odbicie moich uczuć do nieakceptującej matki i projekcja jej cech i moich emocji na niewinną grupę społeczną ludzi zdrowych psychicznie. A co do zmian w życiu… moje życie w ostatnich latach bardzo się zmieniło i według obiektywnych standardów była to zmiana pozytywna, ale w żaden sposób nie wpłynęło to na moje samopoczucie. Obecnie nic mi jakoś szczególnie w moim życiu nie przeszkadza, a posiadanie pragnień powoduje u mnie zachowania autoagresywne.

  6. freyya on said:

    ja mam depreche spowodu niemozności osiągnięcia żadnych celów w życiu brak stałej pracy 9albo daja pare groszy na miesiąc na śmieciówce, albo chca na czarno albo wymagają kogoś kto wogóle chyba nie istnieje więc biora ostatniego jakiego spotkali na rozmowie albo znajomą albo jak już pracujesz to ktoś cię wywali bo przyjął się znajomy lizus…moge pisac w nieskonczonosc takie mam doswiadczenia), brak możliwości zamieszkania z narzeczonym (on tez za biedny żeby ktokolwiek dał mu kredyt na mieszkanie, prace ma ale stawka do bani.Gdzie indziej oferują śmieciówki, wtedy kredyty tez do dupy, bo nie dają) w dodatku nawet wyglądam debilasto takie nijakie jajo.Szkoda gadac. Nie widzę sensu.
    A do psychiatry NIE PUJDE bo to sa zwykli lekarze którzy tylko przepisują tablety żeby pozbyc sie problemu, czysta masowa i hurtowa działalność.
    Ja chce pracować, wiem z doswiadczenia że to potrafi wyeczyc z deprechy .Ale tu NIC nie ma.Jeszcze troche i faktycznie utopie sie w wannie albo cholera wie co!

  7. freyya on said:

    oczywiście wiem, ze nikt minie odpowie bo jestem przypadkiem któremu pomóc sie juz nie da.
    Normalne że aż nudne. Kocham ludzi aż tak, że bym ich zabiła.

  8. misiekjon on said:

    Ten artykuł pisał jakiś całkowity ignorant. Mam depresję od 5-ciu lat, ale pamiętam jeszcze jak to jest czuć normalny smutek. Jest on inny, niż ten który odczuwam w depresji. Normalny smutek nie zaburzał tak mojego funkcjonowania: pomimo smutku chciało mi się wychodzić do ludzi i miałem tyle sił co zawsze. Zaburzenia depresyjne to nie właściwe funkcjonowanie mózgu. Człowiekowi w życiu może wszystko się układać: może być w związku, mieć ułożone życie, nie mieć problemów finansowych itd. a i tak może mieć depresję. Depresja to nie reakcja na otaczające nas wydarzenia, a nieumiejętność cieszenia się z rzeczy które mamy. Nieuzasadniony smutek i lęk. Ból który jest 100- krotnie dotkliwszy od tego, który jesteś w stanie sobie wyobrazić.

  9. rexu77 on said:

    Ja osobiscie uwazam, ze jesli ludzie maja wszystko tzn. zdrowie, satysfakcjonujaca prace, udany zwiazek itp. i nie potrafia sie tym cieszyc to wg mnie brakuje im sensu zycia bo np. sa ateistami i mysla tylko o materii (sorry ze wchodze na tematy religijne-ja wierze w reinkarnacje;)).
    Ja sam w ogole nie zaznalem milosci od rodzicow-moja matka nigdy mnie nie przytulila, nie pocalowala, nie powiedziala ze mnie kocha itp, a ojciec agresor i alkoholik, bieda i nedza w domu itp. Z tego powodu tzn. braku milosci pare razy probowalem sie zabic… Po 4 psychiatrykach i 3 latach brania neuroleptycznej trucizny i pozwalaniu innym ludziom na psychiczne i fizyczne znecanie sie nade mna(jestem bardzo wrazliwym facetem) wreszcie powiedzialem sobie DOSC!!! Zmienilem sie tzn. odstawilem psychotropy, potrafie postawic sie juz ludziom, bardzo duzo cwicze (silownia i elementy sztuk walki), zamierzam isc na studia, postanowilem byc do konca zycia sam (moze to glupie-ale ja po prostu bylem tylko raz naprawde powaznie zakochany i nie chce znowu cierpiec-zamierzam calkowicie unikac kobiet;)). Mam plany, ambicje, cele i marzenia, ktore postanowilem zrealizowac i mam nadzieje, ze sie spelnia :D .
    Pozdrawiam

  10. jatoja on said:

    Smutek, smutkiem… Normalna reakcja, ale co innego jest jak ci wpełza na oczy, przysłania całe życie, nie możesz mieć pracy, skończyć szkoły, cokolwiek osiągać, bo nie masz sił przy takim smutku. Mów co chcesz to trzeba leczyć. Nie każdy da radę zrobić coś konstruktywnego czy nawet rozwiązać swoje problemy, dowiedzieć się w czym jest problem i dlaczego na prawdę jest taki smutny, jak nic przez ten smutek zrobić nie możesz. I choćby mieli cie przyjść zastrzelić i tak nie wstaniesz z łóżka.
    Tabletki dają odrobinę siły żeby rozwiązać problem. Żeby móc wszystko naprawić. Współczuje osobom z poglądami jak autor stronki. Poczytajcie coś mądrego kiedyś…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Powiadom mnie o odpowiedziach. Możesz też być powiadamiany bez konieczności komentowania.